tymoszynska-reklama

Nie chcę, ale muszę: Odlot na samo dno. Coraz młodsi ludzie sięgają po narkotyki

– Państwo polskie doświadczyło tzw. narkotykowej porażki. Nie chodzi o to, że zamiataliśmy sprawę pod dywan, ale o to, że od dekady nie jesteśmy w stanie wdrożyć skutecznej profilaktyki. To, że ostatnio polska młodzież szkolna ma tych programów profilaktyki aż nadto, pokazuje tylko, jak duża jest skala problemu. To realna odpowiedź na to, co się w tej chwili dzieje – mówi Anna Stolarczuk trener do spraw profilaktyki uzależnień i przeciwdziałania przemocy, sądowy kurator społeczny i przewodnicząca Komisji Rozwiązania Problemów Alkoholowych w Białej Podlaskiej.

Czy rzeczywiście jest aż tak źle? Jak pokazują statystki to nie wybujała wyobraźnia, to fakty. Coraz młodsi ludzie sięgają po narkotyki i inne środki psychoaktywne. Najbardziej przerażające jest to, że ich kreatywność nie zna granic i sami „bawią” się małych chemików i producentów jednocześnie. Często bazę ich produktów stanowią powszechnie dostępne leki czy przyprawy, które każdy z nas ma w swojej kuchni.

Dlaczego używanie substancji psychoaktywnych jest tak niebezpieczne, a sam temat tak ważny?

Blisko połowa samobójstw jest związana ze stosowaniem substancji psychoaktywnych właśnie. Ponadto 1/3 zatruć toksykologicznych wynika z przedawkowania lub „niewłaściwego” stosowania lekarstw. Jeśli zaś chodzi o wiek, w którym młodzi ludzie zaczynają już sięgać po narkotyki to jest to zaledwie 14 lat! Niestety ta granica wieku sukcesywnie się obniża.

Warto zaznaczyć, że nie każdy, kto w wieku 14 czy 15 lat spróbuje czegoś, co nazywamy substancją psychoaktywną, od razu się od niej uzależni. W większości przypadków będzie to po prostu tylko inicjacja. Jest jednak jedno „ale”… u wielu młodych na jednym razie się nie kończy. Czasem namawiają koledzy, czasem młodzi tłumaczą sobie sami, że potrzebują, żeby na przykład szybciej opanować materiał na studiach, czasem dzieciaki w ten sposób starają się zwrócić na siebie uwagę najbliższych, a czasem – do czego sami się przyznają – mają za dużo pieniędzy i w ten sposób je wydają!

Przerażające jest to, że pierwszą styczność z narkotykami młody człowiek niejednokrotnie ma już w przedszkolu! Tak! Ile razy widzieliśmy na nadgarstku naszej pociechy tatuaż? Często, bo to takie fajne, ktoś dziecku to dał, ono natychmiast to sobie nakleiło. Na nadgarstku mamy najcieńszą warstwę skóry, a ten fajny tatuaż, który mamy sobie nakleić jest nasączony różnymi substancjami psychoaktywnymi. Dziecko, które naklei sobie coś takiego na rączkę po pewnym czasie poczuje się przyjemnie. To będzie tak miłe uczucie, że za kilkanaście lat, aby poczuć się równie błogo będzie w stanie zapłacić każde pieniądze. Tak oto kartele narkotykowe pozyskują swoich klientów!

Jak przekonuje Anna Stolarczuk problem uzależnienia od substancji psychoaktywnych (mówiąc najogólniej) często wiąże się z tzw. bezstresowym wychowaniem. To z kolei twór przedziwny, bo właściwie nieistniejący, tak jak i samo pojęcie, ukute nie przez psychologów, ale przez media rzecz jasna. – Dzieciom należy stawiać granice, trzeba mówić, co jest dobre, a co złe. Życie nie jest bezstresowe! Im szybciej one to zrozumieją, tym dla nich lepiej. Ponadto, gdy dziecko nie czuje zainteresowania ze strony rodzica, gdy ten nie ma dla swojej pociechy czasu, nie obchodzą go problemy, z którymi młody człowiek każdego dnia musi się mierzyć, wówczas ucieka on tam, gdzie na chociaż odrobinę tego zainteresowania może liczyć. Niejednokrotnie wiąże się to z sięganiem po różne substancje – tłumaczy Anna Stolarczuk.

