tymoszynska-reklama

Terrific Sunday: recenzja albumu "Strangers, Lovers"

Polska muzyka od dłuższego czasu przykuwa uwagę niebanalnością oraz świeżymi pomysłami. Nie można wprost powiedzieć, że jest to nowa jakość – w obecnych czasach każdy zespół mniej lub więcej inspiruje się gatunkiem, który kiedyś stanowił przełom lub pomysłami na wykreowanie brzmienia. Przez kilkadziesiąt lat, od momentu, gdy powstały tysiące zespołów, jest naprawdę ciężko przebić się z oryginalnym pomysłem. Poznański „Terrific Sunday”, który swoją karierę rozpoczął 2 lata temu, w międzyczasie wydając EP, wprowadza świeżość na scenę muzyczną w Polsce – bez kreowania trendów, bez przesadnych kombinacji. „Strangers, Lovers” jest ich debiutanckim albumem, który z miejsca spodoba się fanom współczesnego, lekkiego rockowego pazura. Jak wygląda sytuacja po przesłuchaniu całości?

Przede wszystkim, najsilniejszym aspektem krążka jest instrumentarium. Już w pierwszych minutach dociera do nas, potężna (jak na swój gatunek) dawka pulsującej gitary basowej. Nie bez powodu z chociaż tego powodu, zespół można porównywać do takich gigantów jak U2. Jest jeszcze oczywiście zbyt wcześnie by mówić o tym samym poziomie, jednakże skojarzenia przychodzą natychmiast. To co skupia uwagę, to umiejętne dawkowanie przesterowanych gitar w uzasadnionych momentach. Wciąż jest to indie-rock, ale im mocniej wgłębiamy się w album, tym więcej inspiracji doszukujemy. Może to trochę brzmieć, jakoby zespół nie miał nic ciekawego do powiedzenia i przesadnie się inspiruje. Ważne jest jednak, w jaki sposób się inspiruje, a to muzykom wychodzi wyśmienicie.

W kwestii wokalu śmiało można powiedzieć iż Piotr Kołodyński odnajduje się w spokojnych i żywych numerach – co jest ogromną zaletą, gdyż w ten sposób niejednoznacznie przekazuje emocje, zawarte w numerze i jego warstwie lirycznej. Ogromny plus za to. Ważne jest też, że numery są w pewien sposób spójne. Czuć, że słyszymy historię, przekazywaną nam od początku do końca krążka. Nie ma miejsca, na niepotrzebne, niepasujące do reszty przerywniki, które mogą zakłócać odbiór całości.

Problemem debiutów może być czasem brzmienie. Zwolennicy bardziej przestrzennego brzmienia mogą być zawiedzeni. Oczywiście, wszystko jest tutaj wyprodukowane na najwyższym, światowym poziomie jednakże lekki zarzut mogę kierować jedynie do perkusji, gdyż jej brzmienie jest zbyt… płaskie. Nie jest to rażąca wada, jednakże warto nad tym aspektem popracować.

Podsumowując – krążek zagościł od jakiegoś czasu w moim odtwarzaczu i z chęcią regularnie do niego wracam. W dzisiejszych czasach nie spodziewajmy się przełomu. Spodziewajmy się natomiast, że „Terrific Sunday” konsekwentnie będzie się trzymał poziomu wypracowanego na debiucie. Kto wie, czy w przyszłości nie staną na równi z Bloc Party? Liczę na to bardzo mocno!

Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
kontakt@pulsmiasta.tv

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.