Życie z pasją…
Pole dance – inny wymiar tańca, nowy wymiar sportu.

Pole dance? No taniec na rurze! Otóż nic bardziej mylnego. To nowa dyscyplina sportu, która być może, już niedługo stanie się również dyscypliną olimpijską. O tym czym jest pole dance, co daje, dla kogo jest przeznaczony i o tym, czy w Białej pomysł młodej, kreatywnej instruktorki, która przyjechała tu aż z Warszawy ma rację bytu… o tym wszystkim rozmawiamy z Beatą Tomczyk z klubu Gym House.

Ola Majewska: Czym właściwie jest pole dance?

Beata Tomczyk: Pole dance ma wiele odsłon, my chcemy go promować od tej sportowej strony, od strony rekreacji dla osób, które chcą przekraczać swoje granice. Jest skierowany nie tylko do kobiet, ale również do mężczyzn, co jest swego rodzaju nowością. Chcemy pokazać, że warto łamać stereotypy, bo wszystkim pole dance kojarzy się z tańcem, a my będziemy go pokazywać od strony takiej bardziej siłowej, gimnastycznej, od strony układów sportowych, gdzie ważna jest siła, elastyczność i umiejętność koordynowania ruchów. W naszym klubie (Gym House) pole dance będzie pewnego rodzaju wyzwaniem pokonywania swoich barier i dźwignięcia swojego ciała na rękach, nogach i wirowania w powietrzu.

O.M.: Jeżeli jestem osobą powiedzmy niezbyt aktywną, nie chodzę na siłownię, czasami biegam, ale rzadko, nie uprawiam innych sportów, to czy pole dance jest dla mnie? Czy trzeba mieć określone predyspozycje, żeby się zabrać za ten sport?

B.T.: Oczywiście, że pole dance jest dla każdego, ale na samym początku ważne jest to, żeby przygotować nasze ciało, ponieważ ta dyscyplina jest dość wymagająca i to trzeba od razu jasno powiedzieć. To jest sport dla osób, które lubią wyzwania, dla których ważny jest wysiłek fizyczny. Zgodnie z metodyką nauczania, w każdej dyscyplinie, tak też i pole dance, mamy stopniowanie trudności. Na samym początku więc nie będziemy robić salt, nie będziemy utrzymywali całego ciała na jednej ręce, więc powoli wprowadzimy taką osobę, która nie będzie miała absolutnie żadnego przygotowania. Natomiast na pewno, takiej osobie będzie trochę trudniej, niż tej, która już coś ćwiczy.

O.M.: Pole dance to taki trochę fitness na rurze? 

B.T.: Można tak powiedzieć, tylko trochę bardziej wymagający. Zajęcia z fitness są taką naprawdę przyjemnością, tam się przychodzi, instruktor podaje gotowe rozwiązanie, odtwarzamy ten ruch, przy tym możemy się dobrze bawić. Natomiast pole dance jest taką sferą gdzie też są zadania, natomiast to od nas zależy, jak szybko pójdziemy do przodu. Jest określona figura, rozkładamy ją na części pierwsze, no i uczymy się jej. Jeśli chodzi o porównanie pole dance i fitness, to w pierwszym przypadku dużo bardziej wymagająca i intensywna jest rozgrzewka, chodzi o to, żeby na tyle rozgrzać i przygotować ciało, żeby zapobiegać kontuzjom.

O.M.: Skoro wspomniałaś o kontuzjach, to chciałam zapytać, czy pole dance to sport kontuzjogenny? 

B.T.: Jeśli chodzi o kontuzje, to jak przypadku każdego innego sportu, jeśli nie mamy świadomości swojego ciała, jeśli go nie słuchamy – to tak, natomiast jeśli podchodzimy do tego ostrożnie, to tak na przykład jak z fintessem, jeżeli wiem, że miałam ciężki dzień, byłam mocno zdenerwowana, to wiem, że na lekcji muszę trochę wyluzować, zwolnić. Czasami warto sobie po prostu powiedzieć „stop, odpuszczam” i zrobić coś łatwiejszego.

O.M.: To pewnie nie jest tak, że u wszystkich jednakowo szybko postępuje ten proces przyswajania pewnych umiejętności, ale czy długo trzeba ćwiczyć, żeby opanować figury, które potem wykonuje się na rurze?

B.T.: Wszystko zależy od tego, jakie mamy podejście. Ważne jest aby się wewnętrznie motywować. Nawet jak czasami nam coś nie wyjdzie, to powinniśmy umieć sobie wytłumaczyć, że to nic i następnym razem po prostu będzie lepiej. Ja zawsze staram się tak dobrze nastawiać moje klientki. Kiedy przychodzą na lekcję i mówią, że miały okropny dzień, to zawsze im powtarzam „no ale pomyśl sobie, wygospodarowałaś ten czas, przyszłaś, więc nie marnuj go!”. Na sali gdzie ćwiczymy, nie mamy wcale zegara, właśnie po to, żeby stworzyć sobie taką przestrzeń, w której nie liczy się to co na zewnątrz, tylko to, co tu i teraz.

