tymoszynska-reklama

Doula, czyli kto?

Aleksandra Majewska: Kim jest doula i po co właściwie jest?

Doula Joanna Burdzicka-Wołowik: Doula w Polsce od 2015 roku jest nowym zawodem. Przede wszystkim jednak jest to kobieta, która w założeniu ma wspierać inne kobiety w macierzyństwie i całym okresie okołoporodowym. Zaczynam swoją pracę jak kobieta jest  w ciąży, najczęściej jest to 7-8 miesiąc, później poród i okres połogu, czyli sześć tygodni po porodzie.

A.M.: Czy doule zaprzyjaźniają się z kobietami, które wspierają czy raczej podchodzicie do tego na chłodno i wasza współpraca kończy się, kiedy kończy się okres połogu?

Doula: Tak naprawdę ta nasza współpraca wcale się nie kończy. Zaprzyjaźniamy się ze względu na to, że jesteśmy przecież przez ten okres ciąży i połogu bardzo blisko. Myślę, że zaprzyjaźniamy się z klientkami już przed porodem, na naszych spotkaniach, podczas których ustalamy co jest ważne, jaki jest system wartości klientki, czego potrzebuje i czego ode mnie oczekuje. Pamiętajmy, że każda z pań jest inna. Ja żeby poznać potrzeby klientki, muszę ją poznać. Panie w czasie naszych spotkań bardzo się otwierają. 

A.M.: Doula oficjalnie jest już zawodem, czy nie jest tak, że kobiety, które wspierają odpowiadają na zapotrzebowanie kobiet, które tego wsparcia oczekują? 

Doula:  Dokładnie. Ponadto badania pokazują, że poród przebiega szybciej, lepiej, mniej boli, podaje się mniej środków przeciwbólowych. 

A.M.: Zastanawiam się jeszcze, dlaczego przyszłe mamy nie wybierają swoich mam czy sióstr, tylko właśnie decydują się na doulę?

Doula: Wydaje mi się, że czasami te babcie, mamy czy siostry nie umieją właściwie wspierać. Mama nie wspiera, tylko mama daje rady (śmiech). Doula tego nie robi. Wiadomo, że przymus powoduje jakiś opór, za tym idzie stres, a stres wywołuje poród. Oczywiście nie generalizujemy. Są przecież kobiety, które rodzą z mamą, mają naprawdę dobre ciepłe relacje. 

A.M.: Pomoc douli to z jednej strony swego rodzaju wsparcie psychologiczne, ale nie tylko… ważny jest dotyk.

Doula: Nie należy bezpośrednio łączyć psychologii z doulowaniem. Pamiętajmy o tym, że psycholog wspiera, ale też daje rady. Doula nie doradza, ma być wsparciem. Niemniej jednak wiedza psychologiczna bardzo mi w tej posłudze pomaga. Druga ważna kwestia to rzeczywiście dotyk. Potrzebujemy go od małego, jak jesteśmy już dorośli to nadal lubimy być dotykani, przytulani. Czasami faktycznie na porodówce chodzi o to, żeby tylko potrzymać za rękę, pogłaskać po głowie, ale jest też cała masa masaży, które są niefarmakologicznym wsparciem właśnie w czasie porodu.  Zamiast znieczulenia – doula (śmiech). W swojej posłudze, bo tak to czasem ujmuję, bardzo często stosuję masaż. Uczyłam się masażu relaksacyjnego, hawajskiego, ale na kursie zetknęłam się również z masażem rebozo, w którym wykorzystuje się długi szal. Jednak najczęściej na porodówce wykonuję masaż swoimi dłońmi. 

A.M.: Nie powiedziałyśmy jeszcze o jednym, kiedy pojawił się pomysł, żeby zostać doulą? 

