tymoszynska-reklama

W obronie wcześniaków… – „Zdrowie to nie towar, szpital to nie fabryka”

„Prawdziwa wiedza to znajomość przyczyn” – ta maksyma Arystotelesa widnieje na stronie Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, a strona ta ostatnio przeżywa prawdziwe oblężenie. Wracając do Arystotelesa, wydaje się, że w tych właśnie przyczynach tkwi cały problem. Wspomniana AOTMiT na podstawie zebranych, z części placówek danych, oceniła, że konieczne są cięcia kosztów w zakresie np. intensywnej terapii noworodków czy operacji dzieci i mają wynieść nawet 30–60 proc. Środowisko medyczne jest zbulwersowane, Jurek Owsiak grzmi, a minister Radziwiłł uspokaja.

O tym, czy faktycznie mamy się czego obawiać rozmawiamy z ordynatorem bialskiej neonatologii – doktorem Riadem Haidarem.

Aleksandra Majewska: Od pewnego czasu pojawiają się niepokojące informacje, że stawki na leczenie m.in. wcześniaków mają zostać zmniejszone i to drastycznie, bo nawet o 60%.Czy da się wyliczyć, ile kosztuje leczenie wcześniaka na bialskiej neonatologii?

Riad Haidar: Koszt leczenia wcześniaka, to jest wypadkowa wielu elementów, ale to z pewnością najdroższe leczenie. Dla przykładu, jedna doba na takim oddziale jak mój, czyli na intensywnej terapii noworodka, w Stanach Zjednoczonych kosztuje 3 tysiące dolarów. Poza tym, w tamtejszych szpitalach pobyt wcześniaków jest dużo krótszy. My zajmujemy się nimi do momentu np. aż osiągną określoną masę ciała. W USA w takich sytuacjach, dzieci oddawane są już pod inną opiekę. Wyobraźmy sobie wcześniaka, który rodzi się w 24, 25 czy 26 tygodniu ciąży i jego masa urodzeniowa wynosi np. od 600 g do kilograma. My w takich przypadkach tak naprawdę kontynuujemy to, co zostało przerwane przez poród. Podtrzymujemy to dziecko, czekamy aż będzie zdolne do wykonywania określonych czynności życiowych, czekamy aż np. osiągnie określoną masę. Proszę sobie wyobrazić, ile czasu taki wcześniak musi przebywać na naszym oddziale. Najdłużej było u nas dziecko, które spędziło tu 92 dni. Pomnóżmy więc te 3 tysiące dolarów razy 92 dni pobytu. Zaznaczam, że nie jest to jest jakaś wygórowana kwota, bo w USA są szpitale np. w Nowym Jorku czy Waszyngtonie, gdzie doba leczenia kosztuje np. 30 tysięcy dolarów. Pamiętajmy, że w trakcie leczenia zdarzają się czasami niespodziewane sytuacje i wówczas do tej minimalnej kwoty musimy jeszcze dokładać. Tak i tak mamy bardzo mało pieniędzy. Dodatkowo nikt nie bierze pod uwagę np. inflacji czy nowych technologii. Przecież dzięki temu, że my pracujemy na tak wysokim poziomie, Polska jest krajem, który jeszcze nie tak dawno w statystykach znajdował się pod Rumunia (jeśli chodzi o umieralność okołoporodową), a teraz jesteśmy w czołówce europejskiej. To świadczy o tym, że wykonana została dobra robota. Jeżeli teraz zmniejszone zostaną środki, to szpitali nie będzie stać na utrzymywanie tak drogich oddziałów. Sprzęt jest drogi, aparatura medyczna, części zamienne, serwis – to wszystko bardzo dużo kosztuje. Nawet gdyby patrzeć na to wszystko w kategoriach wyłącznie ekonomicznych, to pamiętajmy, że w dawnym województwie bialskopodlaskim rocznie na świat przychodziło ponad 3 tysiące dzieci. Teraz tych porodów mamy zaledwie 1000-1200, w porywach do 1400. My nie mamy takiego dużego „obrotu”, żeby kalkulować koszty, żeby zastanawiać się, czy nam się to zwróci. Zdrowie nigdy nie było towarem, a szpital nigdy nie będzie fabryką. Nie możemy go tak traktować. Fabryka, jak przestanie się opłacać jej utrzymywanie, zostaje zamknięta, ale nie traci na tym właściciel, bo on się wcześniej zabezpieczy, tracą na tym konsumenci, ci wszyscy, którzy z niej korzystali. W naszym przypadku podobnie, jeśli upadnie jakiś oddział czy obniżona zostanie jakość usług, stracą na tym nasi pacjenci, nie minister zdrowia, nie rząd. Jeśli o to chodzi, to niech ktoś to powie wyraźnie.

