Językowe Potyczki: Język nienawiści – fakt czy lekka przesada?!

Jak wyglądałaby nasza codzienność bez Internetu? Czy w ogóle zastanawiamy się nad tym? Raczej nie, bo i po co, skoro wiadomo, że Internet z całą pewnością nie zniknie, a wręcz przeciwnie, raczej będzie się rozwijał, będzie ulepszany. Dziś wielu z nas nie potrafi wyobrazić sobie poranka bez sprawdzenia tej czy innej strony – taka „pralinka” do kawy, tylko nie podnosi cukru. Czasami może podnieść ciśnienie.

Specjaliści biją na alarm i przestrzegają rodziców, ale także i samych użytkowników Internetu, aby rozsądnie korzystać z tego dobrodziejstwa. Coraz więcej z nas włącza facebooka tuż po przebudzeniu. Jeszcze nie tak dawno, gdy tylko otwieraliśmy oczy mieliśmy zwyczaj witać się z resztą domowników, dziś wiele się zmieniło i wielu rodziców nie dziwi wcale fakt, że w sobotni poranek zamiast usłyszeć przy stole „dzień dobry mamo”, słyszy dźwięk komunikatora i już po chwili może czytać „co dziś na śniadanie?”. Ot taka rzeczywistość…

Nie będziemy jednak zastanawiać się nad sensownością Internetu – jest nam potrzebny, jednym mniej, innym bardziej – to fakt, z którym się nie dyskutuje. Pozastanawiać się jednak warto nad językiem, którym posługujemy się w sieci. Niekiedy łapiemy się za głowę, czytając komentarze anonimowych specjalistów od wszystkiego, ale zdarza się, że również w poważnych artykułach trafiamy na błędy. Do niedawna taka sytuacja była nie do pomyślenia. Z ogromną starannością pisano listy, krótko i treściwie informowano o czymś w telegramach czy depeszach – teraz jest inaczej. Niektóre portale internetowe wyspecjalizowały się wręcz w pisaniu – dużo słów, mało treści. Cóż… dopóki ktoś chce je czytać, doputy one będą istniały, będą pojawiały się kolejne.

Mówi się, że Internet to zło! Bo zawiera niestosowne treści, deprawuje młodzież – to co w sieci złe moglibyśmy wymieniać w nieskończoność. Nie o to jednak chodzi. Człowiek inteligentny wydaje się, że potrafi selekcjonować informacje i wybierać te, który rzeczywiście mają jakąś wartość. W internecie jest wszystko – to prawda – ale my nie musimy ze wszystkiego korzystać. Chcemy czy nie, przeglądając strony tego czy innego portalu jesteśmy niejako zmuszeni do zapoznania się z językiem Internetu i na to już niestety nie mamy wpływu.

Język Internetu często niestety przypomina nam podwórkowy slang. O ile w mowie codziennej, swobodnej zdarza nam się nie do końca przestrzegać pewnych językowych norm, o tyle w sieci te normy często nie mają w ogóle racji bytu. Niestety…  Ktoś powie, co to za różnica? Okazuje się, że znacząca! Język mówiony „pozwala” nam na mniejszą staranność. Język pisany zaś powinien być zdecydowanie bardziej staranny. Wniosek – Internet do przestrzeni publicznej wprowadził znacznie więcej luzu, który do tej pory występował raczej w mowie potocznej.

W kontekście Internetu w tych Potyczkach poruszymy temat mowy nienawiści i wulgaryzacji polszczyzny. Problem jest ogromny i niekiedy nawet nie zdajemy sobie sprawy, że padamy ofiarami tegoż specyficznego języka. Jedni mówią „język nienawiści”, inni to samo nazywają „przemysłem pogardy” – na jedno wychodzi. Wydaje się, że te określenia są już tak bardzo negatywnie nacechowane, że trudno będzie nam znaleźć coś mocniejszego. Błąd! Język, o czym mówiliśmy już wielokrotnie, jest tworem żywym i ciągle się rozwija. Procesy w nim zachodzące są przeróżne i często dzieją się na naszych oczach, a my – nieświadomi użytkownicy – nawet tego nie zauważamy. Jako przykład podajmy słowo <głupiec>. Dawniej było to określenie pejoratywne, niosące ze sobą wyłącznie złe emocje. Dziś to znaczenie przewartościowało się. <Głuptasku> mówimy przecież bardzo często i traktujemy to określenie jako wręcz pieszczotliwe – <mój głuptasek>.

Istnieją dwie teorie dotyczące mowy nienawiści. Pierwsza mówi o tym, że im więcej negatywnych słów używamy tym lepiej. Gdy już się „wykrzyczymy” w internecie jest nam lepiej i nie brniemy dalej. To w myśl powiedzenia, że pies, który głośno szczeka nie gryzie. Inni profesorowie uważają jednak, że permanentne posługiwanie się mową nienawiści prowadzi do jej eskalacji. W pewnym momencie może się okazać, że słowa to dla nas za mało i trzeba  zacząć się bić, aby przekonać kogoś do naszych racji.