Rodzice często bagatelizują problem, gdy sprawa wymyka się spod kontroli zaczyna się lament…

– Niejednokrotnie wina leży po stronie rodziców, którzy bagatelizują problem i uważają, że sami wyleczą dziecko z uzależnienia. Gdy mamy takowe podejrzenie, nie wolno nam działać na własną rękę. W tym przypadku sprawy trzeba powierzyć specjalistom leczenia uzależnień. Potrzebna wówczas będzie terapia farmakologiczna, ale i psychoterapia. Ani rodzice, ani nauczyciele w szkole z tym problemem sami sobie nie poradzą – mówi nam Anna Stolarczuk.

„Jestem już za duży, żeby być dzieckiem, ale jeszcze za mały, żeby być dorosłym”

Od czego właściwie może zaczynać się problem uzależnienia? Najczęściej pierwsze jego symptomy pojawiają się w tzw. trudnym wieku. Młody człowiek wówczas szuka, eksperymentuje…, a jak wiadomo zakazany owoc smakuje najlepiej. Jak przekonuje Anna Stolarczuk ogromny wpływ na takiego nastolatka ma niestety jego otoczenie.

– Dzieci w ogóle nie są asertywne, chociaż doskonale wiedzą czym ta asertywność jest, definicję mają w małym paluszku, ale nie stosują jej w praktyce. Dlaczego? Bo nie chcą być wykluczone spoza grupy rówieśniczej i ulegają. Dlaczego to wszystko jest tak niebezpieczne? Ponieważ od niedawna mamy na rynku nowe substancje, chociażby dopalacze, które są niezwykle niebezpieczne. Niejednokrotnie jest tak, że już po pierwszym razie, kiedy młody człowiek zażyję taką tajemniczą mieszankę, jaką są dopalacze, może po prostu umrzeć – dodaje pani trener.

Dopalacze to jedno, ale popularna „trawka” to przecież nic takiego, to „miękki narkotyk”, on nie uzależnia… Ot, taki przykład wpływu mediów na nasze umysły! Czym są twarde i miękkie narkotyki? No właśnie tworem, wykreowanym przez media, niemającym nic wspólnego z rzeczywistością. Jednak młodzi ludzie szybko podchwycili ten nieistniejący podział i przekonują, że wspominania  marihuana przecież nie uzależnia!

W rzeczywistości narkotyki możemy podzielić tylko w jeden sposób. Na te, które pobudzają pracę mózgu i te, które ją spowalniają. W tym miejscu warto dodać, że według badań prawie połowa studentów pierwszego roku medycyny zażywa amfetaminę, aby móc przygotować się do trudnych egzaminów z anatomii. To paradoks, prawda? Ludzie, którzy doskonale znają mechanizmy działania narkotyku, wiedzą, jakie szkody może on poczynić w ich organizmie, a jednak mimo to sięgają po niego, wspomagają się nim.

Każda substancja działa inaczej, każda powoduje w naszym organizmie inne zmiany. Popularna „trawka” najprawdopodobniej po jednokrotnym jej zażyciu nas ani nie uzależni, ani nie zabije, ale z metaamfetaminą jest już zupełnie inaczej. Jest to niezwykle silny narkotyk, pochodna amfetaminy, której już jedna dawka może nas uzależnić.

Wypijesz i odlecisz!

Ciekawostką z pewnością będzie też fakt, że tak chętnie kupowane przez nas napoje energetyczne również zawierają mnóstwo szkodliwych i uzależniających substancji. Jak mówi Anna Stolarczuk, dobrym rozwiązaniem mogłoby być wprowadzenie zakazu ich sprzedawania osobom poniżej 18. roku życia. Tymczasem nikogo nie dziwi widok dziecka, biegnącego za mamusią i trzymającego w ręce szeroko reklamowany napój, który „doda Ci skrzydeł”.

Takie zachowanie rodziców to ogromna porażka! Świadomość nas – dorosłych, jest w kwestii energetyków właściwie żadna! Nie zdajemy sobie sprawy, jakie szkody taki napój może wyrządzić naszemu dziecku. Co ważne, mało kto z nas czyta etykiety, a na nich wyraźnie napisane jest, że jest to produkt przeznaczony dla osób dorosłych! Problem zauważmy dopiero wówczas, gdy z naszym dzieckiem zaczyna dziać się coś dziwnego, niepokojącego. Wtedy najwięcej pretensji rodzic ma do szkoły. A to nie jest dobry kierunek!