A.M.: Minister Radziwiłł twierdzi, że szacunkowe koszty zabiegów medycznych podaje nie ministerstwo, nie on sam, tylko Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Ta sama agencja jest zdania, że szpitale zawyżają koszty wykonywanych zabiegów czy prowadzonego leczenia, stąd propozycja cięć.

R.H.: Ale czyja jest ta agencja? Prywatna?! A nie czasami państwowa!? To jak to jest, agencja, która działa w państwie, ma oceniać coś, co ma faktyczny wpływ na życie i zdrowie obywateli, a ministerstwo nic nie wie?! To chyba nie jest jakaś dywersja?! To jest przecież legalnie funkcjonująca agencja, jeśli nie przy ministrze, to przy jakimś gremium rządowym. Pan minister nie powinien więc tak mówić. Zresztą dziwię mu się, ponieważ sam jest lekarzem, był prezesem Naczelnej Izby Lekarskiej i wtedy miał zupełnie inne poglądy. Czyli punkt widzenie zależy od punktu siedzenia? Sorry, ale nie w medycynie!

A.M.: Zdaniem niektórych obniżenie kosztów leczenia czy zabiegów na oddziałach np. intensywnej terapii noworodka, spowoduje to, że trzeba będzie po prostu te oddziały zamykać. Czy faktycznie?

R.H.: Wrócę do tego, o czym już powiedziałem, jeżeli będziemy patrzeć przez pryzmat wyłącznie ekonomii, to tak będzie, tylko kto na tym straci? No pacjenci. Pamiętajmy, że szpital nie tylko ma neonatologię i pediatrię, bo te cięcia dotyczą pionu dziecięcego. To w takim razie pytam, czy polskie dziecko jest inne od pozostałych? Bardzo chciałbym, żeby jak tylko się urodzi od razu było kolejnym Einsteinem czy jakimś odkrywcą. Najpierw jednak to dziecko musi przyjść na świat. Trzeba mieć też warunki, żeby w razie potrzeby to życie podtrzymać i wreszcie trzeba działać zgodnie ze swoim sumieniem, to znaczy, że lekarz nie może mieć dylematu, czy podać lek za 5zł czy za 100zł. Ja tak nie powinienem myśleć i nigdy w życiu nie będę tak myślał, bo ja podam to, co potrzebne jest w danym momencie. Ja nie patrzę na koszty, bo ja nie jestem od ekonomii.

A.M.: Również o ekonomii, ale nie tylko pisze w „liście otwartym” wrocławska pielęgniarka. Ten list to swego rodzaju „krzyk” w obronie noworodków.

R.H.: Ten list jest naprawdę z życia wzięty. Do niedawna jeszcze tak było. Sam dobrze pamiętam czasy, kiedy w naszym szpitalu dzieci leżały w wanienkach, bo zabrakło pieniędzy, żeby kupić łóżka. Doskonale to pamiętam. Wiele maluchów wtedy chorowało w jednym czasie i na oddziale dziecięcym nie było wystarczającej liczby miejsc. Takich lekarzy, jak ja, którzy to pamiętają jest wielu, można ich zapytać i na pewno potwierdzą to, co mówię. Czy do tego mamy wracać? Nie! My chcemy przede wszystkim wykonać dobrą robotę, nie patrząc na koszty, chcemy to zrobić szybko, z korzyścią dla pacjenta. Ktoś myśli, że im dłużej pacjent poleży w szpitalu, tym będzie lepiej. Otóż nie! Pobyt pacjenta w szpitalu im dłuższy, tym gorzej dla niego samego i dla placówki. Jednak skracanie czasu pobytu w szpitalu wymaga ogromnych nakładów, żeby dało się „zabezpieczyć” to dobro, które zostało niejako wykonane. Trzeba podać odpowiednie leki, zastosować właściwe procedury, które są kosztowne. Poza tym diagnoza! Przecież lepiej jest zdiagnozować pacjenta wcześniej i tym samym uniknąć dodatkowych kosztów. Ale na ten sprzęt do diagnozowania też potrzebujemy środków. Potrzebujemy ich na sprzęt, na odpowiednio przeszkolonych do jego obsługi ludzi, na odpowiednią aparaturę, itd. Ile razy zdarzyło się tak że pacjent trafiał na stół operacyjny np. z pękniętym wrzodem, bo nie było możliwości diagnozowania?! W tej chwili mamy niestety mały przyrost demograficzny i zamiast robić coś, żeby sytuacja się poprawiła, to u nas obniża się koszty leczenia. Mam nadzieję, że nikt tego pomysłu nie zrealizuje, bo byłby to strzał w kolano. Pomyślmy też, co zrobiłoby ministerstwo, gdyby nie było takich akcji charytatywnych jak te, które organizuje WOŚP, Caritas, TVN nie jesteś sam, Fundacja Polsat czy Fundacja Radia Zet, czy jeszcze jakieś inne. U nas, właściwie na każdym oddziale, widzi pani serduszka, Caritas zbiera np. żywność, a przecież to wszystko należy do zadań państwa. Skoro państwo nie jest w stanie tego zabezpieczyć, to niech nie przeszkadza, bo co byłoby bez tej pomocy. Przecież świat zaczyna się od Polski takich akcji charytatywnych uczyć! Mam nadzieję, że nigdy nie dojdzie do obcięcia tych kosztów przeznaczanych na leczenie na pediatrii i neonatologii, bo to będzie nóż w plecy dla każdego lekarza, to spowoduje znaczne pogorszenie jakości świadczonych usług! I tak nie jesteśmy doskonali, ale się rozwijamy, bo przecież medycyna to ciągle najsłabiej jeszcze rozwinięta nauka! To zamiast nam pomagać, stawia się przed nami przeszkody, hamuje się rozwój? Kto to przeskoczy?!

