tymoszynska-reklama

NA POCZĄTKU BYŁ RYSUNEK… – O KOBIETACH, KTÓRE POŁĄCZYŁA PEWNA PRACOWNIA

Doskonała muzyka, która wypełnia pracownię plastyczną, wspólne rozmowy przy herbacie, zaangażowanie w pracę do tego stopnia, że można się w niej zatracić, międzypokoleniowa nić porozumienia – to wszystko tworzy niespotykaną nigdzie indziej atmosferę, którą można poczuć na zajęciach koła plastycznego GWASZ. Grupa dorosła koła plastycznego GWASZ została utworzona przed czterema laty, a samo koło, którego założycielem jest Roman Pieńkowski, istnieje od lat 30.

„Dorosłe” koło plastyczne

W BCK w ramach koła GWASZ działają trzy grupy – dziecięca, gimnazjalno-licealna i wspomniana już grupa dorosła.
– Pomyślałem sobie kiedyś, że chętnie popracowałbym z dorosłymi. Miłe w układzie moich kółek jest to, że współistnieją w nich różne generacje: od dzieci w trzeciej klasie podstawówki, przez gimnazja i licea, aż po dorosłych – mówi Roman Pieńkowski, założyciel koła plastycznego GWASZ.
Skoro był pomysł to trzeba było, idąc za ciosem, zacząć go realizować. Ogłoszono nabór do koła i pojawiły się pierwsze panie, wśród nich uczęszczające od początku panie Helena i Renata.

– O kółku dowiedziałam się z gazety i bardzo się cieszę, że tu trafiłam. Bez wątpienia panuje tutaj wyjątkowa atmosfera, są wspaniałe koleżanki i pan prowadzący. A zajęcia… nie mogłyśmy się doczekać kiedy będziemy malować obrazy, ale najpierw musiałyśmy przejść przez te łatwiejsze formy, zaczynałyśmy od rysunków, potem były grafiki, aż wreszcie doczekałyśmy się obrazów. One teraz stoją wszędzie w domu – mówi nam Helena Romaniuk.

Wydawać by się mogło, że koło plastyczne jest dla osób utalentowanych. Nie jest tak do końca – koło plastyczne jest po to, żeby się czegoś nauczyć. Najważniejsze to chcieć! – Jeżeli ktoś ma chętki plastyczne, zwłaszcza jeżeli jest dorosłym człowiekiem, obłożonym mnóstwem problemów, to niejednokrotnie czuje, że chciałby się jeszcze czegoś nauczyć – zapewnia Roman Pieńkowski.

Jak mówi prowadzący koło, często jest tak, że w momencie kiedy nie potrafimy sobie wyobrazić końcowego efektu naszej twórczej pracy, wówczas wydaje nam się, że nie jesteśmy w stanie sprostać zadaniu. Tymczasem Roman Pieńkowski na zajęciach koła GWASZ przyjął metodę powolnego drążenia, które ma doprowadzić do określonego efektu i udowodnić jednocześnie, że to co wydaje nam się niemożliwe, jest w naszym zasięgu. Tak było na przykład z przestrzennymi zabawkami z tektury, których wykonanie było niezwykle trudne. Efekt końcowy z niemałym zdziwieniem oglądały wszystkie panie.

– Najważniejsza jest sumienna praca do samego końca. Choćby miała ona trwać wiele godzin, to przedmiot musi być skończony. Dopiero ten efekt uzmysławia komuś, do czego tak naprawdę jest zdolny, co potrafi zrobić. Kiedy patrzyłem na panie podziwiające swoje prace, czułem, że same są zdumione efektem – mówi z nieukrywaną radością Roman Pieńkowski.

Od czegoś trzeba zacząć…

„Dorosła” grupa swoją przygodę z plastyką zaczęła od rysunku z natury.

