tymoszynska-reklama

Językowe Potyczki: Czy z frazeologizmami pójdzie nam jak z płatka?

Przez wszystkie lata studiów przekonywano nas, że prawdziwy polonista ma dwie biblie: Zarys Teorii Literatury, który, jak zwykł mawiać mój pan docent (który swoją drogą w karnawale przynosił faworki czy też chrust, za co wszyscy go uwielbiali) – książka ta ma leżeć przy łóżku, na szafce nocnej obok lampki! Drugą biblią polonisty (mi zdecydowanie bliższą) jest oczywiście Słownik Poprawnej Polszczyzny. Ja do tego dodałabym jeszcze słownik ortograficzny, bo błędy rażą! I słownik frazeologiczny, bo frazeologizmy, a może raczej ich pochodzenie, mogą zaciekawić. Dlatego też w tych Językowych Potyczkach mowa będzie o frazeologizmach… 

Zwykle, choć nie jest to regułą, znamy znaczenie poszczególnych związków frazeologicznych, ale czy zastanawialiśmy się kiedyś skąd właściwie się wzięły? Zacznijmy od wyrażenia poszło jak z płatka – oznaczającego, że coś poszło nam bardzo szybko, sprawnie. Skąd właściwie wziął się ów płatek? Najprawdopodobniej większość z nas myśli, że chodzi tu o kwiatek, tymczasem mowa o czymś zupełnie innym. Dawniej, kobiety handlujące różnymi towarami, głównie jedzeniem, na targowiskach, zawijały swoje produkty w kawałki tkaniny, aby móc jest szybko rozwinąć i wyłożyć na stół. Te właśnie fragmenty materiału nazywane były płatkami. Dlatego więc, gdy mówimy, że coś poszło jak z płatka, to znaczy, że udało się to zrobić tak szybko, jak te kobiety na targowisku rozwijały niegdyś swoje towary.

A co z wyrażeniem puścić coś płazem? Czy faktycznie chodzi o żabki czy węże? Zdecydowanie nie! Płaz, jak się okazuje, to określenie płaskiej części szabli albo miecza. Gdy dawniej jakiś złoczyńca otrzymywał karę w postaci płazowania, to uznawano to za akt miłosierdzia. Płazowanie bowiem bolało, ale nie raniło. Zatem określenie puścić coś płazem oznacza swego rodzaju akt miłosierdzia, odpuszczenie win.

Gdy chcemy zaś podkreślić, że mamy do czynienia z czymś godnym uznania mówimy – nie w kij dmuchał? Ale… czy można dmuchać w kij? W który koniec? Wyjaśniamy! Tu wcale nie chodzi o kij w znaczeniu ‘duży patyk’. Kijem nazywano niegdyś duży kielich. Gdy ktoś wypił całą jego zawartość bez wdmuchiwania do środka powietrza, czyli jednym tchem, otrzymywał „nagrodę”, czyli nie wlewano mu wody za kołnierz. Z tym też związany jest pewien dobrze znany frazeologizm, nie wylewać za kołnierz, co oznacza po prostu pić dużo alkoholu.

Ile wspólnego ma natomiast rozbieranie się z rosołem? Wyrażenie frazeologiczne rozebrać się jak do rosołu większości z Was zapewne przywodzi na myśl parującą zupę. Jedząc ją, robi nam się cieplutko i dlatego też się rozbieramy. Jak się okazuje, nic bardziej mylnego. Frazeologizm rozebrać się jak do rosołu związany jest z opowiastką. Dawno temu, pewien szlachcic bardzo się zadłużył, udał się więc do wojewody poznańskiego, aby ten odpuścił mu długi. Wojewoda chciał się jednak pozbyć upartego szlachcica, więc pewnego dnia, kiedy wszyscy na obiad dostali najprawdziwszy krupnik, szlachcicowi podano rozwodnioną i osoloną polewkę. Wówczas szlachcic zaczął się rozbierać. Wojewoda zadziwiony jego zachowaniem zapytał – panie, cóż ty robisz? W odpowiedzi usłyszał tylko – a no rozbieram się, nurka dam, to może jaką krupę złowię. Ponoć tak rozbawił wszystkich swoim zachowaniem, że na koniec dostał ten krupnik, którym wszyscy się zajadali, z porządnym kawałkiem mięsa.

Myślę, że mówiąc o frazeologizmach warto „wziąć na warsztat” również wolną amerykankę. Z tym wyrażeniem wiąże cała masa skojarzeń. Jedni o mówiąc o wolnej amerykance mają na myśli wolny fotel przeznaczony do spania – to zdecydowanie błędne rozumowanie!!! Innym po usłyszeniu zwrotu wolna amerykanka myślą od razu o samej Ameryce, gdzie wszystko wolno, mamy pełną swobodę i żadnych ograniczeń. Tymczasem frazeologizm, o którym mówimy odnosi się do… odmiany zapasów, w której wszystkie chwyty były dozwolone.

Było już miło, teraz będzie przerażająco! Mowa bowiem będzie o chłopcu do bicia. Wydawałoby się, że ten związek wziął się może z chłopięcej natury. Wszyscy znamy pewnie nie jednego rozrabiakę. Wydawać się więc mogło, że skoro najpierw napsocił, to potem musiał dostać karę, na przykład w postaci bicia (dziś takim praktykom mówimy zdecydowane NIE!). Jak się jednak okazuje, na dworze angielskim w XVII. wieku istniał specjalny urząd, właśnie chłopiec do bicia. Gdy mały królewicz coś przeskrobał, to właśnie ów chłopiec otrzymywał karę, niejako za niego. Wszystko w myśl zasady, że nie jest ważne, kto otrzymał karę, tylko, że ta kara w ogóle została wykonana.

Tym sposobem zdradziliśmy Wam tajemnicę poliszynela! Możecie czuć się wtajemniczeni. Frazeologizm ten oznacza bowiem rozpowszechnioną, wszystkim dostępną informację, którą niektórzy niesłusznie traktują, jako poufną!

A kimże był ów poliszynel? Nie, nie jest to żaden wielki uczony, ani myśliciel. Była to po prostu kłótliwa postać w klasycznym francuskim teatrze kukiełkowym, która zdradzała swoje sekrety i niecne zamiary publiczności, ale inne postaci o tych zamiarach nie wiedziały.

Ot i to cała tajemnica polskich frazeologizmów. Przeciętny użytkownik języka nawet nie zwraca na nie uwagi. To bardzo źle, bo związki frazeologiczne są dla naszej polszczyzny niezwykle ważne. Wzbogacają ją i uatrakcyjniają nasze wypowiedzi. Warto więc ich używać, ale tylko poprawnie!

Już za tydzień słów kilka o zapożyczeniach i o tym, czy język polski, taki piękny i bogaty, faktycznie taki byłby gdyby nie one właśnie.

Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
kontakt@pulsmiasta.tv

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.