tymoszynska-reklama

Nickelback: wspomnienia z koncertu w Polsce

Nickelback to wbrew pozorom zespół kontrowersyjny. Nie chodzi jednak o styl bycia, czy dyskusyjne zachowania muzyków. Chodzi o gatunek wykonywanej muzyki. W pierwszym etapie działalności kapeli, gdy jeszcze nie byli praktycznie popularni, spokojnie można było porównywać ich muzykę, do takich gigantów jak na przykład Soungarden. Nie był to oczywiście jeszcze ten poziom, ale inspiracje można było wyczuć od pierwszych sekund. Gdy za sprawą hitu “How You Remind Me” (katowanego w kolejnych latach przez komercyjne stacje radiowe) w jednej chwili stali się ultrapopularni, coś się zmieniło. Kolejne krążki były już klasycznym przykładem pop-rockowej muzyki z elementami cięższych gitar. Mówiąc konkretniej – albumy dzieliły się na dwie części: lżejszą i zdecydowanie mocniejszą. W miarę upływu czasu w stronę zespołu zaczął spływać niemały hejt. Mało tego, Nickelback stał się obiektem kpin i żartów. Osobiście do dziś nie jestem w stanie zrozumieć fenomenu tej internetowej nienawiści. Zrozumiałe jest to, że nie każdemu musi się podobać kierunek w którym podąża kapela, barwa głosu Chada Kroegera itd. To wszystko jednak nie jest istotne w momencie, gdy człowiek ma świadomość uczestnictwa w ich koncercie, tym bardziej, jeśli koncert odbywa się w Polsce. A stało się to 2 Listopada 2013 roku.

 

 

Była to pierwsza wizyta zespołu w naszym kraju. Występ odbył się na Warszawskim Torwarze. Organizator dosyć ostrożnie podszedł do kwestii biletów, dlatego początkowo na mapce, gdzie można było zamawiać bilety, scena znajdowała się na środku obiektu. Niepotrzebnie. Ostatecznie scena wylądowała tam gdzie powinna, czyli na samym końcu Torwaru, gdyż zapotrzebowanie na koncert przekroczyło najśmielsze oczekiwania internetowych hejterów.

Jako support wystąpił mało znany Polakom amerykański zespół “Skillet”. Słyszałem w zasadzie kilka utworów przed koncertem i to ledwie kilka razy, więc jeszcze nie miałem wyrobionej opinii. Wszystko zmieniło się gdy usłyszałem ich na żywo. Energia wręcz kipiała ze sceny. Pomimo faktu, iż ledwie garstka ludzi znała ich teksty, zespół został bardzo ciepło przyjęty. Uśmiechy nie znikały z ust członków zespołu. Po występie poczułem apetyt na poznanie całej dyskografii i na osobny, samodzielny koncert, co zresztą się spełniło – ale to już innym razem 🙂

Kilkadziesiąt minut przerwy, szybkie wyjście na kawę i papierosa i już mogliśmy z niecierpliwością oczekiwać zespołu, na który wszyscy tak długo czekali. I zaczęło się. Zaskakujące intro ze “Star Wars” płynnie przeszło w żywiołowy i gitarowy “Animals”. W tym momencie nie widziałem już nikogo sztywno stojącego. Chad i koledzy nie pozwolili odpocząć, chwilę po tym zabrzmiało “Woke Up This Morning”. Reakcja identyczna, która zresztą utrzymywała się przez całe półtorej godziny występu. Oczywiście nie mogło zabraknąć obowiązkowych ballad, takich jak “Photograph” “Far Away” czy “When We Stand Together”. Ich koncerty są bardzo zbliżone do ich dowolnej płyty z okresu 2003-2014. Dużo ballad, jak i grzałek z pewnością usatysfakcjonowało nowych fanów. Ci, którzy spodziewali się jedynie solidnych i cięższych gitar, mogli poczuć się delikatnie rozczarowani. Nie można jednak mieć wszystkiego, tym bardziej że każdy wie, w jakim kierunku obecnie podąża zespół.

Wielka flaga była jednym z najważniejszych momentów koncertu. Zespół chciał ją zabrać ze sobą, niestety po utworze na którym została przekazywana z rąk do rąk, w tajemniczy sposób zniknęła.

Należy również wspomnieć o znakomitych humorach muzyków. Z miłą chęcią rozmawiali z publiką pomiędzy utworami, chwalili nasze alkohole a także próbowali z gorszym, lub lepszym skutkiem uczyć się Polskich słów. “Murwa” chyba każdemu zapadła w pamięci.

Nagłośnie na Torwarze jak zwykle na profesjonalnym poziomie. Tutaj w zasadzie nie ma się do czego przyczepić, brzmienie było wyraźne selektywne i nie czuć było wyraźnej dominacji któregoś z instrumentów. Tak powinny brzmieć występy! (mała aluzja do Narodowego Stadionu)

Ostatecznie wiele jeszcze się działo, ale nie sposób wszystkiego zapamiętać, gdy po koncercie w głowie miało się zawirowanie emocjonalne. Po kilkudziesięciu odbytych koncertach mogę śmiało powiedzieć iż występ Nickelback mogę wpisać do ścisłej czołówki. Emocje, dobry humor, żywiołowe wykonania największych hitów i przede wszystkim spontaniczność i szacunek do publiki bez jakiegokolwiek gwiazdorstwa – to właśnie z tego powodu wciąż mam w pamięci tamten wieczór. Liczę, iż po raz kolejny odwiedzą Polskę, ale tym razem już nie na jeden występ. Jak mogliśmy się przekonać, pomimo krzyków w internecie, zespół ma fanów, którzy doceniają graną przez nich muzykę.  Bo muzyka łączy, a nie dzieli!

Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
kontakt@pulsmiasta.tv

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.