tymoszynska-reklama

EXTREMalny bieg i zaskakująca frekwencja. Taki był tegoroczny Extreme Power Run

Extreme Power Run to impreza biegowa, jakiej próżno szukać w okolicy. Jak sama nazwa wskazuje, jest to ekstremalny bieg z przeszkodami, którego pomysłodawcami i organizatorami są: Klub Biegacza Biała Biega oraz firma Time2Go, zajmująca się profesjonalnym pomiarem czasu. W sobotę Extreme wystartował po raz drugi i z pewnością nie ostatni.

6 kilometrów i 26 specjalnie przygotowanych przeszkód. Piach, woda, błoto, ogień – wszystko czego dusza zapragnie! Oto co czekało na uczestników tegorocznego biegu. W II. edycji Extreme Power Run wzięło udział prawie 200 osób! Taka liczba była zaskoczeniem nawet dla samych organizatorów. Oczywiście pozytywnym zaskoczeniem. Zapisy na bieg trwały właściwie do samego startu. Wszystkich biegających podzielono na pięć czterdziestoosobowych grup, które startowały w sześciominutowych odstępach. Wszystko po to, aby uniknąć „korków” na trasie i przy przeszkodach.

Extreme Power Run organizowany jest w Woskrzeniach Dużych na terenie kopalni piasku. Taka lokalizacja pozwala  na przygotowanie trasy, która z pewnością nie będzie nudzić, a wręcz przeciwnie – zaskakiwać!  Jakie przeszkody czekały na śmiałków, którzy zdecydowali się na udział w biegu? Sterty opon, czołganie się pod drutem kolczastym, pod siatką, ściany strażackie, ścianki wspinaczkowe, rowy z wodą, ruchome mostki, mosty linowe, podbiegi i cała masa innych „atrakcji”, po pokonaniu których na metę wpadali ubłoceni, obsypani piaskiem, mokrzy, ale usatysfakcjonowani zawodnicy!

Czym jest Extreme? Dla tych, którzy biegają na co dzień z pewnością jest szansą na spotkanie z innymi biegaczami, na udział w kolejnej nietuzinkowej imprezie, na sprawdzenie swoich możliwości (i być może porównanie z rokiem ubiegłym), a także zdobycie kolejnego medalu do kolekcji. Niezależnie od tego, czy biegamy od lat, czy dopiero zaczynamy naszą przygodę, EPR jest szansą na doskonałą zabawę, emocje i „zarażenie” się pasją do biegania!

Na tegorocznym Extremie każdy chciał się sprawdzić. Byli jak zwykle ci, których regularnie spotykamy na imprezach biegowych, jak również ci, którzy dopiero zaczynają swoje starty. Dlaczego właściwie pojawili się w sobotę (13 maja) w Woskrzeniach?

– Wcześniej uprawiałem różnego rodzaju aktywności i było ich wiele, ale Extreme Power Run to dla mnie całkiem nowa przygoda. Już po poprzedniej edycji znajomi wiedząc, że jestem aktywny, namawiali mnie, abym wziął udział w kolejnej edycji, za rok. Moje jedyne przygotowanie do tego biegu to wznowienie biegania, które kiedyś uprawiałem. Dwa tygodnie przed EPR biegałem po 5 km trzy razy w tygodniu i taka rozgrzewka wystarczyła, aby przyzwyczaić mięśnie i nie mieć zakwasów po biegu z przeszkodami. Zakwasy jednak się pojawiły. Nie w nogach, ale w innych partiach mięśniowych, które były zaangażowane do pokonywania 26 przeszkód ustawionych na trasie. Niektóre z nich były dla mnie zupełnym zaskoczeniem. Brak stresu przed biegiem i luźne podejście do zabawy nie zmusiło mnie specjalnie nawet do przejrzenia listy przeszkód. Zapoznawałem się z nimi podczas biegu. Extreme Power Run to szansa przebywania z ludźmi, którzy ciągle chcą być dużymi dziećmi. Zimna woda, błoto, piasek, wspinanie się i towarzyszące temu głośne okrzyki świadczą o tym, że to są Ci właśnie ludzie, z którymi chcę przebywać. Wydarzenie było bardzo sprawnie zorganizowane i należy się podziw i szacunek dla jego sprawców – mówi Marek Maliszewski, który w tym roku pierwszy raz (jako zawodnik)pojawił się na Extreme Power Run.

