tymoszynska-reklama

MOZART PO RAZ DRUGI W BIAŁEJ – WIELKA MUZYCZNA UCZTA W KOŚCIELE “NA WOLI”


Wzbudza prawdopodobnie największe kontrowersje i emocje, u jednych budzi zachwyt, u innych zastrzeżenia.
Jest historią, jedyną w swoim rodzaju, w której fakty, mity, legendy, anegdoty i zwykłe plotki mieszają się ze sobą – Requiem Mozarta, bo o tej (uważanej za najpiękniejszą) mszy żałobnej mowa, zostało zaprezentowane w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.

To był wyjątkowy koncert, po 19 latach Mozart znów zawitał do Białej. W niedzielę (26.02) przed mieszkańcami naszego miasta zaprezentował się Chór Miasta Siedlce i Orkiestra Symfoniczna pod batutą Mariusza Orzełowskiego. Wykonane przez muzyków Requiem Mozarta było hołdem złożonym żołnierzom wyklętym.
– Requiem Mozarta to dzieło absolutnie wyjątkowe, jedno z najpiękniejszych, świetnie napisane na chór, na orkiestrę, na solistów, mające siłę przemawiania do ludzi. Ten koncert był dobrą okazją do tego, aby mieszkańcy skupili się w jednym miejscu, w imię czegoś wyższego. To nie tylko koncert, ale to też modlitwa poprzez muzykę – mówi nam dyrektor BCK Mariusz Orzełowski.

Dzieło i jego tajemnice

– Całe życie Mozarta było owiane szeregiem legend. On sam był genialnym muzykiem, z pewnością dobrym człowiekiem, ale z drugiej strony był też masonem i ateistą. Na łożu śmierci jednak nawraca się, co słychać w utworach schyłku jego życia – dodaje dyrektor Orzełowski.
Kulisy powstania tej niezwykłej kompozycji, jaką jest Requiem, do dziś pozostają tajemnicą. Nie wyjaśniają ich nawet prowadzone badania. Znaków zapytania w związku z tworzeniem przez genialnego muzyka Requiem jest wiele, fakty mieszają się z mitami i legendami. Jedna z nich mówi o tajemniczym posłańcu, który zamówił u Mozarta mszę żałobną. Mówiło się o posłańcu śmierci czy nawet samej śmierci. Mozart zaś podobno tworzył Requiem w przeczuciu własnego zgonu i niejako dla siebie. W literaturze popularnej i pseudonaukowej szybko pojawił się list, który to Mozart miał napisać do swojego librecisty Lorenza da Ponte, w którym to muzyk miał pisać o prześladującym go obrazie człowieka w czerni i o samym utworze, jako swoim śpiewie żałobnym.
Inna „czarna legenda” związana jest z niejasnymi okolicznościami choroby i śmierci Mozarta. Miał on zostać otruty przez Antonia Salieriego. Ten wątek stał się łakomym kąskiem dla scenarzystów i twórców literatury. Pojawił się m. in. w filmie „Amadeusz” w reżyserii Miloša Formana.
Nagła śmierć Mozarta była szokiem dla wszystkich ludzi tamtego czasu, stąd też kolejne plotki, które pojawiały się tuż po niej, miały już wyłącznie wzbudzać sensacje, m. in. o romansie żony Amadeusza z jego uczniem.
Cała masa niedorzeczności dotyczyła także samego dzieła. Mówiło się, jakoby Requiem było powiązane z innym, niedokończonym utworem Mozarta, Wielką mszą c-moll z 1783 roku.