Czy z takiego uzależnienia można się wyleczyć?

– To właściwie niemożliwe. Osoba uzależniona pracuje po to, aby utrzymać się w abstynencji. Całkowite wyleczenie jest właściwie niemożliwe. Z uzależnienia fizycznego można się wyleczyć, bo jest przecież farmakologia, ale z uzależnieniem psychicznym pozostajemy właściwie do końca życia – przekonuje pani trener.

Wracamy do punktu wyjścia. Przykładem narkotyku, który tak silnie uzależnia psychicznie jest ta niepozorna marihuana, wokół której narosło już tyle mitów. Oczywiście, nie możemy nikomu powiedzieć, że od zapalenia jednego skręta natychmiast umrze, bo nie jest znany taki przypadek, ale…

– Sytuacja z Krakowa: studenci bawili się na domówce. Pili alkohol, palili marihuanę. Kiedy coś im się skończyło postanowili pójść do sklepu, żeby uzupełnić braki. Nie byłoby rzecz jasna w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że oni do tego sklepu wyszli przez balkon na siódmym piętrze. Oni nie mieli świadomości, że trzeba zjechać winą na dół. Tak oto marihuana w połączeniu z alkoholem wpłynęła na ich postrzeganie rzeczywistości – mówi nam Anna Stolarczuk.

Dodajmy jeszcze, że zapalenie jednego skręta pozostawia w płucach o 1/3 substancji smolistych niż zapalenie papierosa. Dla jasności – nie promujemy teraz palenia papierosów, jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju używki, lepiej od nich stronić.

Przy okazji marihuany warto rozprawić się z jeszcze jednym mitem, a mianowicie z tym, że ten narkotyk do doskonały sposób na poprawę humoru. Wszystko jak się okazuje zależy od wyjściowego stanu naszej psychiki! Jeśli jesteśmy szczęśliwi i zadowoleni to jeszcze przysłowiowe „pół biedy”, ale jeśli młody człowiek nie jest w najlepszej formie psychicznej, to po zażyciu marihuany jego zły nastrój tylko się pogłębi. Stąd też myśli samobójcze, próby samobójcze, niejednokrotnie udane.

– Myślę, że w tej chwili możemy mówić o „katastrofie wychowawczej”. Nigdy wcześniej nie był znany tak duży popyt na te produkty (narkotyki/dopalacze – przyp.red.). Problem leży w podaży, a nie w popycie. Gdyby nie było zapotrzebowania na te produkty, to i ich byłoby mniej. Gdy mówimy o przyczynach sięgania po substancje psychoaktywne to my widzimy jedynie wierzchołek góry lodowej. Te prawdziwe są głęboko ukryte. Być może są to niepowodzenia w  szkole, kłopoty z rówieśnikami czy problemy w domu rodzinnym. Prawda bywa niestety trudna do zaakceptowania, ale jeśli z dzieckiem zaczyna się coś dziać: kłopoty z zachowaniem, niewłaściwe zachowania na terenie szkoły, używki – przyczyny tych zachowań w 90% przypadków należy zacząć szukać w domu – przekonuje Anna Stolarczuk.

Eksperymenty z lekami nowym sposobem na „odlot”?!

– Zauważono, że od ponad czterech lat dzieci i młodzież wykorzystują leki w celach pozamedycznych! Dlatego chociażby doszło do nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii pod kątem leków i wprowadzono zapis, że te leki, które zawierają substancje takie jak np. pseudoefedryna, mogą być kupowane wyłącznie przez osoby dorosłe. Farmaceuta, który ma wątpliwości, czy jego klient na pewno jest pełnoletni ma prawo poprosić o dowód – tłumaczy Anna Stolarczuk.

W ostatnim czasie wiele dyskusji toczy się wokół medycznej marihuany. Jedni chcą jej legalizacji, inni uważają, że to zło! A jak jest naprawdę?

– Konopie z reguły zawierają bardzo dużo kanabinoli, ale potrzebna jest ich modyfikacja, żeby mogły być użyte w medycynie. Ponadto aktualnie nowe odmiany marihuany są zupełnie inne, jeśli chodzi o zawartość THC niż kiedyś. Mają o wiele silniejsze działanie psychoaktywne, a co za tym idzie, bardziej uzależniające – wyjaśnia pani trener.

