tymoszynska-reklama

Zachowali się jak trzeba

Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych obchodzony jest od sześciu lat 1 marca. Data ta nie jest przypadkowa. 1 marca 1951 roku straceni zostali Łukasz Pilecki i jego towarzysze – członkowie IV. Komendy zrzeszenia Wolność i Niepodległość. WiN była największą formacją podziemia niepodległościowego i kontynuatorką Armii Krajowej.

Kim byli i dlaczego są „wyklęci”?

– Wyklęci to swego rodzaju formacja polskich żołnierzy, pozostających w konspiracji, którzy w czasie II. wojny światowej walczyli przeciwko Niemcom, ale po przesunięciu się Armii Czerwonej na terytorium Polski, walczyli przeciwko nowemu okupantowi. Czegoś podobnego nie było w całej Europie. Żołnierze Wyklęci to grupa ludzi, która nie pogodziła się nigdy z nowym okupantem, która chciała pozostać wierna swojej przysiędze. Ich szanse w starciu z tak ogromnym mocarstwem nie były wielkie, ale mimo to starali się ratować niepodległą Rzeczpospolitą. My po wielu latach jesteśmy im wdzięczni, bo dali wzór wierności ojczyźnie i Bogu – mówi dr Szczepan Kalinowski, adiunkt Akademii Wychowania Fizycznego w Białej Podlaskiej. 

Wyklęci, jako żołnierze powojennego podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego sprzeciwiali się sowietyzacji Polski i podporządkowaniu jej ZSRR. Polska Ludowa nazywała ich „bandami reakcyjnego podziemia”. Każdego dnia musieli mierzyć się z wymierzoną w nich propagandą ówczesnego systemu. 

Aparat bezpieczeństwa prowadził wówczas dwa równoległe „procesy” wobec Żołnierzy Wyklętych. Pierwszym z nich było po prostu mordowanie ich. Drugim – wyklinanie. Na czym polegało? Chociażby na oczernianiu żołnierzy. Były oddziały urzędu bezpieczeństwa, które podszywały się pod oddziały Niezłomnych, okradały ludzi, dokonywały mordów, a wszystkie te haniebne czyny przypisywano żołnierzom tzw. drugiej konspiracji, bo tak też określano Wyklętych.

„Historia o nich głucho milczy…”

Żołnierze Wyklęci byli groźni dla komunistów! Bo jak można było zniszczyć legendę np. gen. Fieldorfa ps. „Nil”? Toteż nie przebierano w środkach. 

Przez lata historia Wyklętych właściwie nie istniała, nie było jej. Milczano o bohaterskich czynach żołnierzy, milczano o ich mordowaniu, przez lata nie znaliśmy miejsc pochówków naszych narodowych bohaterów, wielu jeszcze nie odnaleziono i wielu pewnie na zawsze pozostanie anonimowymi. 

Od sześciu lat w Polsce obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, o których historycy mówią, że stają się „modni”, zwłaszcza wśród młodego pokolenia. Dlaczego modni? Dlatego, że nie bali się umierać za wartości, które uznawali za podstawowe. Nie bali się oddać życia za swój kraj. Łukasz Ciepliński ps. „Pług”, ostatni prezes WiN, mówił, że „śmierć nie jest najważniejsza”.

Niezwykłym przykładem, ale i wzorcem obecnego młodego pokolenia jest Danuta Siedzikówna ps. „Inka”, która zginęła mając zaledwie 17 lat, ale jak sama wcześniej o sobie powiedziała: „Zachowałam się jak trzeba”. 

Przez lata na temat Wyklętych milczano. Jednak historycy, włącznie z prezesem IPN, są zgodni: to, że dziś świętujemy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych to wielki sukces działalności badawczej i edukacyjnej IPN, ale nieporównywalnie większy wszystkich inicjatyw społecznych, których celem jest oddanie hołdu pokoleniu, które walczyło o wolna Polskę w różnych strukturach konspiracyjnych od Związku Walki Zbrojnej po Armię Krajową, a po 1945 roku nie pogodziło się ze zniewoleniem komunistycznym, z tym, że Polska znalazła się w sowieckiej strefie wpływów.

