Everest Run to jeden z najtrudniejszych biegów organizowanych w naszym kraju.

Jedni biegają po leśnych duktach, inni wolą bieżnię na siłowni, jeszcze inni planując swój kalendarz biegowych imprez wybierają te najbardziej ekstremalne. Do nich należy Krzysztof Iwan, który na swoim koncie takich biegów ma już całą masę. Ostatni, w którym wystartował odbył się kilka dni temu – 20 stycznia.

Everest Run to jeden z najtrudniejszych biegów organizowanych w naszym kraju. Od biegaczy wymaga doskonałego przygotowania, siły fizycznej i psychicznej oraz samozaparcia. Uczestnicy tego ultratrudnego biegu mają do pokonania 42 piętra warszawskiego hotelu Marriott. 65 wejść na najwyższe piętro Marriottu pozwala osiągnąć wysokość najwyższego szczytu świata – Mount Everest.

Marriott Everest Run to nie tylko wielkie sportowe wydarzenie. Dla uczestników to możliwość zmierzenia się z własnymi słabościami, sprawdzenia siebie, ale także możliwość spotkania innych, równie szalonych miłośników ekstremalnych biegów. MER to niesamowita atmosfera, zdrowa rywalizacja, inspirujący ludzie, czołówka najwytrwalszych biegaczy – MER to biegowe wydarzenie, jakiego mogą pozazdrościć nam inni!

Everest Run organizowany jest od 4 lat przez Fundację Wspierania Ratownictwa RK, która zainicjowała akcję „Biegamy po schodach” – cotygodniowe treningi – bieganie po schodach warszawskich wieżowców. Everest Run to impreza, mająca charakter wyzwania. Tutaj walczysz sam ze sobą, nie z innymi biegaczami. Everest Run trwa pełne 24 godziny i tylko od zawodników zależy, jak wykorzystają ten czas. Są tacy, którzy wchodzą kilka razy (osiągając na przykład wysokość Gubałówki – 5 wejść), ale są i tacy, których ogranicza jedynie limit czasu, bo inne bariery dla nich nie istnieją.

Do tej drugiej grupy należy Krzysztof Iwan z Białej Podlaskiej, który w tym ultratrudnym biegu bierze udział od początku. Najpierw indywidualnie, potem w sztafecie „Biegacze Pomagacze”. W Everest Run Krzysztof Iwan osiągnął już wszystko! W 2015 roku, gdy na schodach Marriottu debiutował osiągnął wynik ponad 30 wejść! Najważniejszym był jednak rok 2017, kiedy to udało mu się wejść na szczyt warszawskiego wieżowca aż 66 razy! – Po trzykrotnym pokonaniu schodów wróciłem do zespołu, żeby oddać czip następnej osobie. Wtedy zobaczyłem, że wszyscy właściwie już opadli z sił. Powiedziałem im wtedy: „ja jeszcze mam czas, ja jeszcze biegnę”, zabrałem tego czipa i pobiegłem 66. raz – wspomina. W 2017 roku Krzysztof biegał po schodach przez 23 godziny i 22 minuty!

Jeśli osiągnęło się już wszystko, czy można chcieć więcej? Oczywiście! 

W 2018 roku Krzysztof po raz czwarty wystartował w Marriott Everest Run, po raz trzeci biegał w sztafecie „Biegacze Pomagacze”., a po raz pierwszy z dodatkowym obciążeniem w postaci plecaka z 10-kilowym krążkiem z siłowni w środku. Skąd pomysł na bieg z plecakiem? – Jak w góry to tylko z plecakiem – wyjaśnia.

Skoro osiągnęło się już wszystko, po co się dalej męczyć i biegać po schodach? – Udział w takich trudnych biegach, jak na przykład Everest Run udowadnia, że dla człowieka nie ma żadnych barier. Ograniczenia są tylko w naszej głowie. Na schodach się walczy, na schodach udowadnia się charakter, na schodach się wspina – odpoczywa się w domu – przekonuje Krzysztof Iwan, który odpoczywać zwyczajnie nie ma czasu!

Plan jak zwykle został zrealizowany

W tegorocznej edycji warszawskiego ultrabiegu Krzysztof zaplanował 26 wejść. Jak postanowił, tak też zrobił.

