tymoszynska-reklama

Życie z pasją: „Najlepsze dopiero przede mną”…

Teledysk do piosenki Imię deszczu.
Aranżacja: Mieczysław Jurecki
Mix: Mieczysław Jurecki, Marcin Kalicki

 

 

Jest młody, niezwykle skromny i bardzo utalentowany, co zauważane jest nie tylko w kraju, lecz także za granicą. O muzyce, śpiewaniu, marzeniach i planach na przyszłość rozmawiamy z Adrianem Litewką.

Ola Majewska: Jak zaczęła się twoja przygoda ze śpiewaniem?

Adrian Litewka: Zaczęło się dawno, dawno temu, kiedy byłem jeszcze taki mały (śmiech). Miałem około 5 lat, wtedy słuchało się piosenek Michała Wiśniewskiego. Dużo ludzi wtedy to robiło, tak samo i ja. Nauczyłem się kilku jego piosenek, zaśpiewałem kiedyś na weselu w mojej rodzinie, no i tak to się właściwie zaczęło. Ludziom się spodobało. Mały chłopak wyszedł, coś zaśpiewał, później rodzice jakoś to zauważyli i zaprowadzili mnie do Krzysztofa Olesiejuka. On w tej chwili prowadzi grupę wokalną „Brevis”. Chodziłem do niego kilka lat, on mnie wtedy prowadził, u niego stawiałem swoje pierwsze kroki. No ale wiadomo, coś się kończy, coś się zaczyna. Z czasem zmieniłem instruktora na Ireneusza Parafiniuka. Zatem zespół wokalny „Chwilka”. W tym momencie do niego należę, pracujemy już około 2 lat. Fajnie się dzieje, bo są międzynarodowe festiwale, imprezy ogólnopolskie. Przy okazji nawiązuje się współpracę z takimi bardziej znanymi trenerami wokalnymi. To jest bardzo ważne i to wszystko jest efektem pracy z panem Irkiem.

O.M.: Skoro jesteśmy przy tych znanych trenerach wokalnych to powiedzmy, że miałeś już okazję poznać chociażby Mieczysława Jureckiego czy braci Cugowskich…

A.L: Mieczysława Jureckiego – byłego basistę Budki Suflera, poznałem na konkursie „Diamenty Lublina”. Był to chyba 2013 rok. Wziąłem udział w tym konkursie, a nagrodą dla laureatów było nagranie płyty w studio Jureckiego właśnie, później był jeszcze koncert tych laureatów, gdzie wystąpiliśmy wspólnie z braćmi Cugowskimi. Ta nagroda rozpoczęła taką szerszą współpracę z bardziej znanymi osobami. Zarówno z Cugowskimi, jak i z Mietkiem Jureckim mamy kontakt do tej pory. To bardzo otwarci i życzliwi ludzie. Świetnie się z nimi współpracuje.

O.M.: Czego się można od ich nauczyć?

A.L.: Na pewno profesjonalizmu. Ja, jako wokalista, bardziej patrzę na Piotrka Cugowskiego, który śpiewa, choć Wojtek jest znakomitym gitarzystą. Czego mogę się nauczyć? Od Piotrka na pewno stylistyki śpiewania, ponieważ jest genialna! Podobnie zresztą jest w przypadku ojca – Krzysztofa Cugowskiego. Piotrek jest moim guru! Śmiało mogę tak powiedzieć, jest moim mentorem. Staram się wykorzystywać to co mi podpowiadał, bo dla mnie na tę chwilę to jest najlepszy wokalista w Polsce.

O.M.: O Cugowskich powiedzieliśmy, ale przecież śpiewasz Grechutę, Piaska – zastanawiam się, kto Cię muzycznie inspiruje? O ile jest taka jedna osoba…

A.L.: Nie lubuję się w takich muzycznych nowościach, jestem pod tym względem taką osobą „zacofaną” (śmiech) – tak to przynajmniej nazywam. Lubię utwory zdecydowanie spokojniejsze, bardziej stonowane, choć czasami są takie momenty, że człowiek chce się po prostu wyszaleć. Na początku te utwory, które teraz śpiewam, wybierali moi instruktorzy. „Imię deszczu” zaczęło się jeszcze u Krzyśka Olesiejuka, teraz to tylko doskonalę, z nową  aranżacją, którą dostałem właśnie od Mietka Jureckiego. Jeśli chodzi o „Wierzę w lepszy świat” to ta piosenka pojawiła się po gali „Diamentów Lublina”. Chłopaki udostępnili tę aranżację, spodobało mi się i tyle. Taki mam gust po prostu…

O.M.: Piszesz swoje teksty?