Czarne plamy” na historii Wyklętych

Bohaterstwa większości Żołnierzy Wyklętych nie poddaje się w wątpliwość. Są wśród nich jednak tacy, którzy wzbudzają skrajnie negatywne emocje. Taką postacią, nie jedyną, ale prawdopodobnie najbardziej eksponowaną, jest Romuald Rajs ps. „Bury” i dowodzeni przez niego żołnierze Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. To on dla jednych jest narodowym bohaterem, dla innych ludobójcą. Tymi „innymi” jest przede wszystkim ludność Podlasia, również tamtejsi wyznawcy prawosławia. 

Na przełomie stycznia i lutego 1946 roku, miały miejsce wydarzenia, w wyniku których śmierć poniosło prawdopodobnie 79 wyznawców prawosławia, z pochodzenia Białorusinów. „Burego” oskarża się o dokonywanie czystek etnicznych ze względu na narodowość i wyznawaną wiarę prawosławną. Szczególnie głośno mówi się o zbrodni, jakiej miał dopuścić się Rajs na 30 wozakach w lesie koło Puchał Starych 29 stycznia 1946 roku. 

Instytut Pamięci Narodowej nie uznał nigdy „Burego” za ludobójcę. Sprawa wspomnianego mordu na wozakach, jak również inne oskarżenia pod adresem Rajsa, zostały zbadane, a wynik śledztwa IPN zaprezentował na swojej stronie internetowej. Czytamy w nim: „W dniu 30.06.2005 r. na podstawie art. 17 § 1 pkt 5 i 7 kpk, art. 322 § 1 kpk w Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku zostało wydane postanowienie o umorzeniu śledztwa nr S 28/02/Zi w sprawach zbrodni przeciwko ludzkości popełnionych w celu wyniszczenia części obywateli polskich, z powodu ich przynależności do białoruskiej grupy narodowościowej o wyznaniu prawosławnym, poprzez dokonanie i usiłowanie zabójstw oraz spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, jak również dopuszczenie się poważnego prześladowania osób tej grupy poprzez spalenie należących do nich budynków mieszkalnych i zabudowań (…)”.

Decyzja IPN to jedno, a niezabliźniona rana ludności Podlasia to drugie. Z całą pewnością ta rana długo jeszcze będzie krwawić. Tak długo, jak w pamięci mieszkańców tamtej ziemi pozostawać będzie „Bury”, ale ten,  którego znają z opowieści swoich ojców i dziadów.    

„Nasi” ludzie z lasu

Wielu z nas wydaje się, że wszyscy wielcy bohaterowi żyli i działali „gdzieś” – daleko, na pewno w Warszawie, może jeszcze w kilku większych miastach, ale w przypadku Wyklętych nie należy zapominać, że przechodząc do konspiracji nie spacerowali oni miejskimi trotuarami. Ich życie w „drugim podziemiu” w znacznej mierze toczyło się w lesie. Również na naszym terenie. Wśród Żołnierzy Niezłomnych z okolic Białej Podlaskiej możemy wymienić m. in.: Czyżewskiego, Bittnera, Wereszkę, Wyrzykowskiego, Rogowskiego, Jasińskiego, Domańskiego, Bogdanowicza.

W Białej Podlaskiej Żołnierze Wyklęci przeprowadzili trzy brawurowe akcje. W ich wyniku z bialskiego więzienia odbitych zostało ok. 120 innych walczących. Wartą odnotowania jest też ta, z przełomu września i października 1944. Na polecenie ówczesnego komendanta obwodu – por. Stefana Wyrzykowskiego ps. „Zenon” (później „Sasza”), kpr. Robert Domański ps. „Jarach” bez strat własnych i mając zaledwie 9 żołnierzy, dokonał odbicia z komunistycznego więzienia przy ul. Prostej, por. Aleksandra Wereszki ps. „Roch”. 

Dr Mariusz Bechta z warszawskiego oddziału IPN mówi, że wiosną 1945 roku w lasach było ok. 20 tysięcy ludzi (Inspektorat Radzyń Podl.). Do tej liczby należy dodać nieporównywalnie większą ilość osób, które sprzeciwiały się sowieckiej dominacji, wykonując swoje zadania w inny sposób, już nie w lesie. 

Jak mówi dr Bechta, Wyklęci w naszym rejonie głównie atakowali infrastrukturę, podobnie jak w czasach partyzantki. Atakowano więzienia, aby uwalniać swoich towarzyszy broni, atakowano posterunki MO. Otwartej walki z sowieckim okupantem nie dało się prowadzić, bo natychmiast polskie podziemie zostałoby rozbite. Natomiast ataki „ z zaskoczenia” zazwyczaj się udawały. 

