Życie z pasją… Skoki ze spadochronem: pasja, która daje poczucie wolności

Skoki spadochronowe są tego rodzaju uzależnieniem, które z pewnością nie odbija się w żaden negatywny sposób na zdrowiu osoby uzależnionej. Choć niekiedy zaczynają się dość niepozornie, od zwykłej chęci spróbowania czegoś nowego, potrafią przerodzić się w pasję na całe życie. 

Przygoda Tomasza Rzeczkowskiego rozpoczęła się w Białej Podlaskiej, gdy jeszcze funkcjonowało lotnisko wojskowe.

– Jeden z instruktorów, którzy pracowali na lotnisku, jeździł po mieście oklejonym busem, z informacją, że zaprasza na szkolenie spadochronowe. Zobaczyłem numer, spisałem, zadzwoniłem, umówiłem się na wstępne szkolenie. Pomyślałem, że zrobię może jeden dwa skoki, żeby zobaczyć jak to jest – wspomina pan Tomasz.

Na dwóch skokach jednak się nie skończyło, w tej chwili Tomasz Rzeczkowski ma na swoim koncie około 1200 skoków. Jak sam mówi, w każdej dyscyplinie, w miarę zaawansowania okazuje się, że to co wydawało się niemożliwe do wykonania, nagle staje się możliwe, chcemy więc iść dalej, chcemy osiągać coś więcej. Nie inaczej jest w przypadku skoków ze spadochronem.

fot. Arkadiusz Pingwin Wantoła

Skakać każdy może…?

Jak mówi nam bialski przedsiębiorca, współwłaściciel FOTOS SC z ul. Ciasnej, dziś jest dużo łatwiej, wystarczą chęci i czas, aby rozpoczynać spadochronową przygodę.

Skoki ze spadochronem są bez wątpienia sportem wymagającym! Warunki pogodowe muszą być naprawdę dobre. Silny wiatr, niska podstawa chmur (niekoniecznie opady) uniemożliwiają skoki. Mówimy tu o skakaniu czysto sportowym, nie wojskowym.

Wielu z nas, gdy słyszymy o skokach ze spadochronem, ukazuje się wizja lecącego z ogromną prędkością człowieka, któremu w ostatniej chwili nie otwiera się spadochron. Czy to niebezpieczny sport? Okazuje się, że ni mniej, ni bardziej niż jakikolwiek inny.

– Gdy jedziemy na nartach z dużą prędkością po stromym zboczu albo gdy wyjedziemy poza trasę, możemy sobie naprawdę zrobić dużą krzywdę. Przy skokach zawsze mamy spadochron zapasowy, na który można się „przesiąść”. Oczywiście, jest jakiś ułamek procenta, że coś może się wydarzyć, ale zazwyczaj wypadki są efektem błędu człowieka, nie sprzętu. Na początku mogą nas zgubić emocje i zbyt małe doświadczenie, natomiast w późniejszym czasie niebezpieczna staje się rutyna i lekceważenie pewnych rzeczy – mówi Tomasz Rzeczkowski.

Skakanie ze spadochronem wymaga nie tylko chęci, ale i stosownego szkolenia. Najpierw część teoretyczna, następnie praktyczna w systemie AFF. Po tym wszystkim przychodzi wreszcie czas na wyczekiwany skok, najpierw z dwoma instruktorami, potem z jednym. Tak naprawdę wszystko zależy od naszych postępów. Kurs równie dobrze możemy ukończyć po pięciu skokach lub po piętnastu.

– Tak naprawdę wszystko jest w naszej głowie – podkreśla pan Tomasz.

Skakać, ale gdzie!?

Gdy w Białej działało jeszcze wojskowe lotnisko, to tam właśnie można było skakać ze spadochronem. Była do tego specjalnie wydzielona strefa w czasie wolnym od lotów. To właśnie w Białej zaczynał skakać Tomasz Rzeczkowski, jak sam mówi, te szkolenie odbywały się w systemie „na linę”. Gdy lotnisko zakończyło swoją działalność, trzeba było jeździć do Dęblina, potem był Ostrów Wielkopolski. To właśnie tam była pierwsza, duża strefa spadochronowa w Polsce.

W Białej poza Tomaszem Rzeczkowskim było jeszcze trzech spadochroniarzy, którzy żeby móc realizować swoje pasje musieli przejechać Polskę wzdłuż i wszerz. Skakali między innymi w Nowym Targu, Piotrkowie Trybunalskim, Włocławku i teraz na lotnisku AW w Chrycnnie.

