tymoszynska-reklama

Życie z pasją: Maszerując przez życie. Piotr Wetoszka – mistrz Europy.

Nordic walking z roku na rok staje się coraz bardziej popularną dyscypliną sportu. Coraz więcej osób zaczyna trenować to wyczynowo i próbuje swoich sił na międzynarodowych imprezach. O pasji jaką jest chodzenie z kijkami, o niesamowitej atmosferze zawodów i o tym czy łatwiej jest przebiec czy przemaszerować 5 km – o tym wszystkim rozmawiamy z dwukrotnym mistrzem Europy w tej dyscyplinie sportu – Piotrem Wetoszką. 

Ola Majewska: Jak to się stało, że zacząłeś chodzi z kijkami? Wcześniej biegałeś…

Piotr Wetoszka: Wcześniej to grałem w piłkę nożną i w kosza, potem w ramach rehabilitacji po operacji kolana zacząłem biegać i od czasu do czasu chodzić z kijkami. Pierwsze moje starty w takich ulicznych zawodach to było właśnie bieganie. Później zobaczyłem gdzieś, że są zawody, przypomniałem sobie, że mam kijki i umiem z nimi chodzić.

O.M.: Jakie są korzyści z chodzenia z kijkami?

P.W.: Poza satysfakcją, wpływają one pozytywnie na cały organizm. Na rozbudowę mięśni, na utratę wagi, na poprawę funkcjonowania układu krążenia, układu oddechowego, w moim przypadku to wspomagało rehabilitację, bo odciążało stawy i łatwiej było mi wrócić do pełnej formy po operacji.

O.M.: Jesteś dwukrotnym wicemistrzem Europy w nordic walking…

P.W.: W 2015 roku pojechałem na mistrzostwa Europy w formule cross country, czyli takie terenowe – górskie mistrzostwa Europy. Odbywały się one na Słowacji. Tam udało mi się zająć drugie miejsce w kategorii do 40 lat. W 2016 roku natomiast pojechałem na mistrzostwa Europy do Niemiec na 10 km i tam w kategorii do 35 lat też zająłem II. miejsce. W tym roku, za miesiąc (19-20 maja) też wybieram się do Niemiec, moim celem jest przynajmniej obrona srebrnego medalu, ale będę starał się o złoto. Poza startami indywidualnymi, startuję także na mistrzostwach Europy w sztafetach. Drużyna czteroosobowa, dwie kobiety, dwóch mężczyzn.

O.M.: W sztafecie też już coś wygraliście…

P.W.: Tak, to było w tym roku, zrobiliśmy sztafetę męską i zdobyliśmy mistrzostwo Polski.

O.M.: Jak się przygotowujesz do zawodów? Zajmuje Ci to jak sądzę dużo czasu, a przecież pasję trzeba jeszcze godzić z pracą.

P.W.: To fakt. Teraz w ogóle mam dosyć ciężki czas. Poza pracą i treningami są jeszcze inne sprawy, którymi muszę się zająć. Nie mam właściwe czasu prywatnego. Kiedyś przygotowywałem się wyłącznie do startu w zawodach. Formuła startowa: w wolnym czasie nie, tylko przed zawodami. Teraz jak widzę, że poziom rośnie i trzeba ćwiczyć na bieżąco, współpracuję z trenerem chodu sportowego z Zamościa, z Wojtkiem Swatowskim i to on przygotowuje mi trening. Do mistrzostw Europy, bo to są moje docelowe zawody, przygotowuję się już od końca listopada. Codzienny trening, dieta, suplementacja.

O.M.: Masz w planach Mistrzostwa Świata?

P.W.: Mistrzostwa Świata miałem w planach, ale nordic walking to jest taka dyscyplina, która dopiero się rozwija. Od 8 lat były rozgrywane Mistrzostwa Świata w USA, na dystansie półmaratońskim. Z tego co widziałem, w tym roku tej imprezy nie będzie. Za to duże sportowe wydarzenie szykuje się w Japonii, ale nie ma jeszcze dokładnych danych, nie wiadomo czy to będą Mistrzostwa Świata czy coś innego. Jeśli byłyby to właśnie mistrzostwa, to bardzo chciałabym tam pojechać.

O.M.: Nordic walking to popularny sport w Europie? Duża jest konkurencja na mistrzostwach?

P.W.: Tak, w Europie bardzo popularny, ale tak najbardziej to w Polsce, co zresztą widać po wynikach. Głównie to właśnie Polacy przodują w tej dziedzinie, ale na mistrzostwach w Niemczech było chyba osiem albo dziewięć narodowości – głównie „okolice” Alp.

