Moje życie z boreliozą

„Na ten ból nic nie pomaga”

Anna Pawłowicz, 2017 rok: Pierwsze objawy boreliozy zauważyłam u siebie prawie 17 lat temu. W tym czasie przeszłam przez wszystkie gabinety lekarskie, zrobiono mi szereg badań, których wyniki wychodziły bardzo dobre. Nie wykryto u mnie żadnej choroby. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że naprawdę jestem twardą i dzielną osobą, bo wytrzymałam ten okropny ból, te męki, które trwały tak długo. Przez te 17 lat radziłam sobie przede wszystkim płaczem w poduszkę, no i antybiotykami, które dostawałam i które faktycznie tę chorobę zatrzymywały. 

2016 rok:  Mam boreliozę! 

Mam powiększonych 9 węzłów chłonnych na szyi i na głowie. Biegiem do lekarza, bo jak każdy „hipochondryk” biegam ze wszystkim. Pani doktor mówi, że nie wie co to jest i od czego, no i że trzeba czekać. Wkrótce po tym widzę, że zaczynają mi wypadać włosy. Lekarze stwierdzają plackowatość i słyszę: „proszę nie wpadać w panikę”. Nie przejmuję się tym tak bardzo. Trudno, najwyżej kupię sobie perukę.

Lublin: Trafiamy z mamą do szpitala. Tarczyca.  I nagle szok! Pani docent pod palcem wyczuwa na mojej tarczycy dużego guza! I tym się nie przejmuję. Szybko go zdiagnozować, wyciąć – oto cały plan. Muszę przecież szybko wrócić do pracy.

Biała Podlaska: Idę do lekarza i zgadzam się na podanie sobie jodu. Trzy dawki w jeden dzień przy  chorobie hashimoto! Boże! Przez cztery tygodnie nie wstaję z łóżka. Potworny ból i męczarnie.  Nie mogę wstać, nie mogę chodzić. Karetka przyjeżdża do domu co drugi dzień, lekarze z domu nie wychodzą, bo moja mama sprowadza kogo się da i nikt nie umie mi pomóc. 

Znów Biała Podlaska: Leżę w łóżku, nikogo nie ma w domu, czuję, że drętwieje mi język! Duszę się. Umieram – myślę sobie. To koniec mojego życia! A ja mam w domu czteroletnie dziecko… 

Kilka dni później: Przeżyłam! Proszę więc córkę, żeby zajęła się moim dzieckiem. W odpowiedzi słyszę: „Mamo, nie umrzesz! Musisz być dzielna, musisz dać radę!” Myślę sobie, jak mam być dzielna? Leżąc w łóżku?  

Nikt mnie nie odwiedza. Wszyscy myślą, że roznoszę tę chorobę. Nikt nie rozumie tego, co przechodzę. Odsuwam się od tych ludzi. Wolę być sama. Mój jedyny kontakt ze światem to ten, za pomocą facebooka. Przypadkowo trafiam tam na kobietę, również z Białej, no i słyszę od niej, że objawy, które mam to faktycznie borelioza i że tę chorobę się leczy! Szybko jadę z nią do Warszawy. 

Szpital w Międzylesiu: Robią badania. Diagnoza – borelioza! Jak to możliwe? Na oddziale zakaźnym w Białej wykluczyli tę chorobę, a ja uwierzyłam, że jej nie ma. Leczenie. Zaczynam antybiotykoterapię. Trwa rok, w tym czasie nie wstaję z łóżka, czasami mama musi mnie karmić. Dlaczego tak jest? Antybiotyk działa na pozamykane w organizmie cysty. Krętek boreliozy daje tzw. herxy, to są potworne bóle, tak silne, że nikt nie potrafi sobie tego wyobrazić. Lekarze z karetki nie dowierzają, że ja mogę mieć takie bóle. Mam…

Biała Podlaska:  Po roku leczenia dopada mnie zapalenie ucha środkowego.  Lekarze znów nie widzą niczego niepokojącego, dostaje kolejne antybiotyki, a wraz z nimi pojawiają się kolejne herxy. Mam już dość. Siedem lat faszerują mnie antybiotykami, bo leczą mnie na ucho! Dopóki przyjmuje te antybiotyki – funkcjonuję. Sama ich sobie nie wykupię, ale lekarz zawsze ma powód, żeby mi je przepisać. Pewnego dnia… jadę do szpitala i słyszę, że mam zmurszałe migdały! Nie wiem, więc pytam – czy to już powód do śmierci? Słyszę, że nie, ale, że to bardzo dziwne. Na początku antybiotyk to moje zbawienie, ale zaczynam mieć dość. Nie chcę więcej antybiotyków. Nie mam siły i nie mam  już pieniędzy. Do Warszawy na wizyty jeżdżę trzy razy w miesiącu. 

Wrzesień 2016: Mówię koniec antybiotykom i zaczynam się leczyć ziołami. Ja chodzę! Wiem, że to pomoc na krótką metę, ale nieważne. Muszę sobie dać odpocząć od tego bólu. 

Listopad 2016: Podczas spotkania z dr Kurkiewiczem w Białej Podlaskiej diagnozujemy mojego męża. Przez 10 lat mdleje w pracy, ciągle ma zapalenie płuc lub uszu i nikt tego nie kojarzy z boreliozą. Odkąd wiem, że ja jestem chora, mam świadomość, że on najprawdopodobniej też. W listopadzie w pociągu do warszawy mąż traci przytomność, nie ma czucia w rękach, w nogach. Ludzie dzwonią po karetkę, ta przyjeżdża, lekarze stwierdzają: kolejny hipochondryk w rodzinie Pawłowiczów. Już wiem – mąż ma boreliozę. 