A.L.: Zdarza się, ale na razie do szuflady. W tym momencie moich autorskich utworów, w moim wykonaniu można posłuchać na youtube na kanale zespołu, w którym aktualnie śpiewam – Clone off Nizza. Grają tam bialscy muzycy, ale nie tylko bialscy. Na saksofonie Tomek Rogalski, perkusista Wojtek Andrzejuk, gitarzysta Marek Kowalczyk, Piotr Kulicki, Piotr Mincewicz, Jacek Siemieniuk na basie, a ja tam sobie śpiewam z nimi troszeczkę. Teksty piszemy wspólnie, a czasami robi to jedna osoba – nie ma reguły. Muzyką zajmuje się nasz basista – człowiek uzdolniony wszechstronnie, bo gra po prostu na każdym instrumencie.

O.M.: Skoro jesteśmy przy tych instrumentach, to powiedzmy, że Ty również grasz na perkusji.

A.L.: Zgadza się

O.M.: Kończyłeś szkołę muzyczną czy jesteś samoukiem?

A.L.: Chodziłem trochę do szkoły muzycznej, ale nie przypadło mi to niestety do gustu, bo w szkole muzycznej uczą grać na przykład na kotłach albo na werblach, a ja chciałem grać na perkusji. Z tego co wiem, to w tej chwili nauka jest możliwa jedynie prywatnie.

O.M.: Masz na swoim koncie całkiem sporo sukcesów. Powiedzmy o tym, w tej chwili, najważniejszym…

A.L.: No w tej chwili takim najważniejszym jest z pewnością pierwsze miejsce na eurowizji młodzieżowej. Odbyła się ona we Włoszech, w Rimini w minione wakacje.

O.M.: Jak się tam dostałeś?

A.L.: To bardzo trudne pytanie, bo… nie pamiętam (śmiech). To musiało nastąpić przez pana Irka, ponieważ współpracujemy z naprawdę znanymi osobami. Przyjeżdża do nas na warsztaty pani Krystyna Piotrowska i ona właśnie jest ekspertem, który kwalifikuje na tego typu imprezy. Wtedy właśnie, chyba po przesłuchaniu, zakwalifikowała mnie na tę eurowizję, tak samo zresztą jak bialską „Chwilkę”.

O.M.: No to skoro już wiemy, jak tam trafiłeś, powiedz jak tam było?

A.L.: Znakomicie! Całość, wszystko co się tam działo, jest nie do opisania słowami. Trzeba tam pojechać i to przeżyć. Uczestników traktuje się tam jak profesjonalnych muzyków, artystów. Organizatorzy dbają o najmniejsze szczegóły, nie ma czasu na nudę. Są przesłuchania konkursowe, ale jest też czas wolny, można iść na plażę, wieczorem też można pospacerować, poza tym my mieliśmy jeszcze park rozrywki, tak więc czasu na nudę to tam nie było.

O.M.: Marzy Ci się taka eurowizja dla dorosłych?

A.L.: Bardzo! To jest jedno z moich marzeń. Wystąpić kiedyś na takiej eurowizji z prawdziwego zdarzenia.

O.M.: Powiedzmy jeszcze o innych sukcesach…

A.L.: „Diamenty Lublina” na pewno były dużym osiągnięciem, jak i to, co było po nich, czyli możliwość nagrania płyty w studio Mietka Jureckiego. Poza tym pierwsze miejsce na konkursie „Wygraj sukces” w Tarnobrzegu. Ten konkurs, o ile dobrze pamiętam, poprzedzają dwa etapy.

O.M.: Powiedz, jak Ci się wydaje, czy te sukcesy pomagają jakoś w rozwoju twojej kariery?

A.L.: To wszystko jest fajne i pomaga, ale mnie nic tak nie napędza jak publiczność. Ludzie tak znakomicie reagują na to co robię, że czasami też trudno to opisać słowami. Kończy się grać koncert, ludzie potem podchodzą, gratulują, mówią, że było fajnie. Miłe jest to zwłaszcza wtedy, kiedy wiem, że gdzieś coś mi jednak nie wyszło i muszę to udoskonalić. Ludzie tego nie mówią, wręcz przeciwnie, podnoszą na duchu i to jest znakomite! To mnie bardzo napędza do pracy.

