tymoszynska-reklama

ŻYCIE Z PASJĄ – PRACA JAK MALOWANA. Marzenia same się nie spełniają.

Marzenia same się nie spełniają. Osiągamy wszystko dzięki ciężkiej pracy… – te słowa doskonale wpisują się w historię naszej rozmówczyni. Magdalena Fatyga, charakteryzatorka rodem z Białej Podlaskiej, opowiedziała nam o poszukiwaniu swojego miejsca w zawodowym świecie, o realizowaniu marzeń, o pierwszych zawodowych krokach i pracy na planie zdjęciowym. 

Aleksandra Majewska: Dlaczego właściwie charakteryzacja? Kiedy zaczęła się nią Pani interesować?

Magdalena Fatyga: Ach… Właściwie to całkiem dużo czasu zajęło mi dojście do wniosku, co chcę robić jak już będę duża (śmiech). Udało mi się nawet skończyć studia prawnicze.  Ale nie koniecznie było mi wygodnie w tych ramach. W poszukiwaniu własnej drogi sięgnęłam nawet po specjalistyczną pomoc w postaci testów predyspozycji zawodowych… i okazało się, że nie prawo, ale wymiar artystyczny wiedzie prym. Zaczęło to we mnie pracować i szukałam czegoś, co by było odpowiedzią na te poszukiwania. Przez jakiś czas myślałam, żeby zająć się wizażem…. I przeglądając sieć trafiłam na  Studium Dziewulskich w Warszawie. Jest to szkoła z długą tradycją, a jej absolwenci pracują przy różnych produkcjach.  I jak zobaczyłam „charakteryzacja”, to jakbym znalazła brakujący element….

A.M.: Czy nie wydawało się Pani, że marzenia marzeniami, ale w Białej Podlaskiej to raczej o pracę dla charakteryzatorki łatwo nie będzie? Mimo wszystko postanowiła Pani realizować swoje plany i w związku z tym wyjechać? 

M.F.: Przed rozpoczęciem zajęć nawet żartowałam sobie, że chcę to robić, choćbym miała malować dzieci na festynach (śmiech), ale to prawda, charakteryzacja w Białej… więc wiedziałam, że nie tu. Mimo wszystko postanowiłam powalczyć o marzenia i miałam  cudowne wsparcie przyjaciół w tej sprawie. Poza tym w tym zawodzie ważne jest, na jakich ludzi się trafia, a ja miałam duże szczęście w tej sprawie.

A.M.:  Jak wyglądały pierwsze zawodowe kroki ? 

M. F.: Pod koniec pierwszego roku zaczęłam praktyki przy różnych projektach. Pamiętam, że pierwsze miałam przy finale którejś edycji Voice of Poland. Miałam olbrzymiego stracha (śmiech), później też przy programie Twoja Twarz Brzmi Znajomo… i chyba nie do końca byłam zachwycona. Nagrywanie programu to długa i bardzo ciężka  praca…. Po pierwszym roku pracowałam przy filmie w reżyserii Marcina Bortkiewicza „Noc Walpurgii”. Film o dość skromnym budżecie, przy którym cała ekipa pracowała non profit. Był to mój pierwszy plan filmowy. Bardzo przeżywałam, jak to będzie, czy sobie poradzę, czy się odnajdę w tym świecie. Przyznam się, że do dzisiaj z nostalgią wspominam całą ekipę i rodzinny klimat z planu.

A.M.: Powiedzmy również o innych projektach, w których brała/bierze Pani udział. 

M.F.: Jako osoba w zasadzie świeżo po szkole,  dopiero zdobywam doświadczenie i raczej pracuje jako asystentka głównego charakteryzatora, ale jest to praca nie tylko na planach filmowych. Pracowałam również przy kampaniach społecznych takich projektów jak Szlachetna Paczka czy spot dotyczący nieprowadzenia auta po alkoholu. Zdarza mi się pracować również na planach teledysków. W tym wymiarze na razie na ludowo. Od Kapeli ze wsi Warszawa, po młodą folk metalową grupę Helroth  ( tu bardzo fajna praca, bo przepiękną dziewczyną musiałam zrobić na wiedźmę, no i udało się). Czasami zdarza mi się pracować przy etiudach studentów reżyserii łódzkiej filmówki. Jeżeli zaś chodzi o większe projekty, to właśnie „Noc Walpurgii”, a przez chwilę również przy „ Jestem mordercą” Macieja Pieprzycy.

  A.M.: Współpracuje Pani z wieloma osobami, które dla większości  wydają się być poza zasięgiem, znamy je jedynie z ekranu TV, mam tu na myśli znanych aktorów, reżyserów… wiadomo, że nie można generalizować, ale jak się pracuje z celebrytami ?