Żałobny śpiew Mozarta – historia Requiem

Próba odtworzenia historii Requiem jest trudna. Pytanie, czy w ogóle możliwa, a to ze względu na pojawiające się liczne znaki zapytania.
Franz Graf von Walsegg-Stuppach, muzyczny amator i dyletant, który lubił wykonywać na prywatnych koncertach cudze utwory pod własnym nazwiskiem, zapragnął w sposób szczególny uczcić pamięć swojej młodej zmarłej żony i zamówił z tego powodu okazały pomnik nagrobny oraz mszę żałobną, której napisanie powierzył, choć niebezpośrednio on sam, Mozartowi. Ów tajemniczym posłańcem, który zjawił się u muzyka, był najprawdopodobniej wiedeński adwokat Johann Nepomuk Sortschan wynajęty przez młodego wdowca. Było lato 1791 roku.
Do pracy nad mszą Mozart zabierał się długo, wynikało to z jego innych zobowiązań, które musiał dokończyć. Za początek pracy nad Requiem uznaje się październik 1791 roku. W niecały miesiąc później Mozarta dopadła choroba, która praktycznie nie pozwalała mu wstać z łóżka.
W 1827 roku opublikowane zostały wspomnienia przyjaciela domu Mozartów – Benedikta Schaka. Czytamy w nich, że 4 grudnia około godziny 14 odbyła się śpiewana próba fragmentów Requiem. „Byliśmy przy pierwszych taktach Lacrimosa – pisał Schak – kiedy Mozart zaczął gwałtownie płakać, odłożył partyturę na bok i jedenaście godzin później, około godziny pierwszej w nocy zmarł”. Requiem pozostało rękopisem nieukończonym, oprócz oryginału partytury zachowały się szkice i „karteczki”, jak ładnie określili to przyjaciele Mozarta.
Całkowicie ukończony i zinstrumentowany przez Mozarta jest tylko jeden fragment całej mszy – Introitus Requiem aeternam. Fuga Kyrie eleison, sekwencja Dies Irae (bez Lacrimosa) i offertorium Domine Jesu mają cztery oryginalne głosy wokalne i basso continuo oraz – jak ujął to Süssmayr – zanotowane sporadycznie „motywy” instrumentacji, ograniczone w zasadzie do kilku odcinków partii pierwszych skrzypiec, początkowego solo puzonu w Tuba mirum i orkiestrowego wstępu do Recordare. Oprócz tego mamy szkice odnalezione w Berlinie przez Wolfganga Platha, czyli szesnaście taktów przewidzianej w zakończeniu Lacrimosa fugi Amen i pięć taktów Rex tremendae oraz osiem taktów Lacrimosa w oryginalnej partyturze Mozarta. W tym miejscu rękopis się urywa.
Wdowie po Mozarcie bardzo zależało na ukończeniu mszy, gdyż dopiero wówczas otrzymałaby honorarium obiecane artyście w chwili złożenia zamówienia na utwór. Mówi się, że Konstancja uparcie szukała, zwłaszcza wśród uczniów Mozarta, osób, które podjęłyby się dokończenia dzieła. Artystów, którzy brali udział w dokończeniu Requiem było czterech. Za datę zakończenia pracy nad utworem podaje się luty 1792 roku, ale inne źródła podają koniec 1792 roku. Oto kolejna niewiadoma. Po raz pierwszy fragmenty Requiem – zapewne w wersji a capella – wykonano już 10 grudnia 1791 roku podczas mszy żałobnej za duszę Mozarta w wiedeńskim parafialnym kościele dworskim św. Michała, natomiast całe dzieło – w postaci jaką dziś znamy – świat usłyszał po raz pierwszy 2 stycznia roku 1793, w wiedeńskiej Jahn-Sall, na benefisowym koncercie zorganizowanym przez barona Gottfrieda van Swietena na rzecz wdowy po kompozytorze i jej dzieci.
Hrabia Walsegg, który był zleceniodawcą utworu jego kompozycję przypisał sobie i wykonał je, jak mu się wydawało jako pierwszy, w grudniu 1793 roku.

Zagadkowe dzieło

Zagadki związane z Requiem Mozarta mnożą się. Jedna z nich dotyczy na przykład oryginalnego autografu partytury Mozarta. Gdzie był? Tego nie wiemy. Odnalazł się w trzech częściach w latach 30. XIX wieku. Ujawnienie rękopisów Mozarta odbyło się dopiero w wyniku sporów o autentyczność jego dzieła.
Darmstadzki radca dworu i ceniony pisarz muzyczny Jacob Gottfried Weber, opublikował artykuł „O autentyczności mozartowskiego Requiem”, kwestionując w nim właściwie autorstwo Wolfganga Amadeusza i wskazując na Süssmayra jako rzeczywistego kompozytora utworu. Odpowiedzią na szokujące doniesienia Webera była wydana na początku roku 1826 praca Maximiliana Stadlera „Obrona autentyczności mozartowskiego Requiem”.

