tymoszynska-reklama

Marek Trela. Moje konie, moje życie

Na tej opowieści zaważyła decyzja podjęta przez młodego adepta jeździectwa sportowego, Marka Trelę, który zdecydował, że po skończeniu weterynarii zwiąże się z Janowem Podlaskim. Przechodząc po raz pierwszy przez bramę stadniny 30 września 1978 roku, nie przypuszczał, że spędzi tu 38 lat i w tak spektakularny sposób przyczyni się do rozkwitu koniarstwa.

Lekarz weterynarii nie zostałby dyrektorem stadniny, gdyby nie pewna okoliczność.
Wojna w Kuwejcie (1990) sprawiła, że kontrakt, który tam podpisał, nie wszedł w życie.  Po kilku latach przynoszącej spore profity własnej praktyki weterynaryjnej zgodził się dołączyć do zarządu stadniny, bo przyrzekł swojemu legendarnemu poprzednikowi, że przejmie po nim schedę.  Obietnicy dotrzymał w 1995 r. Nikt nie był zaskoczony, że w tak delikatnej materii następcę się wybiera, a nawet wychowuje, a nie mianuje.
Pan Krzyształowicz nauczył mnie przede wszystkim podejmowania decyzji. Nie takich jak on, ale własnych. Zachęcał do samodzielnego myślenia od pierwszych dni mojej pracy jako lekarza weterynarii i tak samo było potem w sprawach hodowlanych. Przekazywał sposób patrzenia na konie jego oczami, wizję ideału janowskiego araba w kuhailańskim typie, którą sobie bardzo cenił. Ale nie tłamsił moich poglądów.

Trela docenił ich szlachetne piękno, temperament i przywiązanie do człowieka, które pomagały ich pustynnym przodkom przetrwać w niesprzyjających warunkach – skwarze dnia, chłodzie nocy i pustynnych burzach. Stworzone do walki,  pościgu, ale i przemieszczania się z nomadami, stawiały czoła niebezpieczeństwom. Nic dziwnego, że ten doświadczony hodowca i jednocześnie dyrektor, w podobny sposób traktował wyzwania.
Trudności? Były po to, by je pokonywać, czasem wbrew sobie i okolicznościom. Nie odpuszczał, bo konie na to zasługiwały.

W latach 90., w reprywatyzacyjnym amoku, łatwo było popełnić błędy, a każda jednostka, nawet tak cenna dla kultury narodowej jak stadnina koni, musiała przynosić zyski. Istniało zagrożenie, że te będą się liczyć najbardziej, a przecież trzeba było jeszcze  inwestować w infrastrukturę, wymienić przestarzały sprzęt i zmniejszyć zatrudnienie!
Marek Trela poradził sobie znakomicie, mimo kąśliwych uwag, że bardziej dba o konie niż ludzi. A dlaczego? Miał to z czasów, gdy na warszawskiej Legii trenował jeździectwo. Przedwojenni kawalerzyści wprowadzali do naszej nauki ten prawdziwy jeździecki sznyt i kawaleryjskie zasady. Podstawowa z nich brzmi: koń jest zawsze najważniejszy. Potem sprzęt, a na końcu człowiek. Bo koń od nas zależy całkowicie, jest zdany na naszą łaskę.

Konie karmiono sianem z dzikich, nadbużańskich łąk, owsem i słomą własnej produkcji, a na utrzymanie stadniny w nowoczesnych oborach trzyma się 360 mlecznych krów. I właśnie za produkcję mleka stadninę (!) uhonorowano w 2015 roku prestiżowym tytułem Gazeli Biznesu.

Hodowla to nie tylko „szkiełko i oko”. Potrzebne jest jeszcze wyczucie, a tego Markowi Treli nigdy nie brakowało.  Hodowla to jest nieustająca konieczność wyboru. Wspaniale byłoby móc kierować się wyłącznie swoim poczuciem tego, co się chce zostawić albo sprzedać. (…)  Tutaj jest potrzebny kompromis między interesem hodowli, czyli jakością koni, a interesem stadniny, która musi się utrzymać.
Musi istnieć również kompromis między jakością stada matek a potencjałem genetycznym, który trzeba utrzymać, a więc trzeba zachować różne linie żeńskie i męskie.

Aż szkoda, że dzisiaj swoim doświadczeniem i wiedzą służy przeważnie prywatnym hodowcom z zagranicy, bo w Janowie już go nie potrzebują.

Według legend przodkowie koni arabskich wywodzą się z pustyni Nedżd. Podobno Allach stworzył pierwszego araba z południowego wiatru, w który tchnął swój oddech, powołując do istnienia postać zdolną do lotu bez skrzydeł. Boski „syn wiatru” miał w grzywie pasma dobra i szczęścia, towarzyszące jego opiekunowi.
W latach 80. konie czystej krwi arabskiej osiągały na aukcjach oszałamiające ceny. Najdrożej sprzedaną klaczą arabską na świecie była słynna Penicylina, za którą w 1985 roku dano 1,5 mln dolarów! Zresztą nie tylko o pieniądze tu chodzi. Jedna z ulubienic dyrektora Treli, Pianissima, była uważana za idealne wcielenie konia arabskiego – doceniana na całym świecie i kochana przez wielbicieli koni.
Tak stojąc wtedy przy tej klaczy, która przyjechała z Polski, miałem największe przeżycie hodowlane w życiu. Bo zdałem sobie sprawę, że historia zatoczyła koło. Od chwili, kiedy z tego Nedżdu wyszły konie i rozeszły się po całym świecie, minęło sporo czasu.
A teraz mała klaczka, która dojechała do ojczyzny tych koni, słucha polskiego hymnu. To było coś takiego… Człowiek czuł, że to specjalny moment. Coś, co zostaje na zawsze. Ukoronowanie lat pracy hodowcy.