O.M.: Nie ma obawy, że po kilku latach intensywnych ćwiczeń panie zmienią w kulturystki? Jakby nie było, pole dance to sport, który wymaga siły…

B.T.: Absolutnie nie! Duża muskulatura wcale nie idzie w parze z elastycznością i mobilnością. My nie rozrastamy się na zewnątrz, ale pracujemy na siłę wewnętrzną!

O.M.: Jakie są korzyści wynikające z uprawiania pole dance? Jakieś szczególne partie naszego ciała rozwijają się? Podobno pole dance może być również terapią, sposobem na pozbycie się kompleksów…

B.T.: Jak najbardziej. Pamiętajmy, że na trening przychodzimy ubrane na cebulkę,  najpierw jesteśmy w dresach, bo trzeba utrzymać odpowiednią ciepłotę ciała, rozgrzewamy się, ale potem rozbieramy się do krótkich spodenek, bo wiele elementów robimy podciągając się na rękach czy nogach, a uwierz mi, tego nie da się zrobić w długich spodniach i bluzie… niektóre panie już próbowały. Na fitnessie na przykład bardzo rzadko jest tak, że dziewczyny przychodzą w krótkich spodenkach, no bo ten cellulit, bo coś tam… a w pole dance, na początku też jest tak, że „ja się nie rozbiorę”, ale gdy okazuje się, że trzeba, bo inaczej pewnych figur nie da się wykonać, no to wówczas zdejmują te długie dresy, ja wtedy też przygaszam trochę światło, żeby nikt nie czuł się skrępowany. Co ciekawe, coraz więcej jest pań, tzw. „puszystych”, które absolutnie nie wstydzą się tych swoich „nadprogramowych” kilogramów. Ostatnio zauważyłam to na takim pole dancowym evencie, który prowadziłam w Radomiu. Panie przyszły od razu odkryte i miałam wrażenie, że wcale nie przeszkadzała im ta nadwaga. Bardziej skrępowane były dziewczyny naprawdę szczupluteńkie jak niteczki, które na siłę doszukują się w sobie czegoś, co jest nie tak… Jeśli chodzi o partie ciała, które wzmacniają się dzięki pole dance, to  z pewnością brzuch i ręce.

O.M.: Wśród instruktorów pole dance mamy wielu panów, wśród ćwiczących na rurach także są mężczyźni, ale w Białej…? Czy bialscy panowie przychodzą na pole dance?

B.T.: Na razie nie, a szkoda, bo jest przecież sekcja gimnastyczna, są osoby, które zajmują parkurem, cross fitem, a w tych dyscyplinach pole dance może się bardzo fajnie przydać, pod względem zupełnie innej pracy z siłą. Pole dance może pomóc w tych dyscyplinach albo nauczyć lepszej kontroli ciała, może zwiększyć świadomość,  na przykład jak należy napiąć mięsień, żeby wejść do flagi.

O.M.: Wydawałoby się, że Biała jest niewielkim miasteczkiem, w którym pole dance nie znajdzie swoich amatorek, dla wielu osób wciąż jednoznacznie kojarzy się on z erotyką. Czy tak jest faktycznie, czy może przeciwnie, kobiety chętnie decydują się na tę formę ćwiczeń?

B.T.: W Białej Panie bardzo chętnie przychodzą na pole dance. Ostatnio byłam na wieczorze panieńskim, na wieczór kawalerski na pewno bym się nie zgodziła, ponieważ od samego początku, jak staram się promować pole dance w Białej, to zawsze zaznaczam, że dla mnie jest to kategoria wyłącznie sportowa. Chcę, żeby ludzie widzieli w tym nie wicie się na rurze, ale ciężki wysiłek, ciężką pracę, oczywiście przy tym estetykę ruchu, na przykład cecha gimnastyczna – obciągnięte place, jest bardzo ważna. Typowy taniec erotyczny nie ma z tym absolutnie nic wspólnego.

O.M.: Twoja przygoda z pole dance zaczęła się w klasie maturalnej…

B.T.: Już jako nastolatka marzyłam o tym, żeby zostać instruktorem fitness, do sportu ciągnęło mnie od najmłodszych lat, trenowałam różne dyscypliny, żadna na dłużej mnie nie zajęła. Pewnego dnia wracałam ze szkoły i znalazłam gazetę z takimi nowymi informacjami, no i tam było coś o pole dance i pomyślałam sobie, że to musi być coś fajnego. Poza tym kadra,  pod okiem której miałam ćwiczyć to byli gimnastycy, tancerze. Znalazłam tę szkołę, było trochę daleko, ale jeździłam. Z czasem się nieco pozmieniało, bo oni tam zorganizowali taki program „pracuj i tańcz!”.  Przed lekcjami jeździłam na dwie, trzy godziny do centrum Warszawy, żeby tam sobie popracować, potem do szkoły i wieczorami znów do tego studia tanecznego, żeby móc korzystać z tych zajęć „za pracę”. To było naprawdę fajne, bo tam był też balet, można było korzystać z naprawdę różnych zajęć. Później zaproponowano mi tam pracę na recepcji, ale dzięki temu wszystkiemu mogłam obracać się wśród naprawdę wybitnych ludzi, którzy dziś maja swoje studia: Joanna Sikorska, Katarzyna Wolska, Karolina Sobieraj – to są naprawdę pierwsze nazwiska w świecie pole dance.