–  Na tę edycję celem było zrobienie 26 wejść. To dla mnie ważna liczba, taka liczba-symbol, przynosi mi szczęście i tym razem nie mogło być inaczej. Cel został osiągnięty, jestem zadowolony – mówi. Miało być jednak krócej i spokojniej…

– Początkowy plan obejmował 12-godzinny, indywidualny bieg. Nie było mowy o całodobowej wspinaczce. Dlaczego? Dużo pracy i dodatkowych obowiązków przyczyniło się do tego, że treningi były krótsze i rzadsze niż zwykle przed biegiem w Marriocie.  Trenować trzeba! Bieganie po schodach to nie zwykły jogging, do tego trzeba się przygotować. W dniu rejestracji na zawody celowałem w kategorie indywidualne, wydawało mi się, że jestem zdecydowany na 12 godzin biegu z obciążeniem. Wydawało mi się! Dopóki nie usłyszałem „już widzę jak po 12 godzinach odpuścisz. Po co się oszukiwać, skoro i tak wiadomo, że zostaniesz do końca”. I cóż – ten głos jak zawsze miał rację (śmiech)! I gdy wszystko, jak mi się wówczas wydawało, miałem ustalone i zaplanowane zadzwonił Przemek (sztafeta Biegacze Pomagacze, z którą Krzysztof Iwan biega od II. edycji MER – przyp.red.). Oczywiście widząc jego numer 15 minut po otwarciu rejestracji wiedziałem, czego mogę się spodziewać. Na pytanie, czy w tym roku znowu startujemy starym składem w sztafecie bez zawahania odpowiedziałem – no jasne –.

Biegacze Pomagacze – ich trzech, ona jedna.

„Biegacze Pomagacze”, czyli Przemek Abramczuk, Karol Piechowski, Krzysztof Iwan i Marta  Chruściel – ramię w ramię od II. edycji Marriott Everest Run. Poznali się na schodach podczas pierwszego biegu, cztery lata temu. Od tamtej pory biegają w jednej drużynie, która nie tylko realizuje swoje sportowe pasje, lecz także zbiera pieniądze na leczenie chorych dzieci w ramach Fundacji Cegiełkowo. Przecież pomaganie jest fajne!

W 2017 roku Biegacze Pomagacze zajęli 6. miejsce wśród sztafet, a na ostatnie hotelowe piętro wspięli się 101 razy. Nasz bialski biegacz znacząco przyczynił się do tego sukcesu, gdyż sam zmagania zakończył z wynikiem 66 wejść, resztę dołożyli koledzy. W tym roku Biegacze Pomagacze po pierwszych 10 godzinach zmagań zapewniali mnie, że „my się nie ścigamy” i wszystko jasne… Chodziło o to, aby uśpić czujność konkurencji, która biwakowała nieopodal. W tegorocznym Marriott Everest Run sztafeta Biegaczy Pomagaczy zajęła 3. miejsce! Analizując wyniki sprzed roku i z tegorocznego biegu możemy śmiało powiedzieć, że sztafeta w MER 2019 powinna wygrać zmagania. To nie są pobożne życzenia, to czysta matematyka.

MER – o przygotowaniach słów kilka

Kto nigdy nie był na Marriott Everest Run może nie wierzyć, jak nieludzki wysiłek towarzyszy uczestnikom biegu. Oczywiście znajdą się i tacy, na których nie zrobi to najmniejszego wrażenia. To jednak, co jest niesamowite, to widok uśmiechniętych twarzy zawodników, którzy mimo ogromnego wysiłku nie chcą odpoczywać, idą jeszcze raz i jeszcze raz i tak w kółko!