W tej chwili profesjonalnych i bardzo często prywatnych, stref spadochronowych w Polsce jest już naprawdę dużo. Są to zazwyczaj lotniska polowe, bez utwardzonych pasów. Niewiele stref ma jednak swój własny samolot, zazwyczaj są to samoloty specjalnie czarterowane do skoków.

„Świat z góry jest po prostu ładny…”

– Pierwszy skok był naprawdę całkiem niezły, o wiele gorszy był drugi czy trzeci. Wiedziałem już co mnie czeka, starałem się coś poprawić, a mając jeszcze wtedy małą wiedzę, więcej z tego skoku było na „nie”, niż na „tak”. Później już było tylko lepiej. Świat z góry jest inny, ciekawy. Na początku była ogromna frajda szybowania na otwartym spadochronie. Po kilkudziesięciu skokach, najciekawszy stał się czas od momentu opuszczenia samolotu do otwarcia spadochronu, ok. 60 sekund. Pierwsze skoki w nowym miejscu zawsze są ciekawe, inny krajobraz, nowa topografia, którą poznajemy. Skoki w terenie górzystym lub nad morzem są wspaniałe. Jednym z najciekawszych miejsc w Polsce jest Półwysep Helski – mówi Tomasz Rzeczkowski.

Skoro widoki spowszedniały, to można się zastanawiać, po co skakać dalej? Po co?

– Skoki to wolność! Nieważne jaki mamy poziom stresu czy codziennych problemów, gdy stajemy na progu samolotu to i tak myślimy tylko o skoku. Jest to chwila wolności, swobody, poczucie braku ograniczeń. Jednocześnie duży stopień koncentracji, aby zaplanowane zadanie wykonać najlepiej – wyjaśnia pan Tomasz.

Jak mówi nam nasz skoczek spadochronowy, w samolocie nie ma nudy, jest czas na śmiech i żart, i czas na skupienie i wzajemne sprawdzenie.

Jeśli to są skoki rekordowe, skoki na zawodach, jeśli to są skoki organizowane podczas dużych międzynarodowych imprez, w czasie których na przykład skoczkowie próbują stworzyć jak największą formację w powietrzu – wówczas koncentracja jest absolutnie konieczna. Nasza dekoncentracja może skutkować tym, że dana figura po prostu się nie uda!

Efekty 3D w powietrzu? Czemu nie…

Zazwyczaj „spadochronowa przygoda” zaczyna się od indywidualnych skoków i zawsze na początku jest coś takiego jak efekt „WOW”, zachwycamy się pięknymi widokami, emocjami. Realizujemy się, ale z czasem szukamy czegoś więcej, skoków w grupie.

– Zaczynałem skakać w formacji dwuosobowej, później czteroosobowej. Ale żeby robić to na poważnie i osiągać dobre wyniki sportowe to trzeba się temu poświęcić. Najbliższy tunel jest już w Warszawie. Czołowe teamy trenują 3-4 razy w miesiącu albo częściej plus dwa, trzy weekendy na lotnisku. Trudno tu znaleźć czas na pracę i inne pasje. Dlatego obecnie, aby osiągać dobre wyniki sportowe pozostaje zawodowstwo. Inaczej oczywiście można będzie startować w zawodach, ale nie będzie się w nich liczyć – wyjaśnia Tomasz Rzeczkowski.

Podniebne ewolucje, które nie jeden raz widzieliśmy gdzieś w telewizji czy internecie zapierają dech. Jak się je wykonuje?

– W swobodnym spadaniu poprzez odpowiednie ułożenie ciała, ruchy rąk i nóg, które powodują to, że możemy przemieszczać się do przodu, do tyłu, możemy się obracać – wyjaśnia Tomasz Rzeczkowski.

Bialski rekordzista

Skoki spadochronowe to nie zwyczajna rozrywka, ale sport w pełnym tego słowa znaczeniu. Choć być może niewielu z nas zastanawiało się nad tym, niewielu z nas o tym wie, istnieje w Polsce narodowa kadra skoczków spadochronowych. Do tego elitarnego grona najlepszych z najlepszych należy również bialski przedsiębiorca. Ma on na swoim koncie również kilka rekordów, ustanowionych w zbiorowym skakaniu ze spadochronem.

Pierwszy, w którym uczestniczył Tomasz Rzeczkowski – FS-70-way, ustanowiony został w 2012 roku w Klatovy, kolejny tym razem FS-100-way, jest z 2015 roku.

