tymoszynska-reklama

JĘZYKOWE POTYCZKI: „Cóż tam kumo u waszej snechy ?!” – czyli, czy to jeszcze polszczyzna?

Językowe Potyczki przez jakiś czas były uśpione, ale koniec tego dobrego. Najwyższa pora rozbudzić je na nowo. Wszak nasz język to filar naszej kultury. A ile wart człowiek bez tejże kultury?! Dlatego startujemy powtórnie. Skoro o filarach mowa, a i o kulturze naszej także już było to te Potyczki o filarze polskości będą! O rodzinie, a co?!

Pewne ormiańskie przysłowie mówi „Osoba zięcia jest kolumną, na której wspiera się serce teściowej”. Być może w kulturze ormiańskiej to przysłowie ma rację bytu, u nas pewnie wywoła uśmiech na kilku twarzach, inni będą przecierać oczy ze zdziwienia, a i nie zabraknie tych, którzy postukają się w czoło. Nie wiedzieć czemu polska teściowa zwykle uchodzi za niesympatyczną starszą panią, która wszystko wie najlepiej, choć o wielu sprawach zwyczajnie nie ma pojęcia i bezpardonowo wtrąca się w życie swojej dorosłej już pociechy, nie zważając na to, że owa latorośl ma już własną rodzinę, o którą potrafi się zatroszczyć sama, bez ingerencji niezastąpionej „mamusi”. Oczywiście, od każdej reguły są wyjątki i oby tych wyjątków było znacznie więcej.

Teściowa, zięć, synowa – to leksemy, którymi posługujemy się współcześnie. Ale czy wiemy jak to niegdyś bywało? Kim była „świekra”, „praciota” czy „jątrew”? W tych Potyczkach wszystko wyjaśnimy!

Punktem wyjścia niech będzie informacja, że dawniej nazw członków rodziny było naprawdę mnóstwo! Mało tego, dawniej ludzie bardzo sprawnie tymi określeniami się posługiwali. Dziś nikt już nie rozróżnia ‘wuja’ i ‘stryja’ – dla większości z nas jest zwykły ‘wujek’. Podkreślam jednak – dla większości, nie dla wszystkich.

Dawne nazwy członków rodziny można podzielić (tak roboczo, na nasze potrzeby): nazwy podstawowe i nazwy śmieszne – bo jak inaczej je zaklasyfikować. Jednych i drugich jest dużo, a czytając i przygotowując się do pisania tekstu na ich temat można czuć się przytłoczonym i otumanionym. Słowo kolokwialne, ale chyba najlepiej oddające odczucia towarzyszące lekturze tego typu.

Zacznijmy od leksemów „zełwa”, „jątrew”, „dziewierz” i „snecha” – uroczo brzmią, nieprawdaż? I dodam, gdyby ktoś zwątpił czytając, cały czas mówimy o polszczyźnie. Nie wplatamy do tekstu słów chińskich, węgierskich ani żadnych innych – jak łza czysty język ojczysty – chciałoby się zarymować.

Do rzeczy! „Jątrew” – gdy nasz mąż miał brata, a ów brat żonę, to ona właśnie była określana tą nazwą. Gdyby nasz mąż miał siostrę to dla nas byłaby ona „zełwą”, a gdyby jednak miał brata to określalibyśmy go zgrabnym słówkiem „dziewierz”. Czy leksemy te nie brzmią jak obelgi? Chyba trochę tak. „Zełwa” nie ma niby nic wspólnego z zołzą, ale od kilku osób, którym o tym słowie powiedziałam usłyszałam takie właśnie skojarzenie. Z kolei „jątrew”, to być może osoba, która będzie jątrzyć. Nic bardziej mylnego.

Dziś na brata/siostrę naszego męża/żony często używa się słowa „szwagier/-ka”, ale ten leksem powoli zaczyna tracić swoje znaczenie. Coraz częściej jest tak, że jak nie wiemy do końca jak kogoś nazwać to zawsze dobrze posłużyć się „szwagrem”, bo przynajmniej każdy zrozumie.

Czas jednak zmierzyć z dwoma leksemami, które nazywają często zwalczające się osoby, czyli teściową i synową. Pierwsza to „świekra”, druga zaś „snecha”. No i powiedzcie sami, czy „synowa” nie brzmi mimo wszystko lepiej? A „teściowa”? Chyba też. Raz jeszcze podkreślamy, że w naszych wywodach na temat niektórych członków rodziny posługujemy się stereotypami, mając jednocześnie świadomość, że zwykle są one mocno przesadzone i że wiele/-u spośród nas ma znacznie lepsze doświadczenia (tym, którzy tego szczęścia nie mają, życzymy, aby rychło ich znalazło).