– Zakładając koło plastyczne, rozumiałem je, jako swego rodzaju artystyczna szkółkę, w której będą realizowane zadania przypominające te z plastycznych uczelni, czyli będzie nauka solidnego warsztatu, oparta na ćwiczeniach z natury w takich dziedzinach jak rysunek i malarstwo, a także uwzględniająca zadania na wyobraźnię. Poprzez stałe korekty starałem się uwrażliwiać moich podopiecznych na zagadnienia związane z kompozycją, kolorem, formą itp. Często powtarzam moim uczniom, że to, co niejednokrotnie pokazują mi w swoich domowych pracach, czyli kopiowanie ze zdjęć, może nauczyć czegoś w ograniczonym zakresie, ale zawsze jest to zamiana płaskiej plamy na drugą płaską plamę. Czymś zupełnie innym jest dostrzeganie w przestrzeni perspektywy, światłocienia, właściwego koloru, wzajemnego oddziaływania na siebie barw. Tu dopiero mamy do czynienia z właściwie rozumianym procesem twórczym.

Na zajęciach koła plastycznego GWASZ, dzięki różnorodności technik, każdy znajdzie coś dla siebie. Zajęcia, to jednak nie radosna twórczość w potocznym tego słowa znaczeniu. Prace poddawane są ciągłym zmianom, korektom i transformacjom, aż do uzyskania pożądanego efektu.
Przez lata obserwuję, jak wzrasta twórcza świadomość, dzięki czemu mam już łatwiej, co nie zwalnia mnie z obowiązków nauczyciela moich grup.

Koło zwykłe i niezwykłe zarazem

Sam prowadzący podkreśla, że wszystkie panie są niezwykle zdyscyplinowane i oddane twórczej pracy, chętnie przynoszą potrzebne materiały, słuchają rad i korekt. Tworzą też niezwykle przyjazną atmosferę, a wspólnie pita w trakcie przerwy herbatka, okraszona jest ciekawymi rozmowami.
Panie z dorosłej grupy szczególnie polubiły malarstwo olejne. Stworzyły już w tej technice wiele prac i nic nie wskazuje na to, że im się to znudzi. W ich pracy widoczny jest duży postęp – ze swobodą podchodzą do zakomponowywania obrazu, coraz trafniej dobierają barwy itp.
W pracowni stoi zawsze kilka martwych natur, przygotowanych tak, aby stanowiły gotowe kompozycje do rysunku i malarstwa.
Malowanie w pracowni to jedno, ale doskonałym sposobem na pogłębianie warsztatu malarskiego jest obcowanie z naturą w czystej postaci. Plenery…

Plenery

Plenery, które zwykle odbywają się wiosną, to spotkania weekendowe, w czasie których jest chwila na rozmowy, jest chwila na wspólne śpiewanie piosenek przy gitarze, na ognisko, ale najważniejsza jest praca. Niezwykłą atmosferę, która panuje podczas tych wiosennych malarskich spotkań trudno opisać, najlepiej jej doświadczyć.

– Byłam na dwóch plenerach. Panuje tam naprawdę świetna atmosfera, niestety trwają za krótko. Oprócz tego, że się maluje, ważna jest ta wyjątkowa atmosfera właśnie, no i muzyka – dodaje pani Anna.

Roman Pieńkowski niezwykle miło wspomina plener, który zorganizował w Bublu-Łukowiskach. Kiedy spóźniony dotarł na miejsce zobaczył obrazek, który go niezwykle urzekł. Oto pani Basia siedziała na werandzie, grając na gitarze i pięknie śpiewając, a dookoła niej siedział wianuszek pań i rysował jej postać.

Tak w ogóle, to ten plener upływał pod znakiem rysowania tuszem. Z powstałych prac utworzona została galeria rysunków, która zawisła na ścianie.
Kolejny plener – akwarelowy miał miejsce w Cieleśnicy.