O.M.: Kiedy ta pasja, zwykłe chodzenie z kijkami, przerodziła się w chęć startu w zawodach?

P.W.: Zacząłem startować, tak jak w biegach, najpierw, żeby się sprawdzić, żeby móc rywalizować z innymi, nie liczyłem jednak na żadne sukcesy. Chodziło raczej o to, żeby zacząć i ukończyć zawody, a na mecie mieć okazję porozmawiać z ciekawymi ludźmi. Mniej więcej po roku takich startów postanowiłem pojechać na Mistrzostwa Polski w maratonie i tam zdobyłem  pierwszy medal. W międzyczasie zaliczyłem trzy imprezy Pucharu Polski, w których stałem na podium, potem Mistrzostwa Polski, gdzie zdobyłem srebrny medal, no i to właśnie mnie zachęciło do tego, żeby iść dalej i próbować mierzyć się z innymi, skoro już na początku przygody z nordic walking osiągałem naprawdę dobre wyniki. I tak się zaczęły te regularne treningi i starty w zawodach międzynarodowych.

O.M.: Jesteś członkiem klubu TKKF Krzna Biała Podlaska – klubu, który również stawia na nordic walking w naszym mieście.

P.W.:  Zgadza się. Jest to organizacja sportowo-rekreacyjna, która w Białej istnieje już od dawna i działa na rzecz sportu i rekreacji – ogólnie. Kiedy klubem „zajęli się” państwo Marta i Marek Mandziukowie, zaczął się on fajnie rozwijać. Jest dużo imprez, dużo informacji o nich właśnie, co ważne to nie są tylko wydarzenia z Białej Podlaskiej, ale także z okolic. Ja w TKKF Krzna Biała Podlaska jestem członkiem. Wcześniej byłem członkiem Klubu Biegacza Biała Biega. To druga świetna organizacja, która w Białej „ruszyła” mówiąc wprost, bieganie i nordic walking. Potrzeba konkurencji, a może potrzeba po prostu rozwoju nordic walking sprowokowała TKKF do tego, żeby pójść w tym kierunku. W tym momencie Klub Biegacza Biała Biega działa głównie biegowo, a TKKF skupia się na nordic walking.

O.M.: W Białej nordic walking jest popularne?

P.W.: Coraz bardziej. Jeszcze ciągle widać braki jeśli chodzi o chęć współzawodnictwa, bo ciągle mamy 15 może 20 osób, które regularnie startują w zawodach, nie tylko lokalnie, lecz także wyjeżdżają gdzieś dalej. Jeśli chodzi o samo chodzenie z kijkami to tak, jest to bardzo popularne, widać to choćby na ulicach. Ja bym jeszcze chciał, żeby więcej osób korzystało z pomocy instruktorów. To jest prosta dyscyplina, ale moim zdaniem dobrze jest zdobyć od instruktora przynajmniej podstawy, żeby po pierwsze te kijki spełniały swoje zadanie, a po drugie, żeby to wszystko dobrze wyglądało i nie robiło nam krzywdy.

O.M.: To sport dla każdego?

P.W.: Absolutnie tak! Każdy kto tylko może się poruszać, może też chodzić z kijkami. Chodzą z nimi również dzieci, zdarza się, że naprawdę maluchy. Kiedyś na zawody kolega wziął trzyletniego syna, przeszedł z nim połowę dystansu, drugą połowę go przeniósł na plecach.

O.M.: Takie maszerowanie nie jest nudne?

P.W.: Nie jest. Wszystko to kwestia określenia co się chce osiągnąć i wypracowania właściwej formy. Jeżeli się ścigamy, bo są to zawody, to naprawdę jest takie wrażenie, że „aby szybciej do mety, bo już mam dość”, ale na treningu mi się na razie nie nudzi. Miałem co prawda chwilę kryzysu, chciałem już zacząć sobie szukać innej dyscypliny, ale szybko mi przeszło, bo jednak ciągnie mnie do tej rywalizacji w nordic walking. Zarówno w bieganiu, jak i w nordic walking jest dużo czasu na przemyślenia, możemy pobyć sami ze sobą, ze swoimi myślami…

O.M.: To terapia i relaks w jednym?

P.W.: Zdecydowanie. Wszelkie moje złości wyładowuję albo na nordic, albo na bieganiu.

O.M.: Jak zaczynałeś to miałeś jakiegoś swojego trenera? Jak to wyglądało?