Rola Süssmayra w tworzeniu Requiem

Süssmayr był uczniem Mozarta, którego wdowa po artyście zaangażowała do ukończenia dzieła. Był
jednym z czterech zaangażowanych w tę pracę. Jednak jedynie Süssmayr przypisywał sobie udział w dokończeniu partytury. Sugerował, jakoby Mozart przed jeszcze śmiercią, dał mu wskazówki dotyczące instrumentacji. Kompozycje Süssmayra znalazły się w trzeciej części zaginionego autografu partytury Requiem.
Dziś rękopisy Mozarta i Süssmayra znajdują się w Austriackiej Bibliotece Narodowej. Od roku 1839 są spięte w dwóch tomach, z jedną sygnaturą, ale dwoma oznakowaniami: kodeks a i kodeks b.
Kodeks a to kompletna partytura Requiem. W tej postaci została ona przekazana przez Konstancję hrabiemu Walseggowi.
Introitus i Kyrie – dwa pierwsze ogniwa mszy zostały zapisane ręką Mozarta. Wszystkie pozostałe wyszły spod pióra Süssmayra, przy czym sekwencja (bez Lacrimosa) i offertorium to kopie mozartowskich oryginałów.
Kodeks b podzielony został na dwie części. Pierwsza z nich zawiera pięć ogniw sekwencji, od Dies Irae do Confutatis, oryginalnego zapisu Mozarta (czyli czterech głosów wokalnych i basso continuo) z wpisaną weń instrumentacją Josepha Eyblera. Druga część kodeksu b składała się z mozartowskiego oryginału ośmiu taktów Lacrimosa i oryginału offertorium. Uzupełnieniem drugiej części kodeksu b jest jeszcze jeden rękopis: kopia oryginału offertorium wykonana przez Maximiliana Stadlera z wpisaną prawdopodobnie jego własną instrumentacją.
Badania nad Requiem cały czas trwają. Podważa się jednak w nich rolę Süssmayra w powstaniu ostatecznej wersji Requiem. Bez wątpienia całkowicie skomponowane przez niego ogniwa to Sanctus i Agnus Dei. Wielu badaczy uważa, że Süssmayr dokonał jedynie redakcji czystopisu partytury oraz że korzystał z instrumentacji pozostałych muzyków, pracujących nad dokończeniem wielkiego dzieła Mozarta.
Requiem Mozarta cieszy się niesłabnącą popularnością. Chętnie słuchają tego utworu miłośnicy muzyki, ale równie chętnie pracują nad nim kompozytorzy. To niezwykle ciekawa brzmieniowo próba znalezienia kompromisu między wersją Süssmayra a zachowanymi rękopisami i źródłami oraz powszechnym dziś dążeniem do odtwarzania pierwotnych postaci utworów.
Requiem ze wszystkimi tajemnicami i legendami jest nieustająco popularne i jest przedmiotem pracy wielu muzykologów i kompozytorów. Badania prowadzone są cały czas, ale wydaje się, że całej prawdy o tej, jak się ją nazywa, najpiękniejszej mszy żałobnej, nie poznamy nigdy.

Requiem Mozarta w niedzielę (26.02) wykonała Orkiestra Symfoniczna i Chór Miasta Siedlce.
Chór Miasta Siedlce został założony przez Mariusza Orzełowskiego w 2001 roku, natomiast orkiestra powstała w 2011 – wszystko to przy Centrum Kultury i Sztuki im. Andrzeja Meżeryckiego Scena Teatralna Miasta Siedlce.

W niedzielnym koncercie mogliśmy usłyszeć orkiestrę, chór, ale i solistów.
Izabella Jaszczułt-Kraszewska (sopran) – profesor, wykładowca uniwersytetu im. Fryderyka Chopina w Warszawie, specjalistka od emisji głosu, wokalistka.
Justyna Kowynia-Rymanowska (alt) – obecna dyrygentka Chóru Miasta Siedlce, wybitna solistka.
Paweł Wolski (tenor) – solista opery szczecińskiej.
Janusz Lewandowski (bas) – również solista Opery na Zamku w Szczecinie.

W niecodziennej dla mieszkańców naszego miasta roli, mogliśmy zobaczyć dyrektora Mariusza Orzełowskiego. Była to rola dyrygenta.
– Zrobiłem to specjalnie – mówi nam, uśmiechając się przy tym, dyrektor Orzełowski. – Requiem Mozarta dyrygowałem już po raz piąty. Pierwszy raz zrobiłem to podczas koncertu po śmierci Jana Pawła II, 10 czerwca 2005 roku. Data nie jest przypadkowa, bo właśnie 10 czerwca Ojciec Święty był w Siedlcach. Ja sobie wtedy powiedziałem „zadyrygować Requiem Mozarta i umrzeć”. Emocje są ogromne, porównywalne jest to z naprawdę dużym wysiłkiem i emocjonalnym, i fizycznym. Absolutnie niezwykłe przeżycie – dodaje na zakończenie dyrektor BCK.

Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
kontakt@pulsmiasta.tv

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.