O.M.: Widzisz siebie w przyszłości poza sceną?

A.L.: W tym momencie nie!

O.M.: Czym jest dla Ciebie muzyka?

A.L.: Muzyka jest częścią mojego świata, ponieważ wydaje mi się, że gdyby ktoś zabrał i muzykę, nie byłbym już w jakimś sensie otwarty do ludzi. Nie ma nic lepszego niż muzyka, poprzez nią mogę wyrażać swoje emocje, uczucia, mogę nawiązywać kontakt z ludźmi.

O.M.: Jakieś studia muzyczne masz w planach?

A.L.: Chciałbym, chciałbym skończyć studia muzyczne i w przyszłości pomagać dzieciakom! Tak samo, jak teraz inni pomagają mi. Chciałbym w przyszłości pracować z dziećmi i „oddać” to, co teraz dostaję.

O.M.: Brałeś udział w Must be the music, czy twoim zdaniem takie talent-show pomagają młodym artystom rozwijać się?

A.L.: Czy pomaga się rozwijać? Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno pomagają się wypromować. Różni ludzie oglądają tego typu programu, są też osoby, które wypatrują tam „muzyczne talenty”, ale czy to pomaga? Nie wiem, ciężko mi powiedzieć.

O.M.: A Ty czujesz się „bialską gwiazdą”? Ludzie Cię rozpoznają, zapraszają na różne imprezy…

A.L.: A zwłaszcza po tym ostatni teledysku… To jest strasznie irytujące. Idę sobie przez Rywal i ludzie tak dziwnie patrzą, nie wiem, może mam coś na twarzy (śmiech). Nie, nie czuję się „bialską gwiazdą”, ani żadną inną. Na „gwiazdę” trzeba sobie zasłużyć. Ja na miano „bialskiej gwiazdy” na pewno jeszcze sobie nie zasłużyłem, nie mam jeszcze takich umiejętności…

O.M.: Jesteś na początku swojej drogi, o czym przed chwilą sam powiedziałeś, czy twoim zdaniem młodemu wokaliście jest łatwo, czy może wręcz przeciwnie. Teledysk, który nagrałeś ostatnio, pomógł zrealizować twój kolega. 

A.L.: Nie jest łatwo. W tej chwili utalentowanej wokalnie młodzieży jest na pęczki, sam chciałbym tak śpiewać, jak niektórzy. Zdarza się tak, że dzieci w wieku 4 czy 5 lat mają tak wszystko w tym głosie wypracowane, że szczerze im tego zazdroszczę (śmiech), bo ja jednak musiałem trochę pracy w to włożyć.

O.M.: W tej chwili, przy realizacji ostatniego teledysku, pomagali Ci znajomi. 

A.L.: Dokładnie, mój kolega Piotrek pomógł mi przy realizacji. On wszystko nagrywał, on wszystko montował. Mój udział od tej strony technicznej był znacznie mniejszy. Może trochę za mało czasu poświęciliśmy na to, ale tak byliśmy zdeterminowani i chętni, żeby to zrobić, że nie mogliśmy usiedzieć na miejscu i zrobiliśmy ten teledysk w trochę ponad pół dnia. Montowaliśmy cały materiał do 2 w nocy. Nagrywaliśmy za dnia i nocą, żeby ten obraz jakoś urozmaicić, nie jest to jak mówię, profesjonalne nagranie, bo do tego potrzebne są pieniądze i sprzęt, którego teraz nie mamy. Uczymy się, więc nie mamy stałego źródła dochodu i nie inwestujemy. Ale tak, chciałbym nagrać jakąś swoją piosenkę, zrobić do niej profesjonalny teledysk i niech się wtedy dzieje co chce…

O.M.: Marzy Ci się płyta?

A.L.: Bardzo…

O.M.: A miałbyś w tej chwili materiał na nią?

A.L.: Jakby poszukać to może coś by się znalazło… (śmiech). Tak poważnie, to na taką małą płytę na pewno bym nazbierał.

O.M.: Myślisz, że osobie z Białej, małego miasta, choć jak sam dodajesz – ładnego, łatwo będzie się przebić do „wielkiego muzycznego świata”? Konkurujesz na różnych festiwalach z ludźmi chociażby z Warszawy…

A.L.: Ciężko, bo biorąc pod uwagę na przykład Warszawę, to tam są już naprawdę profesjonalni nauczyciele wokalni, te dzieciaki mogą tam co drugi dzień robić sobie lekcje, u nas… też są bardzo dobrzy trenerzy wokalni, tak jak Krzysiek albo pan Irek, ale tam Ci ludzie zajmują się tak profesjonalnie, że oni z tego żyją. U nas w tej chwili tego nie ma. Ale… tak naprawdę wszystko zależy od tego, jak kto na to popatrzy!