Narkotyki, dopalacze, leki – wszystko to, choć pozornie wydaje się dobrodziejstwem, bo inaczej tak wiele osób by po to nie sięgało, tak naprawdę jest złem w najczystszej postaci.

U młodego człowieka zażywającego środki psychoaktywne często pojawia się syndrom demotywacyjny – niechęć do szkoły, do uczestniczenia w życiu społecznym, do kontaktów z rodziną. Anna Stolarczuk przekonuje, że rodzice, obserwując swoje dziecko pod kątem zażywania przez nie niepożądanych substancji nie powinni patrzeć na szerokość źrenic, ale na zachowanie. Na to, jak bardzo ich „nowe” dziecko różni się od wcześniejszego. Jeśli było spokojne, a nagle stało się nadpobudliwe to znak, że coś się dzieje.

Groźny MIX, czyli dopalacze!

Choć często wyglądają niewinnie, jak zwykłe cukierki, niejednokrotnie już po pierwszym ich zażyciu powodują zgon! Dopalacze, bo o nich mowa to w tej chwili prawdopodobnie najniebezpieczniejsze substancje na rynku. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że w swoim składzie zawierają zarówno to, co pobudza i to, co spowalnia pracę naszego mózgu. To bez wątpienia po prostu mieszanka wybuchowa, która w sferze zachowań objawia się dziką, niemalże zwierzęcą agresją. Dopalacze są niebezpieczne i często również śmiertelne z drugiego powodu, a mianowicie ich skład to jedna wielka niewiadoma. Tak naprawdę w tej niewinnej pastylce może być wszystko i właśnie dlatego bardzo często lekarze w szpitalach, do których trafiają pacjenci po dopalaczach, nie mają pomysłu , jakie środki podać, aby ratować ich życie.

W 2015 roku również w czasie wakacji media wszem wobec przestrzegały przed MOCARZEM, który kolokwialnie mówiąc „położył” Śląsk. Ogromna ilość zatruć tym dopalaczem rozbudziła w nas wszystkich potrzebę rozmawiania i przestrzegania przed tego rodzaju środkami. Potem szybka akcja policji i innych służb, zamykanie kolejnych „sklepów kolekcjonerskich” i wreszcie względny spokój. I właśnie… nie spokój, a uśpiona czujność! Bo przecież czarny rynek zawsze istniał i zawsze był otwarty. Gdy jeden sprzedawca został namierzony, na jego miejscu pojawiało się pięciu nowych, którzy chętnie dostarczali potencjalnym klientom pożądany towar. Towar, który zwykłego człowieka zmienia w zwierze, wydające z siebie nieludzkie odgłosy, mające przedziwne wizje i nieprzeciętną siłę. Człowiek po dopalaczach to w szpitalu pacjent szczególnej troski, którego pilnuje policja, a gdy zachodzi taka potrzeba uspokaja go czy unieruchamia połowa personelu.

Wielu osobom, zwłaszcza młodym, wydaje się, że dopalacze to temat wyolbrzymiony, chodzi przecież o to, żeby straszyć! Ale skoro nie ma w nich niczego, co mogłoby szkodzić, dlaczego nie można ich legalnie kupić na przykład w aptece czy supermarkecie? Nad tym zazwyczaj nikt się nie zastanawia. Na policjantach, którzy w swojej pracy widzieli już wiele, widok osoby po zażyciu środków takich jak MOCARZ nie robi już być może wrażenia, jednak za każdym razem skłania do refleksji i zadawania pytań: dlaczego młody człowiek, mający przed sobą najlepsze lata, już teraz rujnuje sobie życie!? Bo widok człowieka po dopalaczach to nie widok zwyczajny – jak na przykład pijanego osobnika na ławce w parku. Człowiek po dopalaczach to bezsilny wrak, pozbawiony resztek człowieczeństwa, zasługujący jedynie na nasze współczucie. Niejednokrotnie młodzi ludzie po zobaczeniu swojego kolegi, który eksperymentował z takimi substancjami przeżywają szok, który całkowicie zmienia ich system myślenia i ich system wartości. Pytanie tylko, czy rzeczywiście nic innego poza takimi dramatycznymi obrazami nie jest w stanie przemawiać do zdrowego rozsądku?

