tymoszynska-reklama

Językowe potyczki IV: Czy da się rozpracować kalki językowe?

„Bohaterką” tych Potyczek Językowych będzie kalka! Ale nie taka zwykła. To będzie kalka językowa! Cóż to takiego? Każdy coś słyszał, ale żeby tak wyjaśnić to już gorzej, prawda? Nic wielkiego. Wyjaśniamy… 

Kalką językową nazywamy wyraz lub wyrażenie złożone z rodzimych składników, ale zbudowane na wzór obcego wyrazu lub wyrażenia. Jasne? No to teraz z „polskiego na nasze”. Z kalkami jest tak, że niektóre tak bardzo „zadomowiły” się w polszczyźnie, że dziś przez nas nie są wcale odczuwane jako obce. Tak jest na przykład z wyrazem nastolatek, prawda? A zastanawialiśmy się kiedyś dlaczego właśnie tak? Jest to nic innego, jak kalka z języka angielskiego. Mamy tam bowiem słowo teenager. W polszczyźnie, choć obecnie znaczna ilość kalek pochodzi z angielskiego, mamy też dobrze znane nam rozpracować – a to z kolei zaczerpnęliśmy od naszych wschodnich sąsiadów (j. rosyjski) czy wywodzące się z niemieckiego tu leży pies pogrzebany.

Z angielskiego do polszczyzny „przywędrowały” m.in. drapacze chmur czy być na topie.

Stosowanie kalek językowych raczej nie jest pochwalane, bo mamy przecież w naszym języku całą masę wyrazów rodzimych. Niby tak, ale jakim jednym słowem zastąpimy nastolatka? Prawda, że trudno? Dlatego też niekiedy kalki po prostu wykorzystujemy i już. Taka nasza językowa wygoda.

Kalki do polszczyzny wchodzą dość niespodziewanie i niepostrzeżenie. Zdawaliście sobie sprawę, Drodzy Czytelnicy, że jeśli mówicie, że „macie coś z tyłu głowy” to kalkujecie wyrażenie angielskie. Co ono oznacza? Oznacza tyle, że pamiętamy o czymś, mam to na uwadze, ale nie zajmuje to nas całkowicie, nie myślimy o tym nieustannie. Czy po polsku nie można tego wyjaśnić? No niby można, ale znów, trzeba naprawdę dużo się nagadać, aby zostać właściwie zrozumianym. Jeśli mam coś z tyłu głowy to od razu każdy wie, co to oznacza i dodatkowe wywody na ten temat są po prostu zbędne. Jaki jest więc problem? Polskim wyrażeniom brak ekspresji, którą mają te wyrażenia obce. Niestety…

Po co właściwie kalki? To tak, jakby zapytać, po co nam zapożyczenia, których też przecież mamy mnóstwo i o których jeszcze będziemy pisać. No więc po co? Najprościej można powiedzieć, że kalki są przydatne do tego, aby język najdokładniej odzwierciedlał to, co chcemy powiedzieć, wyrazić, używając określonych słów i zwrotów. Ktoś, kto ma dystans do języka nie będzie widział w kalkach niczego złego, wręcz przeciwnie. Ponadto będzie się tymi kalkami bawił. Tak jak to jest w przypadku wyrażenia to mi zrobiło dzień. O co chodzi? O zdarzenie, sytuację, która spowodowała na przykład, że przez cały dzień mamy doskonały humor. Nie jest to może żaden językowy majstersztyk, ale brzmi zabawnie i wielu tego określenia właśnie używa. Dlaczego? No znowu właśnie dlatego, żeby nie opowiadać, o co nam chodzi, tylko zastąpić to krótkim wyrażeniem.

Są jednak kalki, na które poloniści szczególnie zwracają uwagę! Na przykład dokładnie! O zgrozo! – Słyszałem, że kupiłeś nowe auto – pyta kolega.  Dokładnie – odpowiada drugi. Ale co dokładnie? Dokładnie kupował? No chyba nie. Ku rozpaczy polonistów i purystów językowych słowo dokładnie jest bardzo często wykorzystywane w znaczeniu tak właśnie, właśnie tak. W przypadku tejże kalki pytamy: dlaczego używać dokładnie, skoro polskie, poczciwe właśnie wcale nie jest dłuższe, wyraża DOKŁADNIE to, co ma być wyrażone. Dlaczego więc? Z odpowiedzią na to pytanie pozostawiamy Was Drodzy Czytelnicy. Na tym kończymy rozważania na temat kalek. Miłego dnia! 

Ups! I to także jest kalka, także angielska! No i cóż, używać jej czy też nie? Zwykle Polacy życzyli sobie dobrej nocy, od pewnego czasu do języka przenikły inne wyrażenia i dlatego też na ich wzór życzymy sobie dobrego dnia, dobrego popołudnia, miłego wieczoru. Tę kwestię – używać czy nie używać tych konkretnych kalek – wyjaśnia wybitny językoznawca, z charakterystycznym dla jego wypowiedzi humorem: –  jestem zdania, że lepiej być miłym i grzecznym po angielsku niż niegrzecznym w najczystszej polszczyźnie – kwituje tę kwestię profesor Mirosław Bańko z Uniwersytetu Warszawskiego.

Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
kontakt@pulsmiasta.tv

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.