O.M.: To powiedzmy jeszcze o koncertach… jakie emocje towarzyszyły Ci przy pierwszym koncercie i jak to się teraz z perspektywy czasu, zmienia? Teraz, kiedy już wiesz, jakie masz słabsze strony i te mocniejsze oczywiście też, to bardziej się stresujesz?

A.L.: Kolejne trudne pytanie (śmiech). Kiedyś rzeczywiście strasznie się stresowałem, serducho waliło konkretnie (śmiech), ale z wiekiem, chyba poprzez to, że tych koncertów czy konkursów, bo to w sumie bardzo podobne moim zdaniem, z wiekiem ten stres powoli zanikał, bo było tych występów więcej i więcej i powoli zacząłem się do tego przyzwyczajać. Teraz to chyba wróciło (śmiech). Kiedy mam występować solo, to się bardzo nie przejmuję, bo zawsze można coś zaimprowizować, ale kiedy to robię z kimś, to staram się tak zagrać, tak zaśpiewać, jak to wcześniej ustaliliśmy. Przed tym się troszeczkę stresuję, że mogę czegoś na przykład zapomnieć.

O.M.: Jak dużo zajmują Ci próby przed występami? Cały czas się uczysz, nie ćwiczysz więc od rana do nocy…

A.L.: Ludzie na koncertach widzą efekt finalny pracy, którą wkłada każdy wokalista. Próba na godzinę przed koncertem mnie już do niczego nie przygotuje. Ona jest potrzebna tylko po to, żeby realizatorzy sobie wszystko poustawiali. Codziennie, choć po trochę, w jakiś sposób trzeba sobie jednak poćwiczyć. Jeżeli zaplanowany mamy jakiś koncert, no to niestety trzeba trochę wcześniej zacząć ćwiczyć i udoskonalać to, co chcemy wykonać. Przygotowując jakieś piosenki nie sztuką jest odtworzyć orginał, ale warto dodać coś od siebie, żeby nie kopiować autora. Żeby efekt finalny był ciekawy i interesujący trzeba naprawdę włożyć dużo pracy.

O.M.: Masz jakiś ulubiony gatunek muzyczny?

A.L.: Nie mam ulubionego gatunku, najbardziej lubię utwory takie rockowo-soulowe, funky, ale znakomite są przecież ballady rockowe. Słucham wszystkiego…

O.M.: Nie boisz się tego, że kiedyś do głowy uderzy Ci woda sodowa?

A.L.:  To pytanie jest najgorsze (śmiech).

O.M.: Pytanie, czy każdemu ta „sodówa” musi uderzyć?

A.L.: Właśnie! Mam nadzieję, że to w moim przypadku nie nastąpi. Jestem mądrym człowiekiem… Nie, tak nie będzie (śmiech). Poważnie, mam nadzieję, że żadna woda sodowa nie uderzy mi do głowy. Gdyby to miało się stać, to myślę, że już by się coś działo… Już robiłbym różne głupie rzeczy.

O.M.: Żałujesz jakiejś decyzji w swoim „muzycznym” życiu?

A.L.:  Kiedyś faktycznie zdarzyło mi się coś takiego w życiu. Dostałam pewną propozycje. Tak naprawdę nikt dotąd o tym nie wiedział, więc to będzie „premiera” (śmiech). Dostałem kiedyś propozycję nagrania płyty, nie będę zdradzał z kim, bo było i niestety minęło. Na tamten czas wydaje mi się, że byłem za młody. Ale teraz tego żałuję, bo gdyby wtedy to się udało, to teraz mógłbym być gdzieś indziej. Więc tak, żałuję tej decyzji! Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Robię to co robię, ludziom się to podoba i to jest najważniejsze.

Niedawno Adrian Litewka wraz z kolegą Piotrem Rosińskim nagrali teledysk do utworu „Imię deszczu”. Nagranie dostępne jest pod adresem : https://www.youtube.com/watch?v=g9jS7ipLNw0

http://adrianlitewka.wixsite.com/adrianlitewka/aktualnosci?fb_ref=Default

Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
kontakt@pulsmiasta.tv

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.