A.M.: Agencja twierdzi, że podane szacunki wynikają z tego, że szpitale zawyżają koszty świadczonych usług. Czyli szpitale nie potrafią szacować, tak?!

R.H.: Tak, oczywiście! Przecież to nie lekarze szacują te koszty. Od tego są profesorowie, ekonomiści, po prostu specjaliści wysokiej klasy. To oni powinni usiąść wspólnie do stołu i wyceniać. W przypadku agencji, która raz jeszcze powtarzam, nie jest oderwana od polityki rządowej, jeżeli pojawi się głos „musicie ciąć koszty”, to agencja tak właśnie zrobi. Tylko, czy to jest dobry kierunek? Ja wolałabym zrezygnować z trzech albo czterech samochodów i zostawić te 10-12 milionów na potrzeby rozwoju służby zdrowia. Nie wiem naprawdę, skąd agencja wzięła te informacje, że szpitale źle szacują. Jest coś takiego, jak wirus RSV, który atakuje wcześniaki i małe dzieci. Dla przykładu w Stanach Zjednoczonych wszystkie noworodki są szczepione przeciw niemu obligatoryjnie. U nas na razie walczymy! Jedna ampułka tej szczepionki przeciw RSV rok temu np. kosztowała 5 tysięcy złotych. Każdy pacjent, który zostanie zakwalifikowany, bo my teraz kwalifikujemy, wybieramy te najcięższe przypadki, musi mieć tę szczepionkę podaną pięciokrotnie! Prosty rachunek. Szczepionka dla jednego dziecka to koszt 25 tysięcy złotych. Niech więc teraz pan minister czy jakaś pani z agencji powie mi, jak ja mam wytłumaczyć pani Kowalskiej, że jej dziecko potrzebuje np. jakiegoś leku, ale on kosztuje ileś tysięcy złotych, a ja tych pieniędzy nie mam.

A.M.: Mówi się, że pomysł obniżenia stawek nie był z nikim konsultowany. Czy środowisko medyczne, lekarze, mogliby poprzeć ten pomysł agencji o cięciu kosztów?

R.H.: W ogóle nie powinno być dyskusji na ten temat! Lekarz jest od tego, żeby wykonał bezpieczną pracę, zgodnie z etyką i swoim sumieniem. Jeżeli gdzieś powinna być mowa o klauzuli sumienia, to właśnie tutaj. Ja mam swój zawód wykonywać zgodnie z sumieniem – w ratowaniu pacjenta, w podążaniu za jego potrzebami. Moją rolą nie jest liczenie kosztów. Od tego są inni specjaliści. Nie ma chyba lekarza, który powiedziałby, że jakieś koszty leczenia trzeba obniżyć. Każdy lekarz wykonuje swoja pracę i nie patrzy na pieniądze, ale żeby było jasne, nikt z nas nie szasta tymi pieniędzmi na prawo i lewo, bo „nie są moje”! Lekarza powinno się rozliczać z efektów pracy, a nie z tego, ile pieniędzy wydał na leczenie.