O.M.: Z tym wszystkim przyjechałaś do Białej, chciałaś tutaj promować pole dance…

B.T.: Tak, przyjechałam do Białej i trochę mnie ta rzeczywistość przerosła. Trzeba było się zająć studiami, trzeba było sobie to wszystko poukładać i nie ukrywam, że przez jakiś czas ta rurka leżała w łóżku i kurzyła się. Poza tym ja tutaj nikogo nie znałam, byłam na pierwszym roku, a ten jak wiadomo, jest naprawdę ciężki. Z czasem jednak zaczęłam zdobywać uprawnienia, dostałam pracę w jednym z bialskich klubów. Nieustannie też namawiałam swoje szefostwo, że ta rurka w klubie to naprawdę dobry pomysł.  Niestety ciągle było „coś” i w pewnym momencie, po długim napraszaniu się kierownictwu klubu, stwierdziłam, że trzeba coś z tym zrobić po prostu, bo ja w międzyczasie prowadziłam wszystko. Zrobiłam sobie instruktora pilatesu, jogi, nawet kulturystyki i robiłam wszystko, tylko nie to, co tak naprawdę chciałam robić. Gdy postanowiłam postawić wszystko na jedną kartę, przestać prosić i zacząć działać, zaczęłam jeździć do klientek indywidualnych, bo zawsze marzyło mi się własne studio. Robiłam zajęcia dla kosmetyczek, księgowej czy dentystki.

O.M.: Czyli pole dance można ćwiczyć w domu?

B.T.: Pole dance można ćwiczyć w domu, ale zawsze powtarzam, że najważniejsze jest bezpieczeństwo. Najlepiej więc robić to, przynajmniej na początku, pod okiem instruktora. Po co? Żeby nabyć przynajmniej tych podstawowych umiejętności.

O.M.: Zajęcia indywidualne czy może raczej grupowe…, które dają lepsze efekty?

B.T.: To wszystko zależy. Trzeba postawić sobie pytanie, co kto chce osiągnąć. To można porównać do zajęć fitness i zajęć treningu personalnego. Zajęcia grupowe z jednej strony są fajne, bo mamy motywację grupy, ale z drugiej czasami można sobie odpuścić, myśląc, że oko instruktora nie dosięgnie wszystkich. Po  treningu indywidualnym szybko widać efekty, nie da się tu przed instruktorem „schować”, ale zajęcia w grupie uspołeczniają. Panie zaczynają dzielić się swoimi doświadczeniami, otwierają jakieś tajne grupy, chodzą wspólnie do kina, ale również przełamują bariery. Pamiętajmy, że przy pole dance konieczna jest asekuracja, musimy więc liczyć się z tym, że ktoś może nas dotknąć…

O.M.: Pole dance jest dla ludzi w każdym wieku?

B.T.:  Zdecydowanie! Nie ma dolnej ani górnej granicy. Najstarsza osoba, jaką miałam na rurze miała 64 lata. Mówiła, że zawsze chciała spróbować, że to było jej marzenie, a teraz ma taki okres w życiu, że realizuje wszystko to, co kiedyś miała w planach.

O.M.: Nie jest trochę tak, że teraz mamy swego rodzaju modę na sport? Wszystkie te „nowości” łatwiej wchodzą, łatwiej docierają do świadomości ludzi? Pole dance jest czymś zupełnie innym, niż dobrze znane nam dyscypliny, prawda?

B.T.: Jest czymś innym, ale jednocześnie czymś przepięknym, w tym sensie, że pole dance potrafi też wychowywać. Uczymy się przecież pokory do swojego ciała, do swojej głowy, dowiadujemy się, że niekiedy nasze chęci to jedno, a nasze możliwości to już coś zupełnie innego. Na przykładzie Białej mogę powiedzieć, że faktycznie jest moda na sport, na aktywność fizyczną i dzięki temu te odmienne dyscypliny mogą wejść z dużo większym hukiem. Teraz też kończy się „era ogólności”, ludzie szukają czegoś innego po prostu. Na przykład fitness odchodzi trochę na bok, zaczynamy szukać czegoś więcej. Kiedyś jak ktoś przebiegł maraton, to było coś, dziś wiele osób regularnie biega na takich dystansach.

Pole dance to walka z własnymi słabościami, stawianie sobie coraz to nowych wyzwań, wewnętrzne doskonalenie się, praca nad sobą, poznawanie własnego ciała i po prostu sport dla ludzi w każdym wieku, dający satysfakcję! Czym jeszcze jest pole dance? Spróbujcie sami i przekonajcie się…

Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
zbigniew.maciejuk@wp.pl

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.