Doula: Duży jest w tym wszystkim udział Beaty Makaruk, która jest prezesem stowarzyszenia Dbamy o Mamy. To ona właśnie zaczęła ćwiczyć z kobietami w ciąży w trakcie eventów „Aktywna Mama”. Jedna z jej grup, wiedząc, że Beata ma koleżankę psychologa, poprosiła ją, aby zorganizować warsztaty dotyczące tego, jak przygotować się do porodu, jak sobie radzić z emocjami. Beata zadzwoniła do mnie, a ja pomyślałam, że skoro „to moja bajka” to czemu by się tym nie zająć?! Ustaliłyśmy termin i przeprowadziłam te zajęcia. Wtedy pojawiło się takie ukłucie w sercu jak przy zakochaniu (śmiech). Wróciłam emocjami do porodów moich synów, a one były rzeczywiście wyjątkowe i bardzo pozytywne, świadomie przeżyte, mąż był cały czas ze mną, sami się śmiejemy, że wszystko odbyło się według wcześniej założonego planu. Wtedy pomyślałam sobie, że dobrze byłoby wspierać inne kobiety, żeby one też miały takie miłe wspomnienia. Na początku myślałam tylko o warsztatach. Wtedy też zaczęłam szukać szkoleń, podyplomówek z psychologii ciąży, ale okazało się, że nie ma niczego interesującego. Gdzieś tak między wierszami wyświetliła mi się strona stowarzyszenia DOULA w Polsce. Zobaczyłam kto to właściwie jest ta doula, czym się zajmuje i pomyślałam – „to ja”. Zapisałam się na szkolenie, na pierwsze nie udało mi się wyjechać, bo nie było już miejsc, ale na drugie tak. 

A.M.: A na szkoleniu?

Doula: Na szkoleniu był krąg kobiet pozytywnie zakręconych na punkcie kobiet w ciąży, dzieci i porodów. Poznałam tam mnóstwo ciepłych osób. A samo szkolenie…. było tam sporo zagadnień psychologicznych, ale głównie koncentrowałyśmy się na swoich porodach, na tym jak były one przeżywane, jak wracałyśmy „do siebie”, uczono nas jak udzielać wsparcia. To co było niezwykłe w czasie tych warsztatów to to, że na własnej skórze doświadczyłam, co to znaczy krąg kobiet i ile energii daje bycie między innymi mamami. Tam było mnóstwo ciepła!

A.M.: Czyli Doula powinna już być mamą…

Doula: Wśród swoich koleżanek mam doulę, która nie jest mamą, ale która świetnie potrafi wspierać inne kobiety. To nie jest jakieś przeciwwskazanie. Jednak wydaje mi się, że łatwiej jest tej douli, która ma już dzieci.

A.M.: Jakie cechy powinna mieć dobra doula?

Doula: Na pewno musi być osobą empatyczną, żeby potrafiła wcielić się w stany emocjonalne drugiej kobiety i odpowiednio ją wspierać. Na pewno musi być wrażliwa, opiekuńcza. Doula musi być ekstrawertykiem, bo potrzebna jest umiejętność nawiązania kontaktu z drugim człowiekiem. Doula to osoba, która lubi ryzyko, zwłaszcza w tym okresie kiedy czekamy, wydziela się naprawdę dużo adrenaliny. Dobra doula to dobra organizatorka i czasu i przez to życia. 

A.M.: Chcę być doulą! – czy to wystarczy?

Doula: Mówiąc szczerze po szkoleniu wróciłam do domu z takimi nieco podciętymi skrzydłami. Wydawało mi się wtedy, że moja praca zawodowa i rodzina na tym ucierpią, bo chyba nie da się tego połączyć. Minęło półtora roku i okazuje się, że byłam w błędzie. Rodzina douli spełnia tutaj ogromna rolę. Mój mąż zaakceptował moją pracę i przez to musi czasami wyrzekać się pewnych przyjemności – czasami nie pójdzie na spotkanie z kolegami, no albo jak teraz nie pojedzie na narty. W tej chwili cała nasza rodzina jest w pogotowiu. Mąż pracuje na zmiany, więc jak nie ma go w domu w nocy, to moja siostra jest w pogotowiu, jakby zaczęło się coś dziać, to ona przyjeżdża. Lodówka pełna, samochód zatankowany, a plan treningów moich synów też jest rozpisany. Każdy musi wszystko wiedzieć, żeby nie było zaskoczenia. 