Hejt, czyli co?

Któż z nas (w kontekście mowy nienawiści) nie spotkał się z hejtem?! To takie „urocze” słowo, które zgrabnie zastępuje nam wyraźnie nacechowane <nienawiść>. Hejtują wszyscy i wszystkich – oto teoria wielu użytkowników Internetu. Może nie do końca warto się z nią zgodzić, bo wydaje się, że trzeba umieć odróżniać konstruktywną krytykę od tej krytyki płynącej z niechęci do kogoś, zazdrości, w dodatku niczym nie uzasadnionej.

Hejter to określenie osoby hejtującej, powstałe przez dodanie do podstawy słowotwórczej (obcej!) końcówki –er. To także leksem, który nieco kamufluje i przez to jest to słowo niebezpieczne. Hejter wszak brzmi znacznie lepiej niż nienawistnik, a przecież w gruncie rzeczy nazywa dokładnie tę samą osobę. <Hejt> oprócz nienawiści (notabene dokładnie to oznacza w j. angielskim) niesie w sobie też odrobinę dręczenia, chęci dokuczenia komuś. <Hejt> czy <hejter> jest też o tyle niebezpiecznym słowem, że nie ma swojego pozytywnego odpowiednika. Jak nazwać jednym słowem osobę, która pisze wyłącznie przychylne komentarze, lajkuje wpisy czy zdjęcia? <Lajker>? Zgodnie z normami słowotwórczymi pewnie tak, tylko czy kiedykolwiek słyszeliśmy o podobnym określeniu? Nie i to dlatego, że nie ma w nas potrzeby nazywania tego co dobre i pozytywne. Lepiej wynajdywać coraz to nowsze określania typu <hejt>, bo to, co konotuje negatywne wartości czy emocje jest bardziej „chodliwe”, lepiej się „sprzedaje” w sieci.

Zarówno język Internetu, jak i nasz język codzienny przesycony jest (niestety) wulgaryzmami! Skąd się one wzięły? Cóż… nie możemy patrzeć na język, jako coś odrębnego od człowieka. Sam człowiek ocenia, co jest jego zdaniem złe, jakoś negatywnie nacechowane. Wiele naszych czynności, nawet tych przyjemnych, łączy się z poczuciem pewnego zażenowania, wstydu, niechęci ujawniania – do takich należy cała sfera seksualna. O dziwo, dawniej wiele pojęć dziś uważanych za wulgarne, było stosowanych jako zupełnie neutralne. Z czasem dopiero zaczęło się to zmieniać. I to MY- ludzie zaczęliśmy je za wulgarne uważać, bo przecież w ich wyglądzie czy brzmieniu nic się nie zmieniło.

Śledząc język Internetu możemy odnaleźć tam masę przeróżnych tworów językowych, zarówno wulgarnych jak i neutralnych. Skoro jednak wulgaryzmy wzięliśmy na warsztat to poruszmy kwestię przenoszenia nazw zwierząt na ludzi, co w sieci jest dość powszechne. <Krowa>, <suka>, <świnia>  czy dobrze znane <małpa w czerwonym> w odniesieniu do kobiety do wulgaryzm a może kolokwializm? W istocie ani jedno, ani drugie!

Wulgaryzmy według definicji to słowa, które zawsze, niezależnie od kontekstu będą uznawane  za nieprzyzwoite, będą szokowały. W rzeczywistości przecież <suka> jest samicą psa i nic w tym złego. Problem zaczyna się dopiero, gdy określenia te stają niedobrą metaforą. Wiele nazw zwierzęcych przeniesionych  na ludzi ma wydźwięk negatywny: <baran>, <wół>, <osioł>, <klempa>, <kura (domowa)>, <(głupia) gęś>. Na tym właśnie polega cały problem, na chęci nazwania kogoś w sposób obraźliwy, przez przeniesienie neutralnej nazwy. Należy pamiętać, że nie każde przeniesienie znaczenia musi od razu nieść wartość negatywną. Pracowity jak <mrówka> to zdecydowanie komplement.

Jak widać, wszystko zależy od kontekstu i naszej intencji! Właśnie słowo intencja jest tu kluczowe. Pamiętajmy, że wszystko co piszemy, mówimy – zawsze robimy z jakąś intencją. Jeśli chcemy kogoś obrazić, to język polski daje tyle możliwości, że słowa powszechnie uważane za pozytywne w odpowiednim kontekście będą niosły wartość negatywną. Jeśli przeszkadza nam wulgaryzacja i bylejakość języka Internetu to zawsze powinniśmy zaczynać od siebie. Dotyczy to także mejli czy smsów. Skoro tak bulwersuje nas przedmiotowe traktowanie polszczyzny, to zacznijmy może korzystać z polskich znaków i zastanawiać się nad treściami, które publikujemy w sieci? Co Wy na to?

Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
zbigniew.maciejuk@wp.pl

NEWSLETTER

* Zapisując się do newslettera oświadczasz, że wyrażasz zgodę na przesyłanie wiadomości drogą elektroniczną.