– Niezwykle miły był plener w Drohiczynie, tam było widać dużą integrację. Różnica wieku między osobami była dosyć duża. Byłyśmy my – grupa najstarszych pań (i to należy traktować jako kółkowy żart – red.), były też „emerytki kółkowe”, które miały po dwadzieścia kilka lat. Naprawdę wspaniale się zintegrowałyśmy, nie odczuwałyśmy żadnej różnicy wieku.

Wtedy malowaliśmy akwarele, ale było też ognisko – wspomina pani Renata, która na koło chodzi od samego początku.
To, co wyróżnia kółko plastyczne GWASZ spośród wszystkich innych to fakt, że panuje tam atmosfera międzypokoleniowej przyjaźni i życzliwości. Zgodnie podkreślają to zarówno prowadzący, jak i uczestniczki.

– Myślę, że to kwestia wrażliwości, bo ludzie twórczy są na ogół wrażliwi, mają mentalność łagodną. Tu w tej pracowni wszyscy czujemy się ze sobą jak ryby w wodzie. Przychodzi czwartek, spotykamy się, wszyscy są naładowani taką pozytywną energią i sobie tworzymy – mówi twórca koła GWASZ.

Przedział wiekowy uczestniczek koła jest bardzo duży. Od zaczynających swoją zawodową drogę pań, przez kobiety prowadzące własne firmy, aż po panie, które teraz mogą cieszyć się zasłużonym odpoczynkiem. Można się zastanawiać, jak przy tak dużych różnicach wieku wszystkie uczestniczki tak doskonale się dogadują? Jak łączą swoje obowiązki zawodowe, życie prywatne i zajęcia na kole? O tym wszystkim – one same – uczestniczki koła plastycznego GWASZ.

– Ja tutaj przyszłam, dlatego że Ewa mi powiedziała, że jest taka grupa dla starszych, niezrealizowanych osób, które jeszcze wszystkiego w życiu nie spróbowały – mówi nam niezrealizowana i starsza Barbara Chwesiuk, właścicielka firmy Bialcon.

To oczywiście żart, jeden z wielu, które można usłyszeć w rozmowach pań na czwartkowym kole. Zatem jak było naprawdę?

– Lubię się spotykać z ludźmi, a takie spotykanie, żeby sobie gadać po próżnicy to jest słabe i w ogóle nie daje satysfakcji. Więc jak już się spotykam z kimś to lubię sobie coś porobić, dlatego ta formuła mi bardzo odpowiada. Żałuję tylko, że często opuszczam zajęcia. My z Ewą dołączyłyśmy trochę później, kółko już się spotykało. To jest terapia. Zamiast do psychologa przychodzimy tutaj, do pana Romka – już zupełnie poważnie mówi Barbara Chwesiuk.

Niejako do odpowiedzi wywołana została Ewa Magier – prezes Autosfery, która dodaje, że – pomimo wszystkich obowiązków próbujemy zawsze docierać, ja zawsze się godzinę mniej więcej spóźniam. Każdy ma jakieś obowiązki, to nie jest tak, że tylko my je mamy. Tak naprawdę dla nas kółko to jest forma relaksu, dodatkowo niesamowitą atmosferę tworzy tutaj muzyka, bo Romek jest po prostu znawcą i koneserem – w tym momencie za Ewą Magier niczym chór wszystkie panie jednogłośnie dodają – to prawda!

Obowiązki zawodowe to jedno i wydaje się, że prezes dużej, dobrze prosperującej firmy nie ma czasu nawet poznać swoich współpracowników, a co dopiero przychodzić na koło plastyczne. Ten mit dzięki paniom już możemy obalić. Ale co, jeżeli jest się „prezesem” w najbardziej absorbującym „przedsiębiorstwie”, czyli po prostu w domu? Czy młoda żona i mama dwójki maluchów może mieć w ogóle czas dla siebie? Oczywiście! Wystarczy tylko wszystko dobrze zaplanować. Specjalistką w tym zakresie jest Iwona Pyrka.