A.M.: Z jednej strony rodzina douli musi zaakceptować jej pracę, a drugiej rodzina klientki musi zaakceptować twoją obecność…

Doula: Z rodziną mamy zapoznaję się na tych spotkaniach przed porodem. Najczęściej jest to mąż i dzieci, jeżeli są. Raz zdarzyło się też tak, że tatusia nie poznałam. Tam była bardzo trudna sytuacja, starsze dziecko chore na nowotwór i tata był z nim cały czas w klinice. Jednak w większości przypadków poznaję rodzinę i ona musi mnie zaakceptować, bo dość mocno wkraczam w ich  życie, łącznie z tym, że kiedyś dostałam klucze od domu, bo trzeba było wziąć rzeczy dla dziecka. 

A.M.: Zastanawiam się, jak dużo czasu doula spędza u klientki w tym „gorącym okresie”? Przecież nie musisz tam być cały dzień. 

Doula: Nie muszę. Zdarzyło mi się jednak robić zakupy czy sprzątać w domu, ale to było tylko raz, bo sytuacja naprawdę była wyjątkowa. Przede wszystkim  chodzi jednak o to, żeby wspierać. Już po porodzie klientki często mówią, że miłe jest to, że możemy sobie porozmawiać o porodzie, o tym co czuła kobieta, o tym, jak to wyglądało z mojej strony. Czasami mamy lub babcie w takich sytuacjach mówią „nie narzekaj, nie ty pierwsza i nie ostatnia”, a tutaj nikt nie narzeka. Rozmawiamy sobie po prostu o swoich przeżyciach. 

A.M.: Prawdą jest, że doula tuż przed porodem jest na wyłączność klientki? Nie można wyjeżdżać, wyłączać telefonu?

Doula: W tej chwili jestem w umowie doulowej, która obowiązuje mnie przez miesiąc – dwa tygodnie przed terminem porodu i dwa tygodnie po nim. Nie mogę w tym czasie faktycznie wyłączyć telefonu, muszę mieć kontakt z klientką. To jest chyba ten najtrudniejszy czas, bo sam poród to są ogromne emocje, oksytocyna, no jest po prostu cudownie. Ten czas, kiedy jest się „w pogotowiu”… wtedy wszystko musi być dostosowane do klientki. W tym roku ze względu na moja umowę nie pojechaliśmy na narty. Trud polega też na tym, że rodzina musi to zaakceptować.

A.M.: Najpierw „gorący okres”, a po nim poród. Jak to wygląda? Doula nie moje się w szpitalu pojawić jak królik z kapelusza… Poza tym, w przypadku porodów rodzinnych doula jest tą „trzecią”.

Doula: Taką „trzecią” przy porodzie byłam tylko raz, bo generalnie kobiety, które czują wsparcie w mężu nie potrzebują już mojego. Jeśli chodzi o sam szpital, to teoretycznie powinien wpuścić doulę. Nasz bialski szpital jest bardzo pozytywnie nastawiony. Wystarczy jedynie, aby kobieta w plan porodu wpisała, że chcę, aby była  z nią doula albo doula i partner. Wiem jednak, że są takie placówki, gdzie doula nie jest mile widziana. 

A.M.: Nie jest tak, że panie położne czują w was konkurencję? Choć nie powinny!