Wracając do 2015 roku, dlaczego akurat MOCARZ okazał się tak niebezpieczny?

– Nazwałabym to porażką systemu. 1 lipca 2015 roku weszła w życie nowelizacja ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, która wprowadziła 114 substancji, występujących w dopalaczach, jako zakazanych. Ustawa ta paradoksalnie zwiększyła  liczbę zatruć dopalaczami, bo jak się później okazało, producenci MOCARZA dowiedzieli się, że substancje, które on zawierał będą już zakazane, wobec tego postanowili zorganizować „wyprzedaż”. Wówczas MOCARZ był bardzo tani, mógł go kupić właściwie każdy – mówi Anna Stolarczuk.

Problem dopalaczy pojawił się tak naprawdę w 2008 roku w Łodzi. Nagle okazało się, że nie mamy żadnych instrumentów prawnych, żeby zamykać sklepy, które takimi specyfikami handlują. Potem były kolejne ustawy i ich nowelizacje, jednak do dziś właściwie temat ten nie zostaje zamknięty. Gdy już udało nam się pozamykać sklepy stacjonarne, cały czas pozostaje problem sklepów internetowych i cały czarny rynek, który ma się bardzo dobrze.

Na czym polega problem? Na ludzkiej głupocie? Trochę na pewno. Na bezduszności sprzedawców? Bez wątpienia. Na lukach prawnych? Pewnie też. Problem polega również na tym, w jaki sposób dopalacze trafiają do obiegu. A trafiają tam, najkrócej mówiąc, bez żadnej kontroli! Żeby lek został dopuszczony do stosowania przez pacjentów przeprowadza się szereg testów. W przypadku dopalaczy, te testy robi się na ludziach, którzy zażywają dany specyfik. Reakcje nie są możliwe do przewidzenia! Niejednokrotnie bywa tak, że jakiś składnik dopalaczy trafia na listę substancji zakazanych, tu pojawia się pole do popisu dla chemika-twórcy. Wystarczy jedynie lekka modyfikacja cząsteczki i można gotowy już produkt wysyłać na rynek.

– Nigdy nie dogonimy chemików w wymyślaniu substancji, które będą zmieniały sposób postrzegania rzeczywistości przez tych młodych ludzi. Teraz „modne” są dopalacze czy leki, ale za dwa, trzy lata na topie będzie już coś innego. Sposobem na walkę z uzależnieniami młodych jest właściwe zarządzanie czasem, sukcesem, talentem. To jest trudna praca, ale warto! Po drugie – kwestia gospodarcza. Chodzi o to, żeby dilerzy nie musieli sprzedawać narkotyków czy dopalaczy, tylko mogli znaleźć sobie normalne zajęcie. Ponadto, leczmy przyczyny społeczne. Róbmy wszystko, żeby ci młodzi ludzie nie mieli w ogóle chęci sięgania po dopalacze. Kiedyś nie było tak silnej potrzeby wspomagania się. No i wreszcie apel czy przestroga dla rodziców – obserwujmy swoje dzieci! Nie bagatelizujmy problemu. Dobrze wiemy, że internet jest doskonałym źródłem informacji, pozbawionym jakiejkolwiek cenzury, gdzie można znaleźć wszystko! Starajmy się być na bieżąco z tym, co nasze pociechy robią w sieci – podsumowuje Anna Stolarczuk.

 „Rujnują swoje zdrowie, słono za to płacąc”

Brnąc przez temat narkotyków i dopalaczy docieramy wreszcie do nich – do dilerów, czyli tych „złych”. Jak się okazuje, handlarze wcale nie czują się winni, że sprzedają ludziom substancje, które mówiąc wprost mogą być dla nich śmiertelnym zagrożeniem! Wypowiedź jednego z dilerów:

– I cóż z tego, że handluję truciznami, wykorzystuję tylko sytuację, bo jeśli nie ja, to ktoś inny by to zrobił. Skoro ludzie na własne życzenie chcą się truć, słono za to płacąc, to dlaczego miałbym im tych świństw nie dostarczać –.

