Rob Tognoni: relacja z koncertu w Verona Cafe

We wtorkowy wieczór bialczanie mieli okazję uczestniczyć w wyjątkowym koncercie. Tym razem z inicjatywy Jarosława Michaluka, bialski klub Verona odwiedził australijski gitarzysta i kompozytor  Rob Tognoni.  Muzyk, o którym niewiele mówi się w mediach ogólnoświatowych. Pomimo wydania kilkunastu albumów, nie zyskał on światowej popularności. Jest to wielkie zaskoczenie, gdyż po tym, co można było zobaczyć i usłyszeć, jestem w stanie śmiało stwierdzić, że jest to muzyk niesłusznie niedoceniany w szerszych kręgach muzycznych.


W jednej krótkiej chwili mikroskopijna scena zamieniła się w miejsce kipiące energią i pasją. To co zaprezentował Tongoni można określić tylko jednym słowem – żywiołowość. Pomimo znajomości ledwie kilku utworów usłyszanych na YouTube, muzyk od początku do końca zaraził mnie swoimi utworami. Schemat utworów był dosyć przewidywalny, jednakże wciągnął na tyle mocno, by z wypiekami na twarzy czekać na kolejne popisówki. Tak, było wiele momentów, w których Rob uświadamiał publiczność, jak sprawnym gitarzystą jest. Dynamiczne rock-bluesowe solówki oszałamiały swoją prędkością. Zdarzały się również wolniejsze, bardziej subtelne momenty, ale i to nie przeszkadzało artyście by pokazać na co go stać. Nie ulega to wątpliwości, że Tognoni, pomimo 40 lat na scenie, wciąż czuje pasję i energię potrzebną do stworzenia niebanalnego show. Wszystkie klasyczne elementy świata rocka zostały zachowane. Ruchy, gesty, delikatne wyjście do publiki – to wszystko sprawiało, że w pewnym momencie ludzie mogli poczuć nagłą potrzebę pobujania się pod sceną. Niestety, miejsce na koncert zostało wybrane dosyć niefortunnie. Akustyczne, nastrojowe występy pasują do klubu z miejscami siedzącymi, ale nie dla rockowego szaleństwa.


 Pochwalić jednak należy akustyke miejsca. Początkowe uderzenie rodziło obawy, że tak mały klub nie wytrzyma potężnego brzmienia. Po chwili jednak można było wyczuć, że akustyk dał rade. Wszystko brzmiało selektywnie i z wyczuciem.

Podczas Polskiej trasy Tongoniego zespół uzupełniał basista Łukasz Gorczyka oraz perkusista Tomek Dominik. Doskonale  rozumieli się przez cały koncert. Wyraźnie czuć było chemię pomiedzy muzykami, co jest chyba najważniejsze podczas występów na żywo.

“tasmański diabeł” rozpalił publikę do czerwoności. Jest to jeden z dowodów na to, że rock nie umarł. Mam tylko nadzieję, że w przyszłości będziemy mogli jeszcze raz ugościć tego znakomitego muzyka, tym razem jednak w bardziej adekwatnym miejscu. Zdecydowanie gorąco zachęcam do szerszego zapoznania się z muzyką Tongoniego.


Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
zbigniew.maciejuk@wp.pl

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.