Doula: Tak jest, ale faktycznie nie powinny. Ja nie mam żadnego doświadczenia medycznego, nie umiem odebrać porodu i nie umiem robić tego wszystkiego, co robi położna. Kiedyś jedna z pań z naszego szpitala powiedziała mi, że ona (położna) powoli się do mnie przekonuje. Tak więc musi jeszcze minąć dużo czasu, żeby w pełni mnie zaakceptowała. Skądinąd wiem, że czasami bywa niemiło. Jedna z moich klientek, kiedy w nocy poprosiła o pomoc w przystawieniu dziecka do piersi usłyszała od jednej z pań: „a gdzie twoja doula?”. Jednak co trzeba podkreślić, taki incydent przez półtora roku zdarzył się tylko raz. 

A.M.: Skoro jesteśmy przy porodach, to powiedzmy o tym, jaką konkretnie rolę spełnia wówczas doula? Wspiera psychicznie, jak jest taka potrzeba to może wykonać masaż…

Doula: Oczywiście, jak trzeba wykonuję masaż, to zależy od potrzeb klientki. Jednak najczęściej jest to trzymanie za rękę, głaskanie po głowie. Miałam kiedyś taką klientkę, z którą przećwiczyłyśmy wszystko co było możliwe, dokładnie miałyśmy zaplanowane, jak ten poród będzie wyglądał. Przyszła mama przed narodzinami swojego maluszka powiedziała mi, że ma takie może dziwne marzenie, ale chciałaby zobaczyć jak rodzi się główka. Było więc jasne, że mam spakować lusterko. W momencie, kiedy faktycznie rodziła się główka, a ja już miałam obrócić się po to wspomniane lusterko, usłyszałam tylko „stój tutaj! Nie odchodź nigdzie!” (śmiech). Ostatecznie więc zrezygnowałyśmy z tego, co wcześniej zaplanowałyśmy. Młoda mama potem żałowała, że nie zobaczyła tej rodzącej się główki, ale na tym właśnie polega moja rola. Mam słuchać kobiety, nawet jak nagle zmienia zdanie, to nie sugeruję jej, że lepiej by było, gdyby jednak tego nie robiła. 

A.M.: Chciałabym zapytać o emocje, jakie towarzyszą douli w momencie narodzin w pewnym sensie także „jej dziecka”…

Doula: Pierwszy poród przeżyłam prawie tak, jakbym samo rodziła to dziecko. Tylko mnie nic nie bolało. O czym mówię? Ciało samo dawało mi określone komunikaty: czułam skurcze, a moje piersi też były gotowe do karmienia, a co się działo w głowie?! To jest nie do opisania. Miłość, radość… cudowne chwile!

A.M.: Chciałabym teraz zapytać o doświadczenia bialskiej douli?

Doula: Jeden poród zakończył się cesarskim cięciem. Przed porodem oczywiście wspierałam mamę, potem było to cesarskie cięcie, a później to już byłam z mamą na sali. Nawet nie było potrzeby informowania szpitala, że jest doula, bo raczej byłam tam jako koleżanka. Tak od początku do końca to były dwa porody. Teraz będzie trzeci. 

(Red.) Jak to z maluchami bywa, decyzję o przyjściu na świat podejmują same bez konsultacji. Trzeci poród, na który czekała Joanna Burdzicka-Wołowik zakończył się narodzinami małej kobietki. Lepszego momentu maleństwo nie mogło sobie wybrać – walentynki!

A.M.: Biała nie jest dużym miastem, zastanawiam się, czy panie chętnie zgłaszają się do Ciebie?