– Na początku zaplanowana jest pewna figura. Każdy ma swój slot, czyli swoje miejsce w grupie. Skaczemy z kilku samolotów, w zależności od ilości osób w grupie. Certyfikowani sędziowie obserwują skok. Dwie kamery rejestrują wszystko z góry, jeden sędzia patrzy z dołu. Jeżeli sędziowie uznają, że figura została poprawnie zbudowana, wszystkie chwyty są zamknięte (łapiemy się rękoma za poszczególne części kombinezonu) to wówczas rekord jest uznany. Błąd jednej osoby niweczy pracę pozostałych. To jest naprawdę trudne, żeby sto osób mogło w krótkim czasie się połączyć i bezpiecznie rozejść. Nie może tak duża grupa osób jednocześnie otworzyć spadochronów!– tłumaczy Tomasz Rzeczkowski.

Na zbudowanie figury w powietrzu skoczkowie mają nie więcej niż kilkadziesiąt sekund!

– Proszę sobie wyobrazić, że leci 6 samolotów, a one nie lecą w odległości 5 metrów od siebie, bo muszą mieć separację dla bezpieczeństwa, no i z tych samolotów wysypuje się na przykład setka osób. Z tych osób zbudowana jest założona przed skokiem figura, w której każdy skoczek ma swoje miejsce. Nad całością czuwają kapitanowie sektorów – wyjaśnia pan Tomasz.

Logistyczne przedsięwzięcie

Jak mówi nasz skoczek, obydwa rekordy, ale już przede wszystkim „setka” i znalezienie się w elitarnym gronie 8 państw świata, w których taki wyczyn udało się osiągnąć, to naprawdę wielka sprawa i ogromny sukces organizatorów. Czy można coś więcej?

fot. FLITECLUB.PL

– Można, naturalnie, że tak. To jest sto indywidualnych rekordów. Trzeba znaleźć grupę ludzi, którzy mają określone umiejętności, ale także tych, którym również należy się ogromny szacunek, mam tu na myśli te osoby, które odpowiadają za organizację, za logistykę. To naprawdę poważna impreza, która wymaga odpowiedniego przygotowania –.

Należy pamiętać jeszcze o jednym, że do bicia rekordu nie można się „zgłosić”. Konieczna w tym wypadku jest tutaj odpowiednia weryfikacja. Najpierw skoczek dostaje powołanie do Spadochronowej Reprezentacji Polski, a potem jest jeszcze dalsza część weryfikacji. Osoby, które nie radzą sobie z postawionymi zadaniami, po prostu „odpadają”. Jak mówi Tomasz Rzeczkowski, czasem ktoś faktycznie powinien odpaść, z konkretnych powodów, a czasami o tym decyduje słabsza dyspozycja dnia, gorsza kondycja.

Na czym polega weryfikacja? – Skacze się w mniejszych grupach, trzeba w odpowiednim czasie znaleźć się w odpowiednim miejscu, zrobić to tak, jak wymaga instruktor. My wiemy jak to zrobić, tylko, że wiedzieć teoretycznie, a wykonać to w praktyce wcale nie jest tak łatwo – mówi nam rekordzista Polski.

Pierwsze skoki w dużych formacjach w Polsce zaczęły się od międzynarodowych imprez Big Way Camp.

– Później z powodów naszych procedur lotniczych, zawieszono je. Teraz najbliżej odbywają się one na Słowacji. Z tych samych powodów Rekord Polski był bity w Czechach – tłumaczy pan Tomasz.

Czy skoki spadochronowe to drogi sport?

Jeden powie tak, inny powie nie. W tym roku skok ze spadochronem kosztuje średnio 120 zł. Na strefę trzeba dojechać, coś jeść, gdzieś spać – Żeby to miało sens fajnie byłoby zrobić dziennie chociaż 5-6 skoków. Możemy wykupić skoki pakietowe na cały sezon, aby zmniejszyć koszty. Jeśli ktoś rzadko skacze, to warto wypożyczyć sprzęt, ale jeśli robimy to często, to trzeba mieć swój spadochron. Tak, jest to sport wymagający bez dwóch zdań, ale jeśli się ma swoją pasję, to robi się wszystko, żeby tę pasję realizować – dodaje pan Tomasz.

Czy dwukrotny rekordzista Polski ma jakieś plany na przyszłość?

– Czuję się dumny z tego, że jestem rekordzistą Polski i to dwukrotnym, a co do przyszłości to zobaczymy. Jeśli pozwolą na to czas, finanse i zdrowie, jeżeli dalej będę aktywnie skakał, a może dostanę zaproszenie do kolejnej takiej dużej imprezy… – dlaczego nie? – dodaje pan Tomasz.

Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
zbigniew.maciejuk@wp.pl

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.