– Zostałam tu przyprowadzona przez panią Renatę, u której wcześniej malowałam, chciałam to robić dalej, ale w domu nie mam niestety jak, bo mam dwoje dzieci. U pana Romka jestem od września. To jest relaks, to jest coś innego niż to, co robię codziennie. W tym bardzo pomaga mi mąż, który zawsze w czwartek zrywa się z pracy, a dużo pracuje, ale wie, że w czwartek o 16 musi być w domu – tłumaczy Iwona Pyrka.

– Wielką radością jest być w pracowni! Zobaczcie jaka tu jest atmosfera, ile bibelotów, jaka muzyka! No i my tworzące… – wyjaśnia pani Ewa.

– Pierwszy raz na kółko przyszłam cztery lata temu i dowiedziałam się o tym z ogłoszenia. Bardzo się z tego wtedy ucieszyłam. Myślę, że wszystkie panie, które tu przychodzą łączy umiłowanie piękna. To piękno się w różny sposób przejawia. Myślę, że każda z nas posiada jakieś plastyczne uzdolnienia, które na tym kole możemy rozwijać. Jesteśmy bardzo wdzięczne panu Romkowi, że zechciał taką grupę dorosłych poprowadzić. Przecież z dorosłymi nie jest tak łatwo pracować, bo są już ukształtowane charaktery, upodobania jakieś i to widać, kiedy pan Romek nas poprawia. Każda z nas postrzega inaczej tę rzeczywistość, przyglądamy się sobie jak malujemy i okazuje się, że ta sama kompozycja stworzona przez pana Romka jest zupełnie inaczej postrzegana. Dzięki korektom, dzięki wszystkim uwagom, po tych dwóch latach myślę, że wszystkie już malujemy znacznie lepiej. Myślę, że w Białej brakowało takiego kółka, bo ja mieszkam tu ponad 30 lat, malowałam od bardzo dawna i szukałam takiego miejsca, w którym ktoś sprawdziłby czy dobrze to robię, poprawiłby co trzeba – mówi Alicja Kalinowska, która na koło plastyczne przychodzi już drugi rok, choć jak sama mówi, z przerwami.

Fenomen koła?

Bez wątpienia możemy o czymś takim mówić, bo jak inaczej nazwać sytuację, w której „kółkowi emeryci” – jak nazywa swoich dawnych podopiecznych Roman Pieńkowski, po latach nieuczestniczenia w kole z różnych względów, od czasu do czasu pojawiają się, aby poczuć zapach pracowni, aby przypomnieć sobie, jak to kiedyś było?! Wspomniani „emeryci” pojawiają się niekiedy na plenerach, jak chociażby w Drohiczynie, kiedy to powstawały prace w akwareli.

– Tak się te dwa światy cudownie połączyły, widziałem tam atmosferę takiej przyjaźni, a potem rozstanie z takim żalem, że już się skończyło. Taka piękna więź między tak odległymi od siebie generacjami. To jest coś niezwykłego, ale nie można powiedzieć, że to sztuka tak łączy. Sztukę uprawiają różni ludzie, w różnych miejscach i w różny sposób. To koło wytwarza takie więzi międzyludzkie, bo jest dobra atmosfera, fajnie się pracuje, są piękne wspomnienia – zaznacza Roman Pieńkowski.
Mówiąc o odległych generacjach należy sprecyzować, o kim mówimy. Mamy tu na myśli obecną grupę, która uczestniczy w kole, a także tych wszystkich, którzy do pana Romka – bo tak go nazywają, przychodzili 10, 20 czy 30 lat temu.

Koło plastyczne GWASZ ma nie tylko swoje barwy, które podziwiamy na powstających tu obrazach. To koło ma też swoje dźwięki: klasyka rocka, blues… Żadna z uczestniczek nie wyobraża sobie pracy w ciszy, bez tych melodii, bez tych ponadczasowych utworów, które panie doskonale znają i nucą z pędzlem w ręku.

This slideshow requires JavaScript.

Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
kontakt@pulsmiasta.tv

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.