Doula: Chętnie. Nie jest tak, że wszystkie kobiety chcą rodzić z doulą, ale zgłaszają się po „doulowe” porady. Nie jestem w stanie policzyć jak często, ale jeżdżę do klientek przed porodem i już po nim, nie uczestniczę wówczas w samej akcji porodowej. Robimy sobie plan porodu, oswajamy emocje, rozmawiamy o tym, jakie kobieta ma potrzeby, co jest dla niej ważne. Często w tych spotkaniach uczestniczy również partner, wówczas pokazuję mu, w jaki sposób on może zrobić kobiecie taki masaż jak Doula. Ćwiczymy wszystko w domu. Potem to już oni sami uczestniczą w tym cudzie narodzin, a ja pojawiam się po wszystkim, żeby wysłuchać. Zdarza się również, że dzwonią do mnie kobiety, z którymi nigdy wcześniej się nie poznałam, nigdy się nie spotkałyśmy. Właśnie kilka dni temu zadzwoniła mama z pytaniem czy mogę wykąpać jej czterodniowe dziecko? Nikt w szpitalu nie pokazał jak to się robi, a młodzi rodzice sami bali się. Pojechałam więc, wykąpałam to maleństwo, ubrałam, pokazałam jak wszystko powinno się robić. Posługa doulowa to nie tylko same porody, ale to wszystko co jest przed i po. 

A.M.: Powiedziałaś, że ze swoimi klientkami robisz plan porodu… Można go w ogóle zaplanować?

Doula: Tak naprawdę nie można dokładnie zaplanować porodu, bo nie wiemy kiedy właściwie nastąpi, jak będzie przebiegał. Można zaplanować kilka rzeczy. Wyobrażając sobie jak będzie wyglądał mój poród zwracam uwagę na to, co dla mnie jest ważne. Jestem świadoma tego czy chcę jakichś dodatkowych zabiegów czy nie, wiem w jakiej pozycji chcę rodzić, czy chcę słyszeć co będą mi robić czy wolę być w nieświadomości. Jak planuję swój poród, to powinnam najpierw udać się do szpitala, żeby zobaczyć co w ogóle mogę zaplanować. Jak widać, można nie tyle zaplanować poród, ile uświadomić sobie, co jest dla mnie ważne. 

A.M.: Cały czas mówimy o wsparciu przyszłych mam, ale przecież najlepszym wsparciem są ich partnerzy. Czego uczą się od Ciebie ojcowie?

Doula: Uczę ich chyba przede wszystkim, czym jest wsparcie. Uczę, że powinni słuchać swoich kobiet, ich zadaniem nie jest krytyka personelu podczas porodu czy analiza różnych urządzeń, które są wykorzystywane, ale mężczyzna ma być przy kobiecie, ma być dla niej wsparciem. 

A.M.: Naszą rozmowę możemy podsumować stwierdzeniem, że świadomość mam zdecydowanie wzrosła? Są bardziej świadome nie tylko swoich potrzeb i praw związanych z porodem, ale również z wychowywaniem dziecka…

Doula: Zdecydowanie wzrosła ta świadomość. Oprócz wspierania kobiet w ciąży prowadzę również gabinet wsparcia psychologicznego dla rodziców. Zazwyczaj przychodzą mamy, ale zdarza się, że również ojcowie. Ponadto z ramienia stowarzyszenia Dbamy o Mamy prowadzę różne warsztaty związane z tematyką wychowawczą: jak tworzyć dobre relacje, jak budować poczucie własnej wartości naszego dziecka, jak radzić sobie z emocjami. Jak pytam mamy, czemu przyszły na warsztat, to często słyszę nie to, że ich dziecko źle się zachowuje, ale że chcą wiedzieć, jak one powinny zareagować w sytuacji, gdy ich pociecha wpadnie w histerię. Zanim się coś wydarzy, mamy już chcą wiedzieć co robić. Podobnie z tatusiami. Niecały rok temu zrobiłam warsztaty jako doula z niefarmakologicznych sposobów radzenia sobie z bólem porodowym. Zaprosiłam na nie pary, okazało się ku mojej radości, że ojcowie także przyszli i dodatkowo byli bardzo zainteresowani, zadawali mnóstwo pytań, zostawali po warsztacie, później pisali do mnie na Facebooku opowiadali o swoich  uczuciach tuż przed i już po porodzie. 

Bialską doulę można spotkać tutaj

 


Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
kontakt@pulsmiasta.tv

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.