P.W.: Nie. Ja się nauczyłem nordic walking już na studiach, dr Krzysztof Piech nas tego uczył. Potem miałem długą przerwę, bo wcale mi się ten sport nie podobał. Wróciłem do niego w trakcie rehabilitacji. Później na błędy, które popełniam zwracała mi uwagę Marta Mandziuk. Trenowałem tak naprawdę sam, choć w sumie ciężko to nawet nazwać treningiem, bo to było raczej na zasadzie „wychodzę z nudów, a ważne są dopiero zawody”. Teraz, od około roku współpracuję z trenerem w taki sposób, w jaki to faktycznie powinno wyglądać.

O.M.: Dużo masz medali i pucharów?

P.W.: Jestem trochę jak sroka, każda błyskotka mnie cieszy, każda ma swoją historię i każda ma swoje honorowe miejsce. Na medale mam specjalną ściankę, do której sobie to przyczepiam, na puchary już mi trochę miejsca brakuje, dlatego zacząłem się zastanawiać czy nie zrobić jakichś zawodów dla dzieci czy młodzieży i zacząć te swoje puchary rozdawać. Jak liczyłem pod koniec roku to mi wyszło około 150 medali (łącznie z tymi biegowymi) i chyba 70 albo 80 pucharów. Medale są za udział, puchary już za miejsca. Tylko w nordic walking nagradzane są zazwyczaj kategorie wiekowe. W tych lokalnych imprezach jest najczęściej jedna kategoria – open, ale w tych dużych wydarzeniach sportowych już dzieli się zawodników ze względu na wiek.

O.M.: Mamy w Białej taką dużą imprezę nordic walking, którą możemy się naprawdę pochwalić?

P.W.: Mamy nawet dwie. Pierwsza jest organizowana przez Klub Biegacza Biała Biega przy okazji pikniku biegowego, ale od zeszłego roku mamy taką typowo nordicową dużą imprezę – Puchar Lubelszczyzny (jeden z etapów).  W tym roku, we wrześniu będzie właśnie u nas  finał pucharu. Dystans: 5 km, 10 km i 21 km.

O.M.: Łatwiej jest przebiec 5 km czy łatwiej jest przemaszerować? 

P.W.: Kiedyś myślałem, że przemaszerować to żaden wysiłek, jak zaczynałem biegać to miałem problem, żeby przebiec 5 km ciągiem, to były raczej marszobiegi. Myślałem, że nordic jest dużo prostszy – do pierwszego startu, kiedy rzeczywiście musiałem się ścigać. Kiedy rok temu na zawodach założyłem pulsometr to średnie tętno na 5 km wyszło mi ponad 185! Tak więc jest to naprawdę duży wysiłek. Wydaje się, że nordic i bieg to podobne dyscypliny. To nieprawda, tu pracują troszkę inne mięśnie. Biegacz jak pójdzie na kije, to powie, że jest bardzo ciężko i na odwrót.

O.M.: Mnóstwo osób chodzi z kijami dla przyjemności, ale żeby wystartować w zawodach trzeba przełamać jakiś wewnętrzny opór i obawę, że „nie dam rady”? 

P.W.: Tu nie ma się czego bać. Jeżeli ktoś nigdy nie startował w imprezie nordic walking czy biegowej, bo to podobnie wygląda – trzeba spróbować choćby po to, żeby poczuć atmosferę. Ja pierwszy raz wystartowałem w pikniku biegowym, bo chciałem sprawdzić samego siebie – czy pokonam 10 km i jak się będę czuł. Zaskoczyło mnie to, kogo spotkałem. Wszyscy zachowywali się tak, jakbyśmy się od dawna znali. Nie było żadnej atmosfery rywalizacji. Właśnie dlatego warto spróbować. Nie trzeba być szybkim, nie trzeba być wytrzymałym, nieważne czy pokonanie trasy zajmie 30 minut czy godzinę.

O.M.: Czy ta niesamowita atmosfera, o której mówisz, jest też na tych naprawdę dużych imprezach?

P.W.: Tak! Wiadomo, na trasie jesteśmy rywalami, ale jak dochodzimy do mety czy przed startem zawsze jest miło.

O.M.: Jest taki  start, który szczególnie zapadł Ci w pamięć?