Brzmi przerażająco, prawda?! Można się teraz zastanawiać czy człowiek, które wypowiada takie słowa ma w ogóle sumienie? Czy dla pieniędzy jest w stanie zrobić wszystko? Te wszystkie pytania są jak najbardziej uzasadnione, ale zastanówmy się, czy w gruncie rzeczy ten diler nie ma trochę racji?! Ludzie, którzy zażywają narkotyki robią to na własne życzenie, przecież nikt ich do tego nie zmusza! Dodatkowo płacą niejednokrotnie naprawdę duże pieniądze, aby tylko dostać swoją „działkę”. Nie będziemy tu oczywiście rozstrzygać kto jest bardziej, a kto mniej winny w tej sytuacji, nie o to chodzi. Chodzi zaś o nasze społeczeństwo, które po prostu specjalizuje się w ocenianiu innych. Dilera bezdyskusyjnie oceniamy negatywnie, bo sprzedaje narkotyki. Człowieka uzależnionego też ocenimy negatywnie, znajdziemy jeszcze mnóstwo słów i epitetów, które będą go określały. Niejednokrotnie słyszy się, że do osób, które zatruły się np. dopalaczami nie powinno się wysyłać karetki! Bo w tym czasie może być potrzebna komuś, kto sam sobie życia nie rujnuje. Może zanim zaczniemy sądzić, zastanowimy się nad tym, kto dał nam prawo wydawania wyroków i takich radykalnych ocen. Tego właśnie oceniania boją się, choć pewnie nigdy się do tego nie przyznają, rodzice tych wszystkich osób uzależnionych, którzy sami starają się leczyć swoje pociechy. Nie mają jednak świadomości, że ukrywając problem – szkodzą własnym dzieciom. Tym sposobem wpadamy w błędne koło! A nie o to przecież chodzi. Chodzi o to, aby skutecznie walczyć z narkomanią. W jaki sposób?

– Na pewno jest nam potrzebny, dopasowany do dzisiejszych realiów, program profilaktyki. Ponadto potrzebne nam są zmiany w zakresie prawa, bo kolejne nowelizacje ustawy nic nie dają. Zakażemy jednej substancji, w jej miejsce powstanie dziesięć nowych. Jest propozycja, aby w nowelizacji ustawy zamieścić zapis o izomerach i homologach substancji psychoaktywnych. W tej sytuacji wszystkie dopalacze stałyby się nielegalne, niezależnie od składu – przekonuje Anna Stolarczuk.

Nie pozostaje więc nic innego, jak cierpliwie czekać na działania naszego rządu w zakresie przeciwdziałania narkomanii.

Narkotyki – to nas dotyczy!

Wielu wydaje się, że narkotyki czy dopalacze to problem wielkich miast. Wielkich miast i bogatych ludzi. Media zresztą utwierdzają nas w tym przekonaniu, prezentując co jakiś czas fotografię znanego celebryty z czarną opaską na oczach, do tego krzykliwy tytuł koniecznie ze słowem „amfetamina” albo „narkotyki”. Prawda jest jednak diametralnie inna! Narkotyki i dopalacze są wszędzie! Nie tylko Warszawa, Poznań czy Łódź, ale także małe miasteczka i wioski. Tam również ten narkotykowy rynek bardzo prężnie działa. Podobnie jest w szkołach. W niektórych wioskach czy małych miasteczkach nauczyciele z dumą zapewniają, że „u nas narkotyków nie ma w ogóle”. To bardzo naiwne myślenie. Jeszcze do niedawna Biała wielu osobom także wydawała się miejscem, gdzie o substancjach psychoaktywnych słyszy się w tylko w telewizji. Kompletna bzdura. Niejednokrotnie dilerom łatwiej jest uśpić czujność służb w małym niepozornym miasteczku. Nie tak dawno słyszeliśmy przecież o akcji Centralnego Biura Śledczego w małej wiosce w gminie Tuczna. Czy w tej sytuacji, takich miejsc problem narkotyków faktycznie nie dotyczy?

Jak sytuacja wygląda w naszym mieście?

W pierwszym półroczu 2017 roku stwierdzono 89 przestępstw z Ustawy o Przeciwdziałaniu Narkomanii, zarzuty usłyszało 70 osób, a wobec 6 zastosowany został środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. W porównaniu do analogicznego okresu 2016 roku stwierdzono 82 przestępstwa, 61 osób usłyszało zarzuty, natomiast wobec 2 zastosowany został środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu. W całym 2016 roku stwierdzono 140 przestępstw. Zarzuty usłyszało 110 osób, natomiast areszt zastosowany został wobec 9 osób.

Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
kontakt@pulsmiasta.tv

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.