– Często najbardziej zdeterminowanymi żołnierzami na Podlasiu były osoby z Kresów Wschodnich, które traciły ojcowiznę i nie miały dokąd wrócić – podkreśla dr Mariusz Bechta.

Wyklęci, niezłomni, niezapomniani…

Stanisław Bogdanowicz ps. „Tom” – człowiek, któremu złamano życie

Dramatyczne losy „Toma” stały się symbolem udręczenia społeczeństwa. Młody człowiek, który zasłynął jako dowódca oddziału specjalnego samoobrony AK w Obwodzie Biała Podlaska, gdy został pochwycony w 1946 roku na wybrzeżu, przeszedł gehennę tamtejszej katowni. Nie został skazany na śmierć, ale na wieloletnie więzienie. Podejmował tam głodówki, był dokarmiany. Został psychicznie złamany, nawet po opuszczeniu więzienia wymagał już dożywotniej opieki, wielokrotnie był wysłany do szpitali psychiatrycznych. W latach 60. i 70. zdany był na opiekę swojej zniedołężniałej matki, właściwie nie opuszczał domu, nie umiał już funkcjonować w społeczeństwie. Na początku lat 80. zmarła matka Stanisława Bogdanowicza. Wówczas o niezłomnego żołnierza „zatroszczyła” się służba bezpieczeństwa, która wdarłszy się do domu, wyciągnęła schorowanego człowieka i zamknęła go w zakładzie dla obłąkanych pod Gdańskiem. Schyłek Polski Ludowej „Tom” spędził w zakładzie zamkniętym i tylko przez pewien zbieg okoliczności udało się go wyciągnąć jego towarzyszom. Jeden z dziennikarzy prasy trójmiejskiej napisał artykuł i opisał los człowieka, „który stoi zwrócony twarzą do ściany zakładu psychiatrycznego”. Opis był tak precyzyjny, że jeden z podkomendnych rozpoznał swojego dowódcę. Resztę zrujnowanego życia spędził „Tom” w domu kombatanta w Otwocku pod Warszawą. Zmarł  w 1999 roku. Jego symboliczny grób znajduje się na bialskim cmentarzu.

Stefan Wyrzykowski ps. „Zenon” (później „Sasza”)

Dowódca Oddziału Partyzanckiego 34. Pułku Piechoty 9. Podlaskiej Dywizji Piechoty AK. Podporucznik, porucznik, kapitan czasu wojny, major zrzeszenia Wolność i Niezawisłość.

Urodził się 21 kwietnia 1916 roku we wsi Terlików (gm. Sarnaki). Był jednym z pierwszych organizatorów podziemia na Podlasiu. Szybko został zaprzysiężony w Warszawie w Organizacji Wojskowej- Kadry Bezpieczeństwa i został mianowany komendantem Obwodów Siedlce i Biała Podlaska. Organizował grupy bojowe tzw. „pasa wschodniego” w zakresie sabotażu i dywersji. 

W 1943 roku uformował z „Oddziału Lotnego” Oddział Partyzancki „Zenona”, a następnie Oddział Partyzancki 34. Pułku Piechoty 9. Podlaskiej Dywizji Piechoty AK. 

„Zenon” przeszedł do legendy! Zaskarbił sobie uznanie i przyjaźń ludności, uczciwością postępowania i zrozumieniem niedoli wsi. Do tej pory, na terenach, gdzie działał oddział „Zenona” jego legenda jest żywa, a on sam uznawany jest za bohatera tamtych czasów i tamtej ziemi (np. w Łosicach ma swoją ulicę, a w kościele w Huszlewie wmurowaną tablicę z wyrazami wdzięczności mieszkańców). 

Z drugiej strony mówi się, że był bezlitosny dla zdrajców ojczyzny, zarówno w czasie okupacji niemieckiej, jak również po wojnie, w tym przypadku dla osób, które współpracowały z NKWD i UB. Na przełomie lutego i marca 1945 roku rozpoczął organizację oddziału zbrojnego, którego dowództwo powierzył Robertowi Domańskiemu ps. „Jarach”. Na rozkaz „Zenona” przeprowadził on m.in. akcję oczyszczania terenu z uciążliwych posterunków milicji, likwidowania członków UB, PPR i NKWD, uwalniania polskich patriotów z więzień, zwalczania bandytyzmu.