Extreme to nie tylko bieganie, to nie tylko przeszkody, ale przede wszystkim atmosfera okraszona niemałą dawką adrenaliny! Prawdopodobnie dzięki niej wydarzenie staje się coraz bardziej popularne. Rywalizacja i chęć zwycięstwa to jedno, ale w Woskrzenicach widać było, że ci wszyscy, a przynajmniej znaczna większość, przyjechała na Extreme, żeby się po prostu dobrze bawić! Stąd też nikogo nie dziwiło to, że zawodnicy pomagali sobie nawzajem. W tym biegu nie liczą się miejsca! Najważniejsze to go ukończyć, bo na mecie wszyscy są zwycięzcami.

Na tegorocznym EPR pojawili się też ci, którym impreza przypadła do gustu już w poprzednim roku. Dlaczego startują, jak się przygotowują?

– Do biegu przygotowywałem się biegając po górkach w parku Radziwiłłowskim czy biegając po drogach polnych, których wokół Białej Podlaskiej nie brakuje. Poza tym, co drugi dzień robiłem sobie ćwiczenia siłowe, ponieważ wiedziałem, że trzeba się będzie wspinać na ścianę, na opony, więc podciąganie, uginanie na poręczach, przysiady z wyskoku itp. A wrażenia? Niesamowite. Doping na trasie, dzięki temu ogromna motywacja, żeby jak najszybciej dobiec do przeszkody, aby nie musieć czekać, bo tworzyły się kolejki, ale tego nie da się uniknąć. Organizatorzy, dzieląc nas na grupy i tak zrobili ile się dało, aby tego tłoku nie było. Ta edycja pod względem organizacyjnym była dużo, dużo lepsza od poprzedniej, ale można się było tego spodziewać. Organizatorzy, doświadczeni poprzednią edycją EPR wyeliminowali, na tyle, na ile to możliwe, wszystkie błędy, tak aby impreza przebiegła tak sprawnie, jak tylko to możliwe. Tak przy organizacji EPR, jak i przy organizacji każdej innej imprezy, doświadczenie zawsze minimalizuje ryzyko błędów. Zawsze jest jednak ten czynnik ludzki, którego przecież nie można wyeliminować – dodaje Krzysztof Iwan, reprezentujący OSP Sidorki, dla którego to już drugi start w Extreme Power Run.

Nie będzie chyba przesadą, jeśli powiemy, że w tej chwili Extreme to jedna z najgłośniejszych imprez w okolicy. Nie byłoby jej oczywiście, gdyby nie sponsorzy, gdyby nie ludzie z pasją, bez reszty oddani bieganiu, którzy przygotowując to wydarzenie poświęcali swój czas, mając w zamian tylko, a może raczej aż satysfakcję. Jak w ubiegłym roku w pomoc przy organizacji Extreme włączyli się strażacy z OSP Sidorki, którzy dla uczestników również przygotowali kilka przeszkód, poza tym kluby fitness też miały w tym „procederze” niemały udział.

Skąd się właściwie wziął ten Extreme Power Run w głowach organizatorów?

– Nie ma nigdzie w okolicy takiej imprezy jak nasza. Najbliższa jest chyba w Warszawie. Ludzie, którzy biegają na co dzień, ale nie tylko, bo też chodzą na siłownię, uprawiają cross fit, chcą się gdzieś sprawdzić. Niekoniecznie chcą jednak jechać daleko, bo to się wiąże z kosztami. Drugi powód to taki, że dziś dla wielu biegających, pokonanie dystansu maratońskiego nie jest wcale wielkim wyzwaniem, a spróbowanie swoich sił w czymś innym to właśnie daje taką radość, zadowolenie i oczywiście podbudowanie samego siebie, uwierzenie we własne możliwości – mówi jeden z organizatorów Dariusz Trębicki.

W tym roku, podobnie jak w roku ubiegłym najlepszym okazał się zawodnik z Białorusi – Aliaksandr Aniskevich, który dystans 6 km pokonał w czasie 00:27:23. Drugi na mecie zameldował się Wiktor Waszczuk (00:27:27), a trzeci był Tomasz Skraburski (00:30:01). Wśród pań równych sobie nie miała Patrycja Prudaczuk, która tegoroczny Extreme ukończyła z czasem 00:33:53.

Jak zapewniają organizatorzy, Extreme Power Run to bieg dla każdego! Nawet jeśli wydaje nam się, że nie mamy szans na pokonanie przeszkody tej czy innej, możemy być pewni, że znajdzie się cała masa chętnych do pomocy osób!

Zatem bez obaw! Trenujemy i widzimy się za rok!

 

This slideshow requires JavaScript.

Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
kontakt@pulsmiasta.tv

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.