tymoszynska-reklama

Niezwykła “wymiana”

Niecodzienna wymiana…

W Szczecinie i Warszawie dwie pary po przejściu szeregu badań i sądowej batalii o zdrowie i życie, „wymieniły się” nerkami. 

Państwo Agnieszka i Kacper Piotrowiczowie mieszkają w Zabłociu niedaleko Swór (gmina Biała Podlaska). Od sześciu lat pani Agnieszka walczy z chorobą, w wyniku której jej nerki pracują coraz słabiej. Od lat jest ona pod opieką specjalistycznej warszawskiej kliniki. Okazało się, że mimo leczenia wyniki kobiety nie poprawiają się i konieczne wobec tego są dializy. Te z kolei są bardzo uciążliwe. Pani Agnieszka od listopada 2016 roku była dializowana w bialskim szpitalu i czekała na przeszczep od zmarłego dawcy. Niestety nerka nie znajdowała się. Wówczas na oddanie swojego narządu zdecydował się mąż. 

Decyzja na wagę zdrowia i życia

– Decyzję o oddaniu nerki żonie podjąłem dwa lata temu, bez zastanowienia! To fantastyczna kobieta, której potrzebujemy. Ja i moje dzieci. Nie było nawet chwili zawahania – wyznaje pan Kacper. – Już w Warszawie pani koordynator podpowiedziała nam, jakie kolejne kroki powinniśmy podjąć. Nie są to jednak formalności nie do przejścia, zespół warszawski bardzo nam wówczas pomógł – zapewnia pan Kacper. 

Gdy po przeprowadzonych badaniach okazało się, że mąż pani Agnieszki nie może zostać dawcą nerki, rozpoczęły się  dalsze poszukiwania. Jak zapewnia nas Kacper Piotrowicz, pacjenci nie zostają z tym wszystkim sami, zespół lekarzy, który opiekuje się potencjalnym dawcą i biorcą, jest niezwykle oddany i pomocny, co sprawia, że łatwiej jest uwierzyć w powodzenie przeszczepu. 

Zespół lekarzy z Instytutu Transplantologii w Warszawie znalazł drugą parę, która również gotowa była poddać się takiemu zabiegowi. Pan Adam i jego żona Aurelia (to kobieta chciała być dawcą nerki dla męża) oczekiwali na nerkę w Szczecinie. Już po wykonaniu pierwszej próby krzyżowej okazało się, że jest pełna zgodność i przeszczep najprawdopodobniej się uda! I tak pani Agnieszka otrzymała nerkę od pani Aurelii, a jej mąż dostał narząd Kacpra Piotrowicza. 

– Cieszy nas to, że udało się pomóc mojej żonie, a przy okazji jeszcze innej parze – mówi nam pan Kacper.

Nikt z rodziny Piotrowiczów nie ukrywa, że sytuacja sprzed przeszczepu nie była łatwa. Znaczna część obowiązków spadła na ojca rodziny. – Żona pracuje, po pracy jeździła na dializy, które trwały po trzy godziny, do domu wracała po 23, więc ja po skończeniu swojej pracy zajmowałem się dziećmi, odrabianiem z nimi lekcji, przygotowywaniem kolacji. Było to dla mnie niemałe utrudnienie, bo jestem osobą aktywną, pracuję zawodowo, a poza tym prowadzę jeszcze niewielkie gospodarstwo – mówi Kacper Piotrowicz.

Czy były jakieś obawy?

– Mówiąc szczerze więcej emocji jest teraz, gdy jesteśmy już po przeszczepie. Nie miałem żadnych obaw. To jak się nami zaopiekował zespół warszawski, to jest pełen profesjonalizm. Życzyłbym, aby wszyscy pacjenci trafiali na takich lekarzy i profesorów, jak ci, na których my trafiliśmy – dodaje pan Kacper. 

Medyczne i logistyczne wyzwanie

Przeszczep krzyżowy to bez wątpienia przedsięwzięcie, do którego trzeba się właściwie przygotować! To nie tylko wyzwanie medyczne, ale i logistyczne. W sumie przeprowadzone zostały cztery operacje, mniej więcej w tym samym czasie, w dwóch szpitalach, oddalonych od siebie o kilkaset kilometrów. Nerki zostały przetransportowane rejsowym samolotem Warszawa – Szczecin – Warszawa. 

– To co było najtrudniejsze to skorelowanie lotów samolotu. Zmieściliśmy się w sześciu godzinach, czyli tak naprawdę w standardach światowych. Nerka poleciała do Szczecina i tym samym lotem, drugi organ został przewieziony do Warszawy.

Byliśmy oczywiście przygotowani i na to, że warunki pogodowe mogą być trudne i wykluczające lot, wówczas nerki zostałyby przewiezione karetkami, które cały czas były w gotowości – mówi nam Aleksandra Tomaszek koordynator transplantacyjny ze Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus w Warszawie. 

Jak wyglądał sam zabieg?

 – U nas od dawcy laparoskopowo pobrana została nerka. Dzięki tej metodzie pacjent ma możliwość wyjść ze szpitala wcześniej, w tym przypadku po trzech dniach. Poza tym szybciej wraca do pełni sił. Profesor Kwiatkowski pobrał nerkę, ona potem była przygotowywana na stoliku bocznym, wypreparowano naczynia, narząd wypłukano z krwi, to przy pomocy specjalnie przeznaczonego do tego płynu. Następnie nerkę obłożoną lodem włożono do specjalnego pojemnika z wodą i przewieziono ją karetką na lotnisko – wyjaśnia Aleksandra Tomaszek.

Przeszczep nie odbyłby się, gdyby nie zostały spełnione odpowiednie procedury. 