A.M.: Krótko mówiąc powinno być tak, że lekarz leczy i nie patrzy na koszty…

R.H.: Powinno tak być. Wrócę do tego, o czym mówiłem wcześniej. Pacjent i jego zdrowie to nie towar, a szpital to nie fabryka. Od liczenia kosztów są menadżerowie. My na szczęście mamy takiego, nasz dyrektor liczy, inwestuje, rozwija szpital. Kto na tym korzysta? Społeczeństwo. Czy wszystko już zostało zrobione? Nie, jeszcze dużo mamy do zrobienia.

A.M.: Do pomysłu obniżenia kosztów leczenia dzieci i wcześniaków w dość mocnych słowach odniósł się Jurek Owsiak. Nazwał to po prostu „zbrodnią na polskich dzieciach”…

R.H.: Jurek użył tak mocnych słów, żeby wyrazić ogrom problemu. W Polsce poza WOŚP działa jeszcze wiele innych fundacji, które wspierają szpitale np. przez zakup sprzętu. Nie byłoby oczywiście tych zakupów, gdyby nie hojność ludzi. Polska neonatologia jest w czołówce europejskiej. Lekarze z innych krajów uważają nas za specjalistów w tej dziedzinie. Konsultują się z nami. Nie można zaprzepaścić tego wszystkiego. Żadna fundacja ani Orkiestra nie ma obowiązku np. kupowania sprzętu szpitalom, to należy do ministerstwa, ale jeśli są takie inicjatywy to bardzo dobrze. Mam jednak nadzieję, że do tego, o czym w tych mocnych słowach mówił Jurek, nigdy nie dojdzie.

A.M.: Polska neonatologia i pediatria, ale i inne oddziały cały czas są niedofinansowane?

R.H.: Tak, zgadzam się, bo gdybyśmy chcieli być na poziomie finansowania w Stach czy w Anglii, to bardzo proszę. Jeżeli u mnie pobyt dzienny kosztuje na przykład tysiąc złotych, a w USA 20 tysięcy to jest ogromna różnica i to pokazuje, że fatycznie jesteśmy niedofinansowani. Gdyby nie to, że my mamy ogromny zastrzyk sprzętowy od tych fundacji jak np. TVN nie jesteś sam czy od WOŚP (90% w bialskiej placówce), na pewno nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym teraz jesteśmy. Naprawdę nie chcę wspominać czasów, że gdy rodził się wcześniak, a nie było miejsca na oddziale, to owijało się go i na parapet! Czy do tego mamy wracać?

A.M.: Wyposażenie, sprzęt, znajdujący się na naszej neonatologii to w większości zakup Orkiestry. W tym roku też dostaliśmy taki trochę „nadprogramowy” prezent.

R.H.: Dostaliśmy inkubator, o którym możemy powiedzieć, że to ostatni krzyk mody w medycynie. To jest pierwszy egzemplarz, który trafił do Europy. I on właśnie pracuje u nas na oddziale. Niedawno dostaliśmy również ultrasonograf, a oddział dziecięcy dostał śliczne, kolorowe łóżka.

O obniżeniu stawek na zabiegi jeszcze głośniej zrobiło się po „liście otwartym” wrocławskiej pielęgniarki anestezjologicznej – Moniki Drobińskiej, który opublikowała ona na swoim facebooku.

O tym dlaczego pani Monika zdecydowała się na napisanie „listu” opowiedziała w rozmowie z naszym portalem.

– Napisałam go, bo po prostu tak trzeba! My już teraz nie mamy pieniędzy, ale nie wyrzucamy ich w błoto, liczymy każdą złotówkę, każdą igłę, każde rękawiczki, a jeżeli zaniży nam się wycenę procedur na intensywnych terapiach zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci, to my nie będziemy ich leczyć. To jest taki dylemat, przed którym stanę również ja – pielęgniarka, bo to ja będę jeszcze bardziej oszczędzała na sprzęcie, będę musiała oszczędzać na wszystkim, a bardziej się już nie da! Polska neonatologia w ciągu ostatnich 10 lat uczyniła ogromny progres, jesteśmy w czołówce w Europie, przed Niemcami i przed Szwecją. Dzięki minimalnemu dofinansowaniu, dzięki akcjom charytatywnym (i tu nie tylko WOŚP), dzięki darczyńcom, nas stać na to, żeby intensywne terapie, zwłaszcza te dla dzieci, działały. Te 11 tysięcy, które było do tej pory pozwalało nam funkcjonować, jeśli teraz zabierze nam się 5 tysięcy złotych, to my te dzieci będziemy tylko mogli trzymać przy życiu, ale nie leczyć! W tej chwili finansowanie na intensywnych terapiach jest takie, że nam pieniędzy wystarcza na trzy tygodnie, potem są już tylko pożyczki. Żeby to było jasne, to nie jest tylko ostatni rok, tak jest od lat, my się już przyzwyczailiśmy, że w służbie zdrowia nie ma pieniędzy. Ja teraz pracuję z dorosłymi, ale wiem jak wygląda praca z małymi dziećmi, z wcześniakami. Jeżeli teraz obetnie się nam te pieniądze, to w zasadzie możemy zamknąć szpitale – mówi nam Monika Drobińska.