Wymawiając kolejne słowa niektórzy z nas mogliby połamać sobie język. „Szurzy” – brat żony i „szurzyna” – żona brata żony. Pomieszanie z poplątaniem, prawda? Dlaczego takie urokliwe leksemy wyszły z użycia? Można się nad tym głowić przez długi czas, ale z perspektywy zabieganego człowieka można wysnuć wniosek, że słowa te odeszły do lamusa, bo mówiąc szybko (tak jak większość z nas ma to w zwyczaju), najzwyczajniej nasza wypowiedź byłaby nie zrozumiała. Nie zatrzymujemy się ani na chwilę – „świeść” – siostra żony i (mój ulubieniec) „paszenog” – mąż siostry żony, zaś mąż siostry to „swak”.

Spośród tych dawnych językowych „dziwolągów” na uwagę bez wątpienia zasługuje „kum” („kumoter”) – ojciec chrzestny i „kuma” – matka chrzestna. Dziś słowo to jest już coraz mniej używane, ale jeszcze do niedawna większość z nas rozumiała kim jest „kum”, co znaczy „kumować”. Od leksemu „kumoter” utworzyliśmy często dziś wykorzystywane „kumoterstwo”. „Kumostwo” to według definicji ze Słownika Języka Polskiego PWN – związek między rodzicami chrzestnymi dziecka lub między rodzicami chrzestnymi a rodzicami biologicznymi. Ponadto „kumostwo” to również kum z kumą lub kum z żoną. Wydaje się, że wśród niewielu znajomo brzmiących słów znajdzie się również „pociot”. Często jest tak, że nie do końca wiemy co słowo znaczy, ale sami próbujemy bawić się w semantyków i przypisujemy wyrazom jakieś znaczenia. Pierwotnie „pociot” oznaczał męża siostry ojca albo męża siostry matki. Dziś pociotkiem zwykło nazywać się krewnego, którego rodzinne związki z nami są dalekie lub nie do końca nas przekonują.

Na chwilę chciałabym powrócić do leksemów „świekra” i „świekier” – matka i ojciec męża! W przypadku rodziców żony pozostają teściowa i teść, które dziś weszły do języka ogólnego jako określenia rodziców każdego z małżonków.

Spośród słów z prefiksem „pra-„, mamy pradziadka, prapradziadka, prababcię itp. Ale kim jest „praciota”? Jest to po prostu siostra dziadka albo babci. Proste? No jasne…

Jaka jest różnica między „stryjem” a „wujem”? Pierwszy to brat ojca, a drugi to brat matki. Analogicznie do nazw wcześniejszych utworzono kiedyś „stryjną”, czyli żonę brata ojca i „wujną”, czyli żonę brata matki.

Jeszcze jedna i ostatnia już tego typu ciekawostka, będzie nią „nieć”, czyli wnuk wuja, stryja lub ciotki i „nieściora”, czyli wnuczka wuja, stryja lub ciotki.

To tylko niewielka cząstka tego, co dawna polszczyzna ma dla nas w zanadrzu. Nie będziemy jednak wymieniać wszystkich nazw dawnych, bo i po co? Mniej wytrwały czytelnik i tak przerwie lekturę w połowie tegoż artykułu.

Dlaczego nazwy te wyszły z użycia, można by zapytać?

Nie ma tu żadnej większej filozofii. Któż chciałaby uczyć się ich wszystkich i po co?! W nasze głowy każdego dnia „wkładamy” mnóstwo informacji, po co dokładać ich jeszcze więcej? Co ciekawsze, nieustannie trwa proces zanikania omawianych nazw. W niektórych regionach, w niektórych rodzinach istnieją jeszcze podziały na ciotkę i stryjenkę czy wuja i stryja. Jednak w wielu nie. Pozostał więc wujek i ciocia. Tak samo z kumem. Coraz mniej osób posługuje się tym leksemem, używając popularnego dziś „chrzestny” czy „chrzestna”. Dążenie do skrótowości jest tak silne, że pozbyliśmy się już matki i ojca! Był przecież „ojciec chrzestny”.

Podobnie zredukowaliśmy określenia „siostra cioteczna” czy „brat stryjeczny” do „kuzynki” czy „kuzyna”.

Zwykło się mówić, że redukcja wyrazów prowadzi do tego, że język traci swój urok. Ale czy to ten urok jest najważniejszy? Czy nie chodzi czasem o funkcjonalność? Z tym pytaniem pozostawiam Was do następnych Językowych Potyczek, już zdecydowanie bardziej dynamicznych, bo i porządnie rozbudzonych!

Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
kontakt@pulsmiasta.tv

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.