– Najpierw należy złożyć dokumenty do komisji etycznej. W tych dokumentach muszą znaleźć się m.in. wyniki próby krzyżowej, opinia kierownika kliniki, który wyraża zgodę na to, aby taki zabieg był przeprowadzony, jak również opinia nefrologa, który potwierdza, że nie ma przeciwwskazań do pobrania. Musi się tam znaleźć również zgoda dawcy i biorcy na oddanie i przyjęcie narządu. Te dokumenty przekazujemy do komisji etycznej, gdy ta wyrazi zgodę, przesyłamy ją, wraz ze zgodą pacjentów i znowu kierownika kliniki, do sądu rodzinnego. Sąd rodzinny ma 7 dni na rozpatrzenie tego naszego wniosku, jest to oczywiście bezprocesowe i wolne od jakichkolwiek opłat. W przypadku tego przeszczepu zgodę dostaliśmy już po czterech dniach, więc bardzo sprawnie. Ja sama nigdy nie miałam problemu jeśli chodzi o zgodę sądu w takich przypadkach, a wydaje mi się, że teraz coraz więcej sędziów wie, jak wygląda cała procedura, więc nie ma z tym żadnego kłopotu. W momencie kiedy mamy już zgodę sądu możemy robić zabieg – wyjaśnia Aleksandra Tomaszek.

W medycynie nic nie dzieje się przypadkowo. Jak zatem udało się znaleźć dwie pary do przeszczepu krzyżowego? Również nie przez przypadek…

– Mamy bazę około trzydziestu par, ponadto dysponujemy programem, który nam te pary łączy. Pan profesor Myślak zgłosił nam parę do przeszczepienia krzyżowego. Ci państwo wcześniej już się krzyżowali z inną parą, ale niestety próba krzyżowa była dodatnia, czyli nie można było tego zrobić. Natomiast w przypadku małżeństwa Piotrowiczów próba też była dodatnia. Mimo że mają takie same grupy krwi, zabieg by się nie udał. Do przeszczepu krzyżowego wybieramy pary, które mają wspólne antygeny, oni takie właśnie mieli, wiec był to dobór absolutnie doskonały – mówi nam koordynator transplantacyjny ze Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus w Warszawie.

Pora na „nowe” życie…

Pan Kacper do domu wrócił jako pierwszy, żona kilka dni później. Wszyscy mają nadzieję, że udany przeszczep będzie gwarantem szczęśliwego „nowego” życia.

– Czuję się dobrze, nic mnie nie boli, dużo spaceruję. Lekarze mówią, że maksymalnie po trzech tygodniach powinienem wrócić już do pełnej sprawności. Myślę, że tak właśnie będzie. Nie czuję też różnicy, że teraz mam jedną nerkę, a wcześniej miałem dwie – mówi nam Kacper Piotrowicz. – Mam nadzieję, że jak najszybciej powrócę do pracy i do aktywności, a nasze życie będzie toczyło się tak jak przed chorobą i dializami mojej małżonki -.

Doskonały zespół…

Aparatura, sprzęt i logistyka to jedno, ale nie byłoby tego wszystkiego, nie byłoby sukcesu, gdyby nie ludzie! Państwo Piotrowiczowie nie szczędzą słów uznania dla zespołu lekarskiego profesora Artura Kwiatkowskiego i dra Rafała Kieszka

– Wspaniali fachowcy! Byliśmy zaskoczeni, jak przyjechaliśmy do kliniki w niedzielę wieczorem, a doktor i profesor specjalnie o 21 pojawili się  na oddziale, tylko po to, żeby z nami porozmawiać. To, że mamy taką solidną opiekę tak nas podniosło na duchu, że niczego już się nie baliśmy. To jest nie do opisania – wspomina pan Kacper.

Wychodzimy z zapaści

Polska transplantologia powoli wychodzi z zapaści. Jeszcze dziesięć lat temu w ciągu roku wykonywano niespełna tysiąc przeszczepów od zmarłych dawców, POLTRANSPLANT w ogóle nie podawał wówczas liczby przeszczepów od żyjących osób! 

W ubiegłym roku natomiast przeprowadzono 1469 przeszczepów od zmarłych dawców i 78 od osób żyjących (nerki i fragmenty wątroby). To mniej niż liczba oczekujących na przeszczep tylko w październiku 2016 roku. 

W ciągu dwóch miesięcy tego roku wykonano już 234 przeszczepy od zmarłych i 15 od żyjących dawców. Dla porównania, w styczniu i lutym 2017 r. zakwalifikowane do przeszczepu są 3353 osoby! Te statystyki chyba najlepiej oddają skalę problemu z jakim każdego dnia mierzą się tysiące polskich transplantologów. W tym wypadku dobra wola lekarza to zdecydowanie za mało!

Najwięcej pobrań dotyczy nerek, wątroby, ale przeszczepiane są również płuca, trzustka czy serce. 

Niezależnie od tego, jak wiele każdego roku przeprowadza się przeszczepów, jest ich ciągle o wiele za mało! Dzięki licznym kampaniom społecznym i informacyjnym, świadomość w społeczeństwie, choć powoli, ale jednak wzrasta. 

Pierwszy i udany zarazem przeszczep nerki przeprowadzono 26 stycznia w 1966 roku w I Klinice Chirurgicznej Akademii Medycznej w Warszawie. 

Zostań dawcą!

Każdy może zostać dawcą, a od naszej decyzji może zależeć ludzkie życie! Kto wie czy kiedyś to my nie będziemy potrzebowali pomocy?!

Deklarację dawcy można wypełnić tutaj: https://www.dawca.pl/klub-dawcy/deklaracja-dawcy


Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
kontakt@pulsmiasta.tv

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.