Autorka listu nie ukrywa, że chciała również zwrócić nim uwagę na sytuację pielęgniarek w szpitalach.

– My jesteśmy bardzo źle postrzegane, ciągle chcemy tylko pieniędzy, nikt o nas nic nie wie, nasze organizacje milczą. Prawda jest taka, że to właśnie pielęgniarki anestezjologiczne spędzają po 12 godzin przy łóżku pacjenta. Anestezjolog wchodzi i wychodzi, ginekolog tak samo, ale pielęgniarka na intensywnej terapii, na neonatologii nie wychodzi. Ja się nie skarżę, bo kocham swoją pracę. Niestety prawda jest przykra, o nas ludzie dowiadują się dopiero, kiedy dotyka ich największa trauma w życiu, kiedy trafiają na intensywną terapię albo na neonatologię. My jesteśmy świetnie wykształcone, mamy specjalizacje, ogromne doświadczenie, możliwość podejmowania samodzielnych decyzji, często reagujemy zanim w ogóle lekarz do nas przyjdzie – dodaje wrocławska pielęgniarka.

Sytuacja w służbie zdrowia, zdaniem Moniki Drobińskiej i tak jest trudna, niekiedy dramatyczna, w takim momencie po prostu nie wolno milczeć!

– Uważam, że jeśli nie nagłośnimy tego problemu, to w tej chwili jest już tyle pomysłów obecnego rządu, o których najpierw się wspomina, a potem się je przegłosowuje, że obawiam się, że to finansowanie, nawet przy tych późniejszych zapewnieniach, że to tylko wstępna wycena i propozycja, że ono i tak przejdzie. My któregoś dnia dostaniemy rozporządzenie na biurka i chwycimy się za głowy – mówi Monika Drobińska.

W czasie rozmowy z naszym portalem, wrocławska pielęgniarka poruszyła jeszcze jedną kwestię, o której ostatnio jest głośno. „Klauzula sumienia”, „pigułka dzień po”…

– Ja jestem katoliczką, ale pracuję w świeckim szpitalu, dla mnie pacjenci są najważniejsi. Mimo że prawo pozwala mi na to, nigdy nie odmówię uczestniczenia w żadnym zabiegu. Gdyby to moja wiara była „pierwsza” to ja pracowałabym w szpitalu ściśle katolickim, a ja pracuję w publicznym szpitalu, który jest finansowany ze składek nas wszystkich! Mimo mojego wyznania, mojej wiary, ja widzę to co jest dookoła, ja widzę zupełnie innych ludzi i oni mi kompletnie nie przeszkadzają. Moim zdaniem im się należy, według ich sumienia, ich wyznania i ich poglądów, godny dostęp do służby zdrowia, za składki, które też odprowadzają. Nie jestem absolutnie zwolennikiem aborcji, ale uważam, że ten „kompromis” był dobry. Uspokoił wiele osób. Ja w zawodzie pracuję 27 lat i widziałam różne rzeczy, widziałam też powikłania po zabiegach, które wykonywano „pod ziemią”. Naprawdę wolałabym, żeby pewne działania były możliwe w granicach prawa! Nie mamy prawa oszczędzać na najmłodszych i nie możemy narzucać swojego wyznania reszcie społeczeństwa – usłyszeliśmy na koniec od pani Moniki.

W sprawie cięcia kosztów na leczenie i zabiegi dzieci i wcześniaków, środowisko medyczne, niezależnie od tego – lekarz czy pielęgniarka, mówi jednym głosem! Mówi, krzyczy, apeluje… Czy ten krzyk rozpaczy i apel o rozważne podejmowanie decyzji dotrze na Miodową w Warszawie, dotrze do ministra zdrowia?! Czas pokaże…

Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
kontakt@pulsmiasta.tv

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.