W 1947 roku „Zenon” został aresztowany przez UB pod zarzutem współpracy z Niemcami. Został skazany przez Sąd Wojskowy na śmierć. Wyrok zamieniono jednak na długoletnie więzienie. Odbywał je w zakładzie karnym we Wronkach i w Rawiczu. Wolność odzyskał w wyniku amnestii z 1956 roku. 

Gdy odzyskał wolność odwiedzał mogiły swoich partyzantów, organizował uroczystości religijne i patriotyczne w Białej i Leśnej Podlaskiej przy zbiorowej partyzanckiej mogile przy leśnym trakcie z Janówki do Leszczanki. Zabiegał o upamiętnienie szlaku bojowego Oddziału.

Zmarł 4 lutego 1985 roku. Jest pochowany na wojskowych Powązkach w kwaterze Organizacji Wojskowej – Kadry Bezpieczeństwa. 

Aleksander Wereszko ps. „Roch”

Urodził się 11 lutego 1917 roku we wsi Zakanale (pow. bialski). Szkołę powszechną ukończył w Konstantynowie, później uczył się w Seminarium Nauczycielskim w Leśnej Podlaskiej. Do wojska zgłosił się na ochotnika jeszcze dwa lata przed wybuchem wojny, a już w pierwszych jej dniach został poważnie ranny. Do Związku Walki Zbrojnej jako „Roch” został zaprzysiężony w 1940 roku. Od kwietnia 1941 do grudnia 1943 był zastępcą, a następnie komendantem rejonu II. ZWZ-AK Obwodu Biała Podlaska. W 1944 prze chwilę był komendantem rej. VII. AK Obwodu Biała Podlaska, a jednocześnie komendantem Szkoły Podoficerskiej 34. P.P., na bazie której zorganizował lotny oddział będący zalążkiem III. batalionu. Po rozwiązaniu 34. Pułku Piechoty, „Roch” ukrywał się i współorganizował struktury Ruchu Oporu Armii Krajowej i Wolność i Niezawisłość. 

Aresztowany przez NKWD 15 września 1944 roku w Białej Podlaskiej został odbity przez oddział Roberta Domańskiego ps. „Jarach”. Ukrywał się. W połowie 1946 roku został komendantem podobwodu WiN „Sława” – Siedlce. Tam też w 1947 roku został powtórnie aresztowany i więziony w Radzyniu i na Zamku Lubelskim. Skazany na 5 lat wiezienia, zwolniony na mocy amnestii z 1947 roku. Opuścił Podlasie i wyjechał w okolice Drawska. W 1949 roku został zdegradowany do rangi szeregowca. Od 1951 roku mieszkał w Rembertowie pod Warszawą, gdzie pomagał byłym żołnierzom w otrzymaniu uprawnień kombatanckich. Był często nękany zwolnieniami z pracy, ostatecznie w 1980 roku został zmuszony przez SB do przejścia na emeryturę. 

Zmarł 20 lipca 1999 roku. Został pochowany w rodzinnym grobie na cmentarzu parafialnym w Rembertowie.

Ludwik Bittner ps. „Halka”

Urodził się w 1892 roku w Stanisławowie (dzisiejsza Ukraina). Studiował malarstwo w krakowskiej ASP i filozofię na UJ. Z wojskiem związany już od 1912 roku. Najpierw walczył z bolszewikami, potem Niemcami i znów na koniec z sowietami.

Po klęsce wrześniowej przeszedł do konspiracji. Najpierw w Związku Walki Zbrojnej, a potem w  Armii Krajowej. Wszędzie powierzano mu bardzo odpowiedzialne funkcje. W 1944 roku dowodził 9. Podlaską Dywizją Piechoty AK, formowaną w okolicach Białej. Aresztowany przez NKWD trafił do więzienia w Lublinie. Ze Świdnika przetransportowany został samolotem do moskiewskiego więzienia, potem były łagry. Do kraju wrócił w 1947 roku. Zamieszkał w Warszawie. Polski generał brygady pracował w stolicy jako dozorca.

Oprócz tego, że był żołnierzem, Bittner był też humanistą wielkiej klasy. Był m.in. współtwórcą projektu pomnika J.I. Kraszewskiego, który w 1928 roku został odsłonięty w Białej (zaprojektował cokół). 

Zmarł w 1958 roku, został pochowany na warszawskich Powązkach (kwatera 24A).