– Nie jest łatwo w Białej przygotować się do biegu po schodach wieżowca. Jakie tu mamy wieżowce? No właśnie… treningi polegały przede wszystkim na przyzwyczajeniu nóg do schodów. W Białej radziłem sobie jak tylko się dało. W ramach treningu kilka razy odwiedziłem bialski szpital, ale tak naprawdę wykorzystywałem każde schody! Przygotowując się do startu chodziłem też po schodach Marriottu. Na pewno biegacze mieszkający w Warszawie i mający pod dostatkiem wieżowców mają łatwiej, ale to bez znaczenia. Dla chcącego nic trudnego i w Białej można się przygotować, tylko trzeba się  postarać. Przed samym startem najważniejszy jest psychiczny spokój i to, aby być wypoczętym – z tym akurat bywa różnie (śmiech). Ciągłe zastanawianie się nad tym, czy dam radę wejść czy nie na pewno nam nie pomoże, a wręcz przeciwnie – sparaliżuje nas. Kiedy już chodzimy po schodach musimy pamiętać o tym, aby rozkładać nasze siły odpowiednio. Nie możemy wystartować zbyt szybko, bo właściwie mamy zagwarantowane to, że nie uda nam się dotrzeć na szczyt. Gdy chodzi o technikę pokonywania stopni najlepiej wchodzić na zasadzie „co drugi schodek”. Nie męczymy wówczas naszych mięśni tak jakby to było przy „gęstym” stawianiu kroków (czyli co jeden stopień) lub przy wchodzeniu co trzy stopnie. Wspinając się na szczyt musimy pamiętać o odpowiednim nawadnianiu organizmu i chociażby o chwilowej regeneracji. Bardzo ważna jest również nasza dieta podczas biegu. Liczy się to, aby jeść często, ale w niedużych ilościach, tak abyśmy nie czuli się ociężali. Ważne jest też to, żeby nasze posiłki zawierały to wszystko, co w efekcie będzie dawało nam energię i siłę do dalszej wspinaczki. Ważny, jeśli nie najważniejszy jest doping i odpowiednia motywacja. Możemy sami siebie motywować, ale naprawdę siły dodaje zawsze świadomość, że po wyjściu z windy, w drodze na schody czeka na nas ktoś, kto skrupulatnie liczy nasze wejścia, zaciska kciuki, wypatruje nas  i wierzy w nasze możliwości. To najlepszy doping, żadnego innego nie musimy wówczas stosować (śmiech) – przekonuje Krzysztof Iwan.

Po 24 godzinach morderczej walki z samy sobą konieczna jest regeneracja. Jak przekonuje bialski biegacz bardzo ważny w tym procesie „odbudowy” naszego organizmu jest sen! Ponadto musimy pamiętać o odpowiednim odżywianiu. Jeżeli mamy taką możliwość warto również skorzystać z masażu, który ukoi nasze spracowane mięśnie.

„Jeśli jest coś, co chcesz zrobić, nie ma żadnego powodu, dla którego to miałoby Ci się nie udać” – ta biegowa sentencja idealnie wyjaśnia „sportowe zacięcie” Krzysztofa Iwana. Hektolitry wylanego na treningach i zawodach potu, setki, jeśli nie tysiące przebiegniętych kilometrów, udział w najbardziej prestiżowych i ekstremalnych imprezach kraju – oto dorobek bialskiego biegacza, do tego  dołożyć należy „listę rzeczy do załatwienia”, przez co rozumieć należy udział w kolejnych ultra biegach, które nasz runner ma dokładnie zaplanowane. Nie pozostaje nam nic innego, jak trzymać kciuki, aby plany udało się zrealizować.

– Jestem teraz na takim etapie swojego życia, że mogę powiedzieć, że jestem z niego zadowolony i czuję się spełniony pod wieloma względami. Złożyło się na to wiele elementów. Chciałbym, aby to uczucie, które od jakiegoś czasu mi towarzyszy, już na dobre ze mną pozostało. Ale… jestem dobrej myśli (śmiech) – podsumowuje Krzysztof, który start w ostatnim Marriott Everest Run dedykuje Krzysztofowi Lińskiemu – swojemu koledze z pracy, od lat zakochanemu w górach, który w ostatnim czasie tę aktywność musiał ograniczyć. Życie to ciągła walka. Tak jak we wspinaczce na najwyższe szczyty, tak i w codziennym życiu liczy się siła, determinacja, wiara we własne możliwości i chęć zdobycia tego, co w danym momencie jest dla nas najcenniejsze. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby nieustannie wierzyć we własne możliwości. To dzięki temu możliwe jest zdobycie naszego własnego Everestu…

 

Nad tegorocznym biegiem patronat objęła Państwowa Szkoła Wyższa im. Jana Pawła II w Białej Podlaskiej.

 

 

Dodaj komentarz

Nie od dziś mówi się, że przyszłość mediów to internet. Większość gazet, rozgłośni i telewizji przechodzi, lub całkiem przenosi się, do świata wirtualnego. Puls Miasta wychodzi naprzeciw swojej społeczności, oferując lokalną telewizję internetową.

REDAKCJA

Agencja Filmowa Reporter

Zbigniew Maciejuk, Ola Majewska, Marek Drwięga

Redakcja

KONTAKT

Agencja Filmowa Reporter

ul. Osterwy 1,
21-500 Biała Podlaska


+48 601 380 302
zbigniew.maciejuk@wp.pl

FORMULARZ

Masz pytania? Skontaktuj się z nami!

Przejdź do formularza