Marek Trela doprowadził hodowlę arabów do niespotykanego rozkwitu. Nawet dzisiaj, bez swojego dyrektora i dobrego ducha, Janów Podlaski pozostał symbolem profesjonalizmu, intuicji wspieranej doświadczeniem i ciężką pracą oraz wiedzy, których splot pozwolił na osiągnięcie statusu trudnego do osiągnięcia innym hodowlom.
Tutaj przez lata przyjeżdżali z całego świata ludzie, zafascynowani pięknem koni czystej krwi arabskiej, wydając tysiące dolarów podczas słynnej aukcji.  Araby ze stadnin państwowych w Janowie Podlaskim, Michałowie i Białce, tak cenione przez kupców ze względu na unikatowe połączenie tych pożądanych cech, w wyniku eksportu do wszelkich możliwych krajów stały się ambasadorami naszej ojczyzny i „Dumą Polski”, jak głosi nazwa dorocznej aukcji „Pride of Poland”. Z czasem zaczęto uważać je za naszą najlepszą markę eksportową, rozpoznawalną i prestiżową, a przy tym budzącą emocje jak muzyka Fryderyka Chopina.

Celem programu Pure Polish jest dbałość o jakość naszych hodowli, jej różnorodność genetyczną, niedopuszczanie do zbytniego spokrewnienia linii, co mogłoby niekorzystnie wpłynąć na klasę hodowanych zwierząt. Taka „receptura”, pozwalająca na znakomitą, najlepszą na świecie pulę genów dających konie słynne z urody, temperamentu i na dodatek przyjazne człowiekowi.
W tym roku, po raz pierwszy od wielu lat sezon wyźrebień, trwający od przełomu grudnia i stycznia do marca, odbędzie się bez Marka Treli. Status „persona non grata” jest dla niego szczególnie bolesny, bo oparty na absurdalnych zarzutach, z którymi rozprawia się na kartach książki. Podaje się jakieś bzdurne uzasadnienia, rzuca się oskarżenia nie wiadomo na kogo. Uruchamia się aparat państwa do takich idiotyzmów. (…) To wszystko to jest wyjąca amatorszczyzna, która nas ośmiesza przed światem.

A przecież tutaj nie ma miejsca dla amatorów, to zbyt kosztowna opcja dla stadniny, której renoma opiera się nie tylko na koniach, ale i na ludziach biorących za nią odpowiedzialność. Za takimi nazwiskami jak Krzyształowicz, Jaworowski, czy współcześnie – Trela i Białobok (Michałów) stoi niewzruszone przekonanie, że bez nich nie bylibyśmy światową potęgą w hodowli koni czystej krwi arabskiej.

Tak to widzi Shirley Watts, żona słynnego perkusisty Rolling Stones i właścicielka wielu koni z Janowa: Pasja Marka Treli to cudowne konie rasy arabskiej, którym w pełni oddał swoje serce.

  • Kim był Emir Rzewuski i dlaczego uważa się go za jednego z ojców polskiego koniarstwa?
  • Jak uratowano konie podczas bolszewickiej pożogi na wschodzie?
  • Dlaczego w PRL-u honorowano niemieckiego zarządcę Janowa z czasów okupacji?
  • Ile zapłacono za najdroższego ogiera czystej arabskiej z polskich hodowli?
  • Co Janów Podlaski zawdzięcza Shirley Watts, żonie perkusisty Rolling Stones i miłośniczce koni?
  • Kto może zostać „Best in Show”?
  • Czemu służy otwieranie stajni dla źrebiąt nawet przy dużym mrozie?
  • Kiedy koniom robi się makijaż?
  • Jakie cechy składają się na „arabski bukiet”?

Marek Trela
pochodzi z rodziny kresowej o tradycjach kawaleryjskich. Absolwent Wydziału Medycyny Weterynaryjnej SGGW w Warszawie. Pracę zawodową rozpoczął w 1978 r. w Stadninie Koni Janów Podlaski. W latach 2000 – 2016 r. prezes stadniny. Pierwszy Polak uhonorowany nominacją na wiceprzewodniczącego Światowej Organizacji Konia Arabskiego WAHO (w styczniu 2016 r.), co jest wyrazem uznania dla rangi polskiej hodowli koni arabskich.

Ewa Bagłaj
pisarka i biografka, dziennikarka związana z miesięcznikiem „Koń Polski”. Miała szczęście dorastać w pobliżu stadniny koni arabskich w Janowie Podlaskim, co stało się inspiracją do jej debiutu literackiego, powieści dla młodzieży Broszka, Dublerka oraz Prymuska. Jest również autorką  biografii Słoneczna dziewczyna. Opowieść o Klementynie Sołonowicz-Olbrychskiej.


Instytut Wydawniczy Erica | s. 304| ISBN  978-83-65310-80-4| Cena: 49,90 zł

Premiera: 23 listopada 2016 r.


Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
kontakt@pulsmiasta.tv

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.