P.W.: Przypomina mi się mój pierwszy start za granicą. To były Mistrzostwa Słowacji, przy okazji mój pierwszy górski start. Trasa miała 14 km, dwie pętle po 7 km, mniej więcej po 300 m przeciwnik nadepnął na kijek i urwał mi przy okazji rękawiczkę. Ona jest na stałe przymocowana i do kijka, i do dłoni, więc bardzo ciężko było iść, już chciałem rezygnować, ale się zaparłem  i pomyślałem, że nie po to 500 km jechałem, żeby teraz rezygnować i udało mi się wygrać. Było trudniej, bo nie można było używać pełnej techniki, pojawiło się bardzo dużo odcisków na dłoni, ale przez to motywacja była silniejsza. To był mój pierwszy tytuł mistrzowski, zawsze jestem drugi albo trzeci. Na każdej imprezie coś się dzieje. Mało jest takich, które mijają bez echa. Czasem z kimś się rywalizuje, innym razem współpracuje, tak jak to było na przykład na Mistrzostwach Polski sztafet, na których byliśmy 8 kwietnia. Byłem w pierwszej zmianie naszej sztafety i trafiłem na chłopaka ze Szczecina, który na początku myślałem, że się ze mną ściga, ale szybko, bo już na 2 km ustaliliśmy, że my jesteśmy sztafetą męską, oni mieszaną, więc nie rywalizujemy ze sobą, a skoro tak, to możemy sobie pomagać. Zaczęliśmy więc robić zmiany – jeden szybciej, to drugi odpoczywa i na odwrót. No i tak razem już na pierwszej zmianie zrobiliśmy sześciominutową przewagę nad rywalami, no i dzięki temu jedna i druga sztafeta przywiozła medal.

O.M.: Masz takiego jednego przeciwnika, z którym zawsze rywalizujesz?

P.W.: Niestety nie, to dlatego, że tak jak wspomniałem w nordic walking mamy te kategorie wiekowe. W przypadku Pucharu Lubelszczyzny mam kolegę, który mi zawsze depcze po piętach, ale na szczęście mam nad nim trochę zapasu. Poza tym mam kolegę, który raz wygra ze mną, a raz ja z nim, ale on nie jest w mojej kategorii, więc jest to tylko takie wzajemne napędzanie się. Tak jak mówiłem o tej sztafecie – raz ja go podgonię, raz on mnie, żeby uciec konkurencji, ale ze sobą nie rywalizujemy. Na dużych imprezach startuję różnie, raz na 5 km i raz na 10 km, więc i wtedy konkurenci się zmieniają. Mogę więc walczyć z samym sobą. Życzę sobie tego, żeby trafił mi się taki przeciwnik, z którym będę się spotykał na zawodach, o którym będę widział, że on jest mocny i na mnie czeka. W tym roku startuję na 10 km cały sezon, między innymi w Pucharze Polski i Mistrzostwach Polski (w kilku edycjach), wiem, że mam tu konkurenta z Częstochowy, mam kolegę ze sztafety, ale indywidualnie konkurenta i wiem, że z nimi będzie ciężko. Toteż dlatego trenuje od grudnia, żeby dać radę, żeby było choć trochę łatwiej.

O.M.: Nordic walking to drogi sport?

P.W.: Nie. Potrzebujemy w miarę dobre buty, podstawowe sportowe ubranie i kijki. Takie dobrej jakości można kupić w cenie od 150 do 600 zł, ale kupuje się je raz na kilka lat. Drogie są jedynie wyjazdy na imprezy, takie duże, nie te lokalne. Niestety u nas na wschodzie ciężko jest ze sponsoringiem. Szukam sponsorów, ale mimo wyników, póki co nie ma ich. Sam muszę sobie radzić.

Akademia Zdrowia Santandera w Białej!

Gdyby kogoś nordic walking interesowało, gdyby chciał zacząć, ale nie wie jak, gdyby ktoś, chodząc już z kijkami chciał przekonać się, czy robi to właściwie – już powoli może zacząć zacierać ręce. W Białej rusza Akademia Zdrowia Santandera. To specjalny projekt, w który zaangażowane jest miasto, bank Santander oraz Polska Federacja Nordic Walking. O co chodzi?

– Będą to zajęcia nordic walking, które będą się odbywały w parku Radziwiłłowskim od 9 maja do końca sierpnia, w każdy wtorek o godzinie 18. Są to darmowe, około godzinne  zajęcia sygnowane przez Santander. Każdy może przyjść, skorzystać i przy okazji nauczyć się czegoś, poprawić swoją znajomość techniki nordic walking, a przy okazji wspomóc promocję tej dyscypliny w Białej. Chciałbym, żeby nasze miasto było znane z tego, że tutaj nie jedna czy dwie osoby biorą udział w zawodach, ale że po prostu coś się dzieje, że istnieje coś takiego jak „nordicowa” rekreacja – dodaje Piotr Wetoszka, który wraz z Martą Mandziuk będzie prowadził zajęcia.

Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
kontakt@pulsmiasta.tv

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.