Robert Domański ps. „Jarach”

Urodził się w 1925 roku, a zmarł w 1995. Podporucznik zrzeszenia Wolność i Niepodległość. Od 1943 roku dowodził oddziałem Kedywu w Obwodzie AK Biała Podlaska. Od marca 1944 w oddziale Stefana Wyrzykowskiego „Zenona”, jako dowódca drużyny minerskiej. Po akcji „Burza” pozostał w konspiracji.

Najbardziej znany jest z akcji odbijania więźniów z bialskiego zakładu karnego.  Od lutego 1945 dowodził grupą 150 żołnierzy, uczestnicząc w akcjach likwidowania posterunków MO. W kwietniu 1945 roku stoczył walkę z oddziałem NKWD pod Ogrodnikami. Rok później otoczony przez oddział LWP, porozumiewając się z jego dowódcą, uniknął walki. 

Po ujawnieniu się w 1947 roku przebywał w Lwówku Śląskim. Pracował tam w fabryce papieru. W tym samym roku został aresztowany. Po zwolnieniu wyjechał do Gdańska. Tam uznany został za „element niebezpieczny” i służbowo przeniesiono go do Warszawy, a potem do Nowej Huty. Był podejrzewany o próbę wysadzenia, stojącego tam pomnika Lenina. Od kwietnia 1954 roku mieszkał w Krakowie, gdzie zmarł.

Władysław Jasiński ps. „Grab”

Władysław Jasiński urodził się 2 listopada 1897 roku w Nabrożu. Tam skończył sześcioklasową szkołę, a potem uczył się już w Białej Podlaskiej. Maturę zrobił tuż po zakończeniu wojny, w 1946 r. Natomiast kurs podoficerów ukończył znacznie wcześniej, bo już w 1927 roku. W czasie II. wojny światowej w konspiracji pozostawał od samego jej początku, najpierw w Służbie Zwycięstwu Polski, potem w Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej. Wówczas pełnił różne funkcje, m.in. dowódcy plutonu, dowódcy gońców aż po komendanta rejonu i instruktora Szkoły Podchorążych i Szkoły Podoficerskiej. Podczas akcji „Burza” dowodził 9. Kompanią 34. Pułku Piechoty. 

Od września 1944 ponownie w konspiracji, jako komendant IV. Rejonu Obwód Biała Podlaska Ruchu Oporu AK, członek WiN, komendant podobwodu „Bug” (Obwód Biała Podlaska Okręg Lublin). 

Gdy jego podwładni ujawnili się w 1947 roku w Piszczacu, „Grab” pozostał w ukryciu. 

Represje w związku z działalnością „Graba” dotykały całą rodzinę. Córce nie pozwolono zdawać matury, zrobiła to dopiero po śmierci Stalina, a niepełnoletniego jeszcze syna skazano na 6 lat więzienia za kierowanie organizacją niepodległościową. 

Władysław Jasiński musiał się ukrywać. Zamieszkał w miejscowości Irena, niedaleko Dęblina i przyjął nazwisko Wander. Pracował jako księgowy. Zmarł tam w 1953 roku na zapalenie opon mózgowych.

Podobno UB przez kilkanaście dni nie pozwalało na wydanie zwłok Jasińskiego, licząc, że w  tym czasie uda się złapać kogoś z jego towarzyszy.

1 marca 2017 roku w miejskich obchodach Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Białej Podlaskiej uczestniczył wnuk „Graba”, Piotr Jasiński.

Nie sposób nawet z nazwiska wymienić wszystkich Wyklętych z naszego rejonu. Wspominamy więc tylko niektórych, mając świadomość, że to zdecydowanie za mało. 

O jeszcze jednym „bohaterze Podlasia” opowiemy już niedługo.

Dlaczego Żołnierze Wyklęci pozostawali nieugięci i niejednokrotnie tracili przez to życie? Odpowiedź zawarta jest w tych słowach:

„W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny Królowej Korony Polskiej, kładę swe ręce na ten święty Krzyż, znak męki i Zbawienia. Przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej, Rzeczpospolitej Polskiej, stać nieugięcie na straży Jej honoru i o wyzwolenie Jej z niewoli walczyć ze wszystkich sił, aż do ofiary mego życia. 

Prezydentowi Rzeczypospolitej i rozkazom Naczelnego Wodza oraz wyznaczonemu przezeń dowódcy Armii Krajowej będę bezwzględnie posłuszny, a tajemnicy dochowam niezłomnie cokolwiek by mnie spotkać miało” – w słowach tekstu przysięgi AK. 


Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
kontakt@pulsmiasta.tv

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.