Luty 2017: Teraz leczymy się oboje. Jesteśmy na ziołach, nie stać nas już na leczenie antybiotykami.

Anna Pawłowicz, choć ma za sobą trudne i bolesne doświadczenia, a przed sobą dalszą walkę z nierównym przeciwnikiem, nie poddaje się! Chce założyć fundację, która będzie pomagała osobom chorym na boreliozę. Nie mówimy tutaj o pomocy finansowej, bo fundacja nie ma żadnych środków. Chodzi tu o kierowanie, sprawne – co należy podkreślić, do właściwych specjalistów. 

– W tej chwili kierujemy tylko chorych na badania, mam kontakt z lekarzami z całej Polski. To nie są nasi zwykli zakaźnicy, ale lekarze ILADS, którzy przeszli stosowne szkolenie w USA. W tej chwili w Polsce dwóm lekarzom zabroniono wykonywania zawodu z powodu leczenia boreliozy metodami opracowanymi przez ILADS. To było w Warszawie. Wszyscy bardzo się boją – dodaje pani Anna. 

Jak mówi nam Anna Pawłowicz – w całej Polsce tak naprawdę tylko Praskie Centrum Medyczne nie boi się leczyć chorych na boreliozę metodą ILADS. Wszyscy specjaliści, włącznie z dr.  Kurkiewiczem dniami i nocami odpisują na wiadomości, które spływają do ich skrzynek w ogromnych ilościach – .

– Ta fundacja to było moje wielkie marzenie – mówi nam Anna Pawłowicz i dodaje, że w mieście, przez swoje „pisanie na facebooku” znalazła wiele osób, które także chorują, choć nie wiedziały o tym.  Młode matki, dzieci – chorych jest wiele. Sukcesem bez wątpienia jest to, że ci wszyscy ludzie przebadali się i teraz mogą się leczyć. 

Pani Anna walczy to, żeby borelioza przestała wreszcie być traktowana, jak wymysł hipochondryków. Chce, żeby chorzy mieli szanse na leczenie. Napisała już petycję do Ministerstwa Zdrowia, zebrała pod nią setki opisów chorób, setki podpisów, ale nie doczekała się jeszcze odpowiedzi. Wobec tego zwróciła się z prośbą o pomoc do Adama Abramowicza. Poseł również wystąpił w imieniu chorych na boreliozę, napisał interpelacje. O dziwo Abramowiczowi odpowiedziano, że boreliozę w Polsce się leczy i nawet można ją wyleczyć. Tego było już za dużo. 

Borelioza to choroba, która zadaje niewyobrażalny ból, cierpienie. Anna Pawłowicz wspomina czas, kiedy była wręcz przykuta do łóżka i kiedy karetka pogotowia przyjeżdżała właściwie każdego wieczoru. Podawane przez lekarzy środki nie pomagały ani na chwilę. 

– Tę chorobę po prostu musisz przetrwać. Tylko poduszka wiedziała ile łez wylałam i moja mama, choć starałam się nie płakać przy dzieciach, przy mężu. Święta wyglądały u nas tak, że zamiast siadać do wigilii, to do nas przyjeżdżało pogotowie. Później już po prostu nie chcieli przyjeżdżać. Wówczas mąż mnie wiózł. Czasami mnie nieśli, bo iść nie mogłam. Później zrozumiałam, że to nic nie daje – wspomina Anna Pawłowicz.

W boreliozie straszny jest, towarzyszący jej ból, ale równie straszna jest obojętność i lekceważenie, o którym tak często mówią chorzy. Takie zachowania nie zaskakują Anny Pawłowicz, która wielokrotnie musiała się z nimi mierzyć. Opowiada nam o dramatycznej wizycie u czołowego zakaźnika w Polsce, który na jej dramatyczny apel o pomoc, na wyznanie, że już dłużej nie potrafi sobie radzić z bólem, zaproponował jej, żeby skoczyła z dachu, może wtedy sobie poradzi… – Wszyscy płakali! Oni nam nie wierzą! Dla nich ta choroba nie istnieje – mówi pani Ania. 

Nie każdy lekarz lekceważy swoich pacjentów, mówiąc: „Niech mi Pani nie mówi o boreliozie, nie ma takiej choroby!”. Anna Pawłowicz sama przyznaje, że wśród chorych jest coraz więcej lekarzy, którzy swoim cierpieniem dają niesamowite świadectwo. Nie są anonimowi, rozumieją problem swoich pacjentów, znają ból, który im towarzyszy, chcą pomóc, ale pomóc naprawdę, a nie po to, żeby zostać okrzykniętym „cudotwórcą, który wyleczył boreliozę”. 

Problem boreliozy, który zdaniem wielu chorych, póki co jest zamiatany pod dywan, rzeczywiście istnieje. Im szybciej przekonają się o tym ludzie, tym lepiej. Wielu chorych bez wahania decyduje się opowiedzieć nam swoją historię i nie po to, by zostać „bohaterem, o którym się mówi”, tylko po to, aby uczulić innych, potencjalne chorych na boreliozę, że trzeba się badać, trzeba dociekać, bo zupełnie zdrowy człowiek, wbrew temu co mówią niektórzy lekarze, nie może spędzać swojego życia wędrując od jednego gabinetu do drugiego!


Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
zbigniew.maciejuk@wp.pl

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.