M.F.: Och, tak naprawdę to są normalni ludzie i po prostu przychodzą do pracy… Pamiętam jak z jednego z planów aktorka dzwoniła do męża, żeby mu powiedzieć o której będzie pociąg i że w lodówce ma coś tam na kanapki. Ot takie zwykłe, urocze życie.

A.M.: Co Pani zdaniem jest najtrudniejsze w pracy charakteryzatorki? Jakie cechy są konieczne, żeby ten zawód wykonywać?

M.F.: Przede wszystkim kondycja fizyczna i zdrowy kręgosłup. Dzień zdjęciowy trwa 12 godzin. Poza tym przydaje się kreatywność i umiejętność pracy pod presją, czasami w bardzo dziwnych warunkach.

A.M.: Nie jest trochę tak, że charakteryzator musi być też psychologiem? Czy raczej aktorzy niechętnie się zwierzają, a może lepiej – opowiadają.

M.F.: Z tym bywa różnie, nie zawsze to spowiedź życia (śmiech), ale faktycznie w tej pracy trzeba być też trochę psychologiem… Zadbać, o dobre samopoczucie aktora, być wsparciem. Zdarzało mi się usłyszeć podziękowania, za takie zaopiekowanie.

A.M.: Ile czasu potrzeba, żeby ucharakteryzować aktora? 

M.F.: Hmm… Na zombi, na umartego, czy na ładnie…? Zależy czy robi to zespół, czy jedna osoba. No i jaka praca jest do wykonania. Może to zająć od 15 min do nawet  do kilku godzin.

A.M.: Największe zawodowe wyzwanie, z którym musiała się Pani zmierzyć to…

M.F.: Pamiętam jak przy moim pierwszym filmie zostałam sama na planie, a główną bohaterkę musiałam uczesać w stylu Lauren Bacall. Zrobiłam to według własnej wizji, przyszedł reżyser i mówi, że nie, to nie to. Źle, włosy nie tak…, a czasu coraz mniej… i pod presją udało się trafić w wizję reżysera. Kiedy aktorka wchodziła, charakteryzacja usłyszała, że brawo. Fajny moment. Oprócz tego, chyba ostatni plan, gdzie trup słał się gęsto, a ja biegałam z garnkiem z krwią (śmiech).

A.M.: Czy są takie twarze, które łatwiej ucharakteryzować niż inne?

M.F.: Wiadomo, że ładne na ładnie zawsze łatwiej (śmiech).

A.M.: Największy Pani zawodowy sukces to…? Cos z czego jest Pani szczególnie dumna?

M.F.: W tej pracy, to jeszcze wszystko przede mną.

A.M.: W takim razie zapytam o marzenia, te zawodowe… Czy jest jakiś reżyser, z którym szczególnie chciałaby Pani pracować? Jakiś film, którego częścią chciałaby Pani być?

M.F.: Jan Jakub Kolski, bardzo sobie cenię tego reżysera, ale marzy mi się ogromnie jakaś historyczna produkcja i film fantazy, żeby można było powołać do życia strzygi i widziadła.

A.M.: Pracując przy różnych filmach (przynajmniej tak to sobie wyobrażam) dużo czasu spędza Pani w podróży? Czy taki tryb życia nie jest męczący?

M.F.: No jest to dość męczące. Czasami człowiek jest gościem w domu.

A.M.: Jak wygląda właściwie praca charakteryzatorki (ale tak od kuchni) – pobudki przed świtem?   

M.F.: Pobudki przed świtem… tak. Ale jest to praca w bardzo różnych godzinach. Osobiście wolę kończyć bladym świtem niż o tej porze zaczynać. Pamiętam takie nocne zdjęcia na cmentarzu, kończyliśmy o wschodzie słońca.

A.M.: Charakteryzatorka to taki trochę filmowy Pan Bóg, bo scenarzysta „stwarza” postać, a charakteryzator nadaje jej swego rodzaju formę, urzeczywistnia wizję scenarzysty. To przecież Pani postarza lub odmładza, robi blizny, dokleja wąsy…

M.F.: Wszystko to prawda. Ale zanim, to… ten pierwszy zamysł powstaje w głowie reżysera i scenarzysty. Przed rozpoczęciem zdjęć odbywają się spotkania, konsultacje, rozmowy i …negocjacje. Jak ma wyglądać postać. Kto jak to widzi. Jak może to zrobić. I z takiej burzy powstaje postać.

A.M.: Czy to co Pani teraz robi, jak żyje – to jest spełnienie tych zawodowych marzeń, czy coś by Pani jednak nieco pozmieniała?

M.F.: Pewnie coś bym pozmieniała, ale nie wszystko zależy ode mnie, więc na razie zostaje jak jest…

A.M.: Czy nie miała Pani takiego kompleksu „małego miasteczka”, kiedy zaczynała pracę?

M.F.: Ja już chyba jestem za stara na takie kompleksy…

A.M.: A czy w dzisiejszych czasach w ogóle możemy mówić o czymś takim jak „kompleks małego miasteczka”? On faktycznie istnieje, czy teraz jest już tylko wymysłem?

M.F.: Myślę, że w obecnych czasach coraz mniej aktualny jest “kompleks tak zwanego małego miasteczka”. Postęp technologiczny, coraz większa mobilność, dostęp do edukacji sprawia, że to, co kiedyś sprawiało nierówny start, dziś jest już coraz mniej aktualne.

A.M.: Czy jakkolwiek czuje się Pani jeszcze związana z Białą, wpada tutaj czasami? Czy raczej czuje się Pani „gościem”? 

M.F.: W tej chwili częściej jestem w Białej.  Związana jestem bardziej z ludźmi. Tutaj mam większość przyjaciół i bliskich.

A.M.: Gdzie tkwi klucz do sukcesu? Bo z pewnością wiele osób czytając naszą rozmowę pomyśli, „kurczę, ale jej się udało”- ma Pani jakąś radę dla tych wszystkich, którym wydaje się, że wszystko to co „wielkie” jest niedostępne? Że praca na planie filmowym, w ministerstwie czy gra w barwach FC Barcelony zarezerwowana jest dla innych (śmiech)! Na swój sukces trzeba przecież ciężko pracować, nikt go nie podaje na tacy, prawda?

M.F.: Ja myślę, że nie ma wzoru na sukces, przepisu, że „dwa jajka i szklanka cukru”. Trzeba marzyć, trzeba dużo pracować, trzeba w końcu mieć szczęście i wsparcie z Góry.

A.M.: Z perspektywy czasu, gdyby zechciała Pani powiedzieć czym różni się życie w takim małym miasteczku jak Biała, od życia w „wielkim mieście” i czego te dwa zupełnie różne środowiska mogą człowieka nauczyć?

M.F.: Inne jest na pewno tempo życia, dostęp do szeroko rozumianej oferty kulturalnej.  Ale ludzie, ich marzenia, plany, chyba wszędzie takie same.

A.M.: Czy nie jest tak, że będąc w pewnym sensie częścią środowiska filmowców, ciągle coś „trzeba”? Trzeba się pokazywać, bywać na bankietach, galach, imprezach… czy to nie męczy? A może to, że „trzeba” jest tylko stereotypem?

M.F.: I tak i nie. W przypadku  charakteryzatora, jest jednak inaczej. Pracujemy raczej w kuchni.  Ale czasami na bankiecie trzeba być (śmiech).

A.M.: Niekiedy spotykamy się ze stwierdzeniem, że w show-biznesie nie ma przyjaźni, są tylko interesy. Na ile to jest prawda? Czy faktycznie, trudno jest zawiązać naprawdę szczerą relację w środowisku np. filmowców? 

M.F.: A to się zgodzę. Tak też bywa. Ale jak od każdej zasady i tu są wyjątki.

A.M.: Skoro jesteśmy już przy tych przyjaźniach, to ma Pani w dalszym ciągu kontakt z bialskimi znajomymi? 

M.F.: Na szczęście są media społecznościowe .Telefony, „internety”… Nie mam ze wszystkimi takiego kontaktu jakbym chciała. Czasami brakuje czasu na spotkania.  Odległości duże… ale jakoś sobie radzimy.

A.M.: Może jakaś zabawna historia z pracowni charakteryzatorskiej? 

M.F.: W ubiegłym roku pracowałam z przesympatyczną aktorką z Australii, która przy okazji charakteryzacji pytała o meandry i niuanse języka polskiego. Np. jaka jest różnice między „dobra” a „dobrze”. Jak używać? Do czego pasuje? I pamiętam, w trakcie realizacji ujęcia reżyser miał jeszcze jakieś uwagi. Dłuższą chwilę tłumaczył o jaki efekt chodzi. Bardzo skupiony i poważny..w odpowiedzi usłyszał „dobrze dobrze” z australijskim akcentem.

A.M.: Chciałaby Pani kiedyś wrócić do Białej na stałe?  

M.F.: Hmmm, nie wiem.

Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
kontakt@pulsmiasta.tv

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.