tymoszynska-reklama

Foals: recenzja albumu "What Went Down"


Kariera Foals od kilku lat jest coraz mocniejsza. Z każdym kolejnym krążkiem wspinali się coraz wyżej po drabinie muzycznej, by dojść do momentu w którym wypełniają największe hale i grają jako główne gwiazdy największych festiwali, chociażby takich jak Reading czy Glastonbury. Twórcy najbardziej popularnego indie utworu „My Number”, sukcesywnie wypełniają listy przebojów swoimi utworami. „What Went Down”, czyli ostatni krążek był wielką zagadką. Po tak wybitnym albumie jakim jest „Holy Fire” można było mieć spore wątpliwości, czy muzycy podołają zadaniu i stworzą coś na podobnym poziomie. Udało im się, choć nie podążyli identyczną ścieżką.

Oczywiście nadal mamy do czynienia z niesamowicie melodyjną indie-rockową zabawą. Momentami jednak jest mocniej. I zdecydowanie nie przesadzam. „What Went Down”, otwierający krążek, uderza w nas mocnymi gitarami – momentami ma się uczucie potężnej ściany dźwięku. Wcześniej już zdarzało się, że muzycy potrafili podręcić gałki gitarowe, jednak nie w takim natężeniu. Dalej jest już bardziej klasycznie – „Mountain At My Gates” idealnie nadaje się na singiel promujący krążek.

To zresztą wciąż jest ten sam zespół. Nie mamy tutaj do czynienia z rewolucją. Można to raczej nazwać szeroką ewolucją. Elementy charakterystyczne dla Foals, czyli „plumkające” motywy gitarowe zostały zachowane. Jednakże po dokładniejszym przesłuchaniu całego albumu, można odnieść wrażenie iż muzycy chcieli się nieco odciąć od brzmienia „My Number”. Jasne, znajdą się tutaj przeboje, które spokojnie mogą walczyć o podium z poprzednimi hitami grupy, jednakże nie ma się wrażenie „upopowienia” materiału. Całość brzmi niezwykle dojrzale i poważnie. Zawsze jest to wielki plus. Szczególnie słychać to w spokojniejszych utworach – doskonałym przykładem jest „Give It All”

Wspomnieć należy o kwestii wokalu. Tutaj jest również inaczej, niż wcześniej. Wokal w mocniejszych utworach jest zadziorny, agresywny, natomiast w balladach bardzo subtelny i przemyślany. Nawet chórki, które często pełnią rolę dodatku, tutaj odgrywają istotną rolę i wzmagają klimat. Yannis Philippakis odrobił lekcje i wciąż rozwija swój głos. Siłą Foals jest jednak brzmienie. Brzmienie, które pomimo korzeni indie, brzmi wyjątkowo rockowo. Mało jest zespołów, które w umiejętny sposób tak genialnie mieszają gatunki.

Byłem pełen obaw co do nowego krążka. Obawy okazały się jednak nieuzasadnione. Album jest godny polecenia dla fanów poprzednich wydawnictw, ale i dla osób które chcą zacząć przygodę z muzyką Foals. Warto wyruszyć z nimi w podróż, która pełna jest niespodzianek. A przede wszystkim polecam wybrać się na koncert – dopiero tam można usłyszeć jaki potencjał brzmi w muzykach z Oksfordu.

Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
